Rządowe samoloty są wyjątkowe pod wieloma względami. Służą nie tylko do transportu najważniejszych osób w państwie. Ich pasażerami często są dziennikarze czy przedstawiciele ważnych firm, dlatego maszyna taka pełni również funkcje reprezentacyjne. Czas spędzany w rządowym samolocie wykorzystywany jest na konferencje prasowe, nieformalne rozmowy, odpoczynek, posiłki itd. Dla producentów jest to więc doskonały poligon badawczy. Rozwiązania dziś powszechnie spotykane w samolotach pasażerskich kilkanaście lat temu testowano właśnie na VIP-ach. Co ciekawe, politycy nie latają wcale maszynami najnowszymi. Ba, nie wszystkie rządy mają do dyspozycji własne samoloty! W trudnych czasach często taniej jest je po prostu wypożyczyć. 

WIELKA BRYTANIA: Polecą cysternami?

Oszczędności dotyczą nawet monarchów. Do dyspozycji królowa i brytyjski rząd mają samoloty British Aerospace 146, które praktycznie wystarczają tylko do podróży w obrębie Europy. Na zakup maszyn długodystansowych zabrakło pieniędzy w budżecie. Do dalszych lotów wynajmowane są maszyny rodzimych linii lotniczych – najczęściej British Airways lub Virgin Atlantic.

Taka praktyka czasem prowadzi jednak do małych skandali dyplomatycznych. Brytyjski premier David Cameron podróżował niegdyś do Tokio, gdzie miał m.in. reprezentować interesy europejskiego koncernu Airbus Group. Media natychmiast wytknęły mu, że poleciał tam amerykańskim Boeingiem 747 linii Sonair... Brytyjczycy szukają więc innych rozwiązań. Wpadli m.in. na pomysł, by rządowe samoloty powstały na bazie tzw. latających cystern. To ma-szyny przeznaczone do zaopatrywania innych samolotów w paliwo w trakcie lotu. RAF posiada 14 takich maszyn, m.in. Airbusy A330-200. Ich zbiorniki paliwa nie są umieszczone w korpusie samolotu, lecz w skrzydłach. Teoretycznie ułatwiałoby to ich przerobienie na maszyny pasażerskie. W praktyce czar-terowanie lotów od linii komercyjnych nadal jest tańsze.

FRANCJA: Drogie kaprysy prezydenta

Flagowym statkiem powietrznym Francji jest Airbus A330-200, wyprodukowany w 1998 r. Przed pięcioma laty zastąpił on dwa Airbusy A319 CJ, które dla ówczesnego prezydenta Nicolasa Sarkozyego nie były wystarczająco reprezentacyjne. Nowa maszyna została kupiona od linii Air Caraïbes i luksusowo wyposażona. Prezydent zażyczył sobie między innymi, aby w kuchni można było przyrządzać potrawy ze świeżych składników, a nie tylko je podgrzewać. Na same piekarniki wydano blisko 90 tys. euro, na urządzenie prezydenckiego biura – 2,7 mln. W rezultacie samolot, nazwany ironicznie przez media „Air Sarko One”, kosztował ponad 330 mln euro. Francuzom nie można zarzucić braku patriotyzmu, ponieważ – podobnie jak Niemcy – do transportu VIP-ów konsekwentnie używają europejskich airbusów. Poza prezydenckim A330--200 do dyspozycji rządu są także A310 i A340.

USA: Nowe Boeingi w 2019 r.

Air Force One stał się symbolem prezydenckiej władzy w USA w mniej więcej takim stopniu jak Biały Dom. Warto przypomnieć, że formalnie nazwa ta przysługuje każdemu samolotowi, na którego pokładzie znajduje się urzędujący prezydent Stanów Zjednoczonych. W praktyce jednak jest to tytuł zarezerwowany dla produkowanych w Ameryce boeingów. Obecnie Barack Obama ma do dyspozycji dwa bliźniacze 747-200B VC-25A, zamówione jeszcze przez Ronalda Reagana. Na pokładzie każdego z nich jest miejsce dla 23 członków załogi i 70 gości.

Najważniejsza część samolotu mieści się na górnym pokładzie. Tam działa wojskowa baza operacyjna, w której podczas lotu zawsze jest obecny doradca wojskowy, mający przy sobie m.in. walizkę z kodami do broni atomowej. Jednak szczegóły dotyczące wyposażenia Air Force One są okryte tajemnicą. Wiadomo jedynie, że na pokładzie zainstalowano system Matador Infrared Countermeasures do zwalczania rakiet przeciwlotniczych, a okablowanie i elektronika samolotu są zabezpieczone przed niszczącymi impulsami elektromagnetycznymi.

Biały Dom w oficjalnych oświadczeniach podkreśla, że 28-letnie maszyny są w bardzo dobrym stanie technicznym. Problemem jest natomiast coraz większa ilość sprzętu na pokładzie. Dlatego obecne Air Force One w 2019 r. mają zostać zastąpione przez większe samoloty – Boeingi 747-8. Koszt takiej inwestycji zapewne przekroczy miliard dolarów.

NIEMCY: Latające szpitale

Do dalekich podróży niemiec-cy politycy używają dwóch maszyn Airbus A340, które noszą imiona „Konrad Adenauer” (na cześć pierwszego kanclerza) i „Theodor Heuss” (dla upamiętnienia pierwszego prezydenta). Samoloty zostały oddane do użytku w 2011 r. po trwającej 21 miesięcy przebudowie. Inwestycja ta była niezbędna, ponieważ w niemieckiej flocie rządowej wcześniej znajdowały się wysłużone maszyny pamiętające jeszcze czasy NRD. W nowych airbusach obok części konferencyjnej znajdują się przedziały prywatne, sypialnia, prysznic i część delegacyjna ze 116 miejscami. W sumie każdym z samolotów mogą podróżować 143 osoby.

Zasięg tych maszyn wynosi ponad 15 tys. km, co oznacza, że mogą dolecieć do większości światowych lotnisk bez międzylądowania. Samoloty, którymi lata kanclerz Angela Merkel, nie są przesadnie luksusowe ani komfortowe. Na pierwszym miejscu postawiono funkcjonalność i bezpieczeństwo. Wiadomo np., że rządowe airbusy wyposażono w system obrony przeciwrakietowej – prawdopodobnie ten sam, który znajduje się na pokładzie Air Force One. Co ciekawe, każdy z rządowych samolotów można stosunkowo szybko i tanio zamienić w latający szpital z oddziałem intensywnej opieki medycznej.