Upały dają w kość wszystkim i każdy, kto próbował w ostatnim czasie kupić wentylator, te wie, że przestało to być łatwe zadanie. Jeden z modeli na Amazonie miał nawet datę dostawy wyznaczoną na… Styczeń 2027. Z gorącą temperaturą można jednak walczyć jeszcze na inne sposoby, mniej lub bardziej elektroniczne. Są oczywiście klimatyzatory, a także najzwyklejsze wachlarze. W ostateczności można także poświęcić trochę wody z butelki i schłodzić nią ciało. Jednakże wszystko to będzie chwilowym ratunkiem, jeżeli nie znajdziemy cienia. Na ten brak jest proste narzędzie, które właśnie podbija wybiegi modowe, a może także uratować i ciebie.
Parasol w zupełnie nowej – dla nas – roli. Przed falami gorąca też nas ochroni
Chodzi o parasol, który w tej letniej, słonecznej odsłonie zyskuje nową rolę. Choć nam kojarzy się on niemal wyłącznie z jesienną szarówką i ulewnym deszczem, zmiany klimatyczne oraz kolejne rekordowe fale upałów zmuszają do zapożyczenia jego roli z krajów, w których upały są normą. To, co przez lata uchodziło w Europie za przejaw lekkiej ekscentryczności czy domenę turystów, dziś staje się nie tylko rozsądnym elementem miejskiego survivalu, ale też i gorącym trendem prosto z pokazów w Paryżu i Mediolanie.

Zjawisko to doskonale pokazuje sytuacja z ostatnich tygodni. Kiedy podczas paryskich pokazów temperatura sięgnęła bezwzględnych 38 stopni Celsjusza, organizatorzy pokazu domu mody Dior nie oferowali gościom żadnych przenośnych gadżetów chłodzących. Zamiast tego znani aktorzy, tacy jak James Marsden czy Mike Faist, otrzymali eleganckie, kremowe parasole, które ratowały przed palącym słońcem.
Czytaj też: Wieloetapowa pielęgnacja twarzy, a może po prostu woda? Lubię proste rozwiązania
Z kolei w Mediolanie, na wybiegu u Thoma Browne’a, modele maszerowali, trzymając w dłoniach parasol Bureberry w szaro-białe pasy, podczas gdy celebryci w pierwszym rzędzie chronili się pod klasycznymi, czarnymi modelami. Nawet w świecie sportu, na Grand Prix Austrii Formuły 1, Lewis Hamilton paradował z wściekle czerwony parasolem pasującym do jego kombinezonu Ferrari. Parasol doczekał się w naszym regionie szacunku, na który zasługiwał od dawna.
Parasol oferuje ci prywatny cień. Jego główną zaletą jest fakt, że redukuje gorąc
Te słowa dla Guardiana przekazał Brian Diffey z Uniwersytetu Newcastle, który jest personą zasłużoną w kręgach dermatologicznych specjalistów, to także on stworzył w latach 90. skalę do oceniania skuteczności kremów przeciwsłonecznych. I jasne, teraz gdy się czyta te słowa, brzmią jak frazes, jednakże wystarczy się cofnąć myślami do minionego weekendu i zadać pytanie, skoro to jest taka oczywistość, to czemu nikt się do niej nie stosował?

Dla tradycyjnych rzemieślników to prawdziwy renesans. Pracownicy londyńskiego sklepu James Smith & Sons, który produkuje parasole nieprzerwanie od 1830 roku, przyznają, że przeżywają obecnie oblężenie. Klienci masowo wykupują ozdobne parasole przeciwsłoneczne, które po raz ostatni cieszyły się tak dużą popularnością w epoce wiktoriańskiej, a później na dekady odeszły do lamusa. Dzisiejsze anomalie pogodowe przywróciły je jednak do łask. Podobne obserwacje mają nowoczesne marki, jak brytyjskie Original Duckhead – ich sprzedaż w miesiącach letnich stała się wyjątkowo stabilna, a klienci coraz częściej pytają nie o nieprzemakalność, lecz o ochronę przed promieniowaniem UV.
Czytaj też: Krem z filtrem przestał być przykrym obowiązkiem. To może być najlepsza zmiana w pielęgnacji
I tu dochodzimy do pytania, które z pewnością zada sobie każdy sceptyk; czy zwykły parasol wystarczy, czy też musimy szukać modeli ze specjalną warstwą przeciwko promieniom UV? Producenci oczywiście zwietrzyli w tym interes. Nowozelandzka firma Blunt oferuje model “UV Metro”, który według specyfikacji blokuje 99% szkodliwego promieniowania, australijskie Solbari sprzedaje parasole ze srebrną, odbijającą powłoką, a popularne Uniqlo wypuściło swoją kompaktową, budżetową wersję.
Jednakże wspomniany Brian Diffey wyjaśnia, że w słoneczny dzień około połowa promieniowania UV dociera do naszej skóry bezpośrednio ze słońca, a druga połowa to promieniowanie rozproszone, odbijające się od otoczenia – chodników, ścian budynków czy zaparkowanych samochodów. Nawet jeśli parasol posiada barierę teoretycznie odpowiadającą filtrowi SPF 50, to z powodu promieni bocznych ochrona naszej skóry nie jest zapewniona w 100%.

Nie oznacza to jednak, że noszenie parasola w upał jest pozbawione sensu. Aby wycisnąć z niego jak najwięcej korzyści, warto pamiętać o dwóch technicznych aspektach. Po pierwsze, kluczowy jest gęsty materiał, im ściślej utkana tkanina, tym mniej światła i promieni przepuszcza, niezależnie od tego jak drogi będzie to egzemplarz
Po drugie, w kwestii blokowania ciepła najlepiej wypadają kolory jasne lub powierzchnie odblaskowe. Dodatkowo, trzymanie parasola stosunkowo blisko głowy pozwala zmaksymalizować obszar rzucanego cienia, co wyraźnie obniża temperaturę odczuwalną i chroni nas przed przegrzaniem organizmu.
Źródło: theguardian
