Takim niepoprawnym optymistą jest prof. Brean Hammond z University of Nottingham. Nie wyklucza, że w Londynie pod budynkiem Royal Opera House, gdzieś głęboko pod ziemią, spoczywa Szekspirowski rękopis, czekając na odkrywcę. Tam bowiem urywa się ostatni udokumentowany ślad po rękopisie sztuki „Cardenio”. Jest to zarazem jedyna szansa, by udało się zobaczyć choćby skrawek kartki zapisanej własnoręcznie przez barda ze Stratfordu.

TAJEMNICZY DON KARDENIO


Autorstwo 38 sztuk nie budzi wątpliwości. Napisał je William Shakespeare – kimkolwiek był. 36 z nich zostało opublikowanych w 1623 r. w tzw. Pierwszym Folio, czyli księdze zawierającej dzieła zebrane mistrza, wydanej 8 lat po jego śmierci – w 1623 r. Autorstwo dwóch pozostałych („Dwóch szlachetnych krewnych” i „Perykles, książę Tyru”) też nie budzi w gronie naukowców kontrowersji. Z pewnością wyszły spod ręki Szekspira. Ale przeglądając spis treści Pierwszego Folio, nie natrafimy na tytuł, o którym mówi Hammond. Co ma wspólnego „Cardenio” z nadziejami profesora na odnalezienie bezcennego manuskryptu?

Niewykluczone, że Szekspir na swoim koncie miał więcej dzieł niż te, które przetrwały do dzisiaj. Co jakiś czas pojawiają się doniesienia o kolejnych odkryciach „zaginionych sztuk” mistrza gęsiego pióra. Niektóre są owocem czczej fantazji, w innych tkwi duża doza prawdopodobieństwa. „Cardenia” środowisko szekspirologów traktuje bardzo poważnie. Taki tytuł nosiła tragedia, którą w 1613 r. wystawiła trupa teatralna The King’s Men. Jej bohater został zapożyczony z „Don Kichota” Cervantesa, powieści, która na angielski została przełożona rok wcześniej. Kardenio, młody i zamożny szlachcic, zakochał się z wzajemnością w pięknej Lucyndzie. Podczas wyprawy wojennej zaprzyjaźnił się z synem księcia, któremu opowiedział o swojej miłości. Gdy syn księcia poznał Lucyndę, również się w niej zakochał i, nie bacząc na przyjaźń, oświadczył się rodzicom panny. Został przez nich przyjęty, a zrozpaczony Kardenio ruszył w góry w przebraniu pasterza, by opłakiwać swój los.

Sztuka nie została włączona do Pierwszego Folio prawdopodobnie dlatego, że została napisana wspólnie z innym elżbietańskim dramaturgiem Johnem Fletcherem. Była to normalna w tamtych czasach spółka. Grupy teatralne potrzebowały ciągle „świeżego mięsa”, bo sztuki nie utrzymywały się na afiszu długo, a już nigdy nie wystawiano ich – tak jak dzisiaj – w sekwencjach kilkudniowych. Sprawny autor nie był w stanie spłodzić w ciągu roku wiecej niż dwóch skryptów, choć bywały wyjątki, i np. Ben Jonson świetną komedię „Volpone” napisał ponoć zaledwie w 5 tygodni! Ale takie przypływy weny nie zdarzały się co dzień, dlatego pisarze tworzyli często grupy twórcze do poszczególnych projektów. Twórcy pisali w 2–3-osobowych teamach, uczestnicząc jednocześnie nawet w 5 projektach. Szekspirowi zdarzało się to rzadko, niemniej tak było właśnie w przypadku „Cardenia” oraz „Dwóch szlachetnych krewnych”. Ta druga sztuka miała więcej szczęścia, bo została wydana drukiem w 1634 r., stąd znamy ją dzisiaj. Ta pierwsza natomiast przepadła, wydawałoby się, na zawsze.

W 1727 r. angielski pisarz i wydawca Lewis Theobald ogłosił, że w jego ręce trafił manuskrypt (!) nieznanej sztuki Szekspira. Po zredagowaniu jej i „ulepszeniu” (we własnym mniemaniu) wystawił ją w Drury Lane Theatre jako „Podwójne wiaryłomstwo”, a następnie wydał drukiem. Ponieważ rzeczywiście „Wiaryłomstwo” oparte jest na wątku Kardenia z „Don Kichota”, niewykluczone, że Theobald miał w ręku oryginał sztuki, czyli że jeszcze pod koniec XVIII wieku istniał przynajmniej jeden rękopis Szekspira. Co się z nim stało?

Badając prasę pochodzącą z tamtego okresu, prof. Brean Hammond natrafił na informację, że rękopisy Theobalda zostały umieszczone w muzeum teatralnym Covent Garden. Był wśród nich zapewne i „Cardenio”. Niestety, budynek spłonął doszczętnie w 1808 r. W 1856 r. w tym miejscu wzniesiono gmach Royal Opera House, który być może stał się grobowcem „Cardenia”. Chyba że…

KRÓLESTWO ZA RĘKOPIS


Ryszard III oferował królestwo za konia. Niejeden kolekcjoner za rękopis Szekspira dałby dużo, dużo więcej. Nie wahałby się zaryzykować własne życie, a tym bardziej poświęcić cudze. A co dopiero, gdyby w grę wchodził rękopis nieznanej sztuki!

Amerykańska pisarka Jennifer Lee Carrell, pisząc powieść „Szyfr Szekspira”, popuściła wodze fantazji (uwaga spoiler! Czytelników, planujących nabyć tę książkę, prosimy o pominięcie tego akapitu). Teatralna reżyserka Kate Stanley przemierza pół świata, próbując rozwiązać zagadkę śmierci przyjaciółki, słynnej szekspirolog. Trop prowadzi ją do ukrytej w głębi ziemi jaskini w Arizonie (!), a nagrodą jest ni mniej ni więcej tylko rękopis „Cardenia”.

Po drodze trup ściele się gęsto, pożar trawi teatry, biblioteki, najcenniejsze szekspiriana są niszczone przez nieuchwytnego psychopatę. Powieść rzetelna, jeśli chodzi o aktualny stan badań nad Szekspirem, razi jednak literacką wtórnością wobec „Kodu Leonarda da Vinci”. Aż niewiarygodne, jak dalece posunęła się autorka w kopiowaniu postaci bohaterów, relacji między nimi i rozwoju akcji. Sądząc jednak z popularności książki, czytelnicy wszystko jej wybaczyli. Zadziałała – bo cóż by innego? – magia Szekspira. Podobnie entuzjastycznie została przyjęta powieść Michaela Grubera „Księga powietrza i cieni”. Akcja – także sensacyjna – toczy się wokół zaginionego dramatu Szekspira o Marii Stuart. Czy będą kolejne?

KOMEDIOWY SERIAL