Czy kosmos ma jakiekolwiek granice? Trudno nawet powiedzieć, czy ludzkość kiedykolwiek odpowie na to pytanie. Wiemy jednak na pewno, że jego rozmiary wykraczają daleko poza ludzką świadomość. Przykładem niech będzie największa znana obecnie gwiazda, znajdująca się w gwiazdozbiorze Tarczy, UY Scuti. Szacuje się, że aby do niej dolecieć, musielibyśmy podróżować z prędkością światła aż 9500 lat. 

Jaka jest największa gwiazda?

Kandydatów na największą gwiazdę znaną człowiekowi jest przynajmniej kilku. Od jakiegoś czasu badacze uważnie przyglądają się gwieździe Epsilon Aurigae w gwiazdozbiorze Woźnicy. Według astronomów olbrzym ten może mieć średnicę aż 4 miliardów kilometrów!

Jeśli szacunki naukowców są prawdziwe, oznaczałoby to, że gwiazda ta jest aż 3 tysiące razy większa od Słońca i ponad 320 tysięcy razy większa od Ziemi. Są to jednak na razie jedynie bardzo wczesne spostrzeżenia, dlatego nikt nie mówi wprost, że Aurigae to największa znana ludzkości gwiazda. Za faworyta wciąż uważana jest, odkryta już w 1860 roku UY Scuti. Po raz pierwszy zaobserwowali ją niemieccy naukowcy z obserwatorium w Bonn i w katalogu Bonner Durchmusterung określili jako BD-12 5055.


Co wiadomo o UY Scuti?

Rozmiary UY Scuti badane były co najmniej dwukrotnie. Pierwsze miarodajne wyniki przyniosły obserwacje z 2012 roku wykonane za pomocą VLT – Very Large Telescope – zlokalizowanego na chilijskiej pustyni Atakama.

Dane, uzyskane przez badaczy, dały UY Scuti palmę pierwszeństwa w rywalizacji o podium tej największej gwiazdy. Stosując proste porównanie, gdyby Ziemia miała średnicę 1 centymetra, to UY Scuti mogłaby osiągać zasięg aż 3,4 kilometra! Słońce byłoby natomiast kulą o średnicy zaledwie 109 centymetrów. By okrążyć UY Scuti, światło potrzebowałoby aż czterech godzin.

Drugie badanie przeprowadziła w 2018 sonda Gaia i wprowadziła szereg wątpliwości, co do rzeczywistych rozmiarów UY Scuti. Według niej bowiem gwiazda znajduje się o wiele bliżej Ziemi, niż do tej pory sądzono – nie dalej niż 5100 lat świetlnych. Oznaczałoby to, że z jednej strony jest o wiele mniejsza, z drugiej – nie aż tak jasna, jak się wcześniej wydawało. Jednak póki co badania te wciąż wymagają potwierdzeń, więc świat naukowy wciąż ma ją za największą znaną gwiazdę.

Idąc zatem ich tropem, UY Scuti jest tak ogromna, że gdyby znalazła się w miejscu naszego słońca, pochłonęłaby nie tylko Ziemię, ale nawet Jowisza, i wszystkie inne obiekty po drodze. Najprawdopodobniej zahaczałaby nawet o orbitę Saturna!

Dodatkowo jest jedną z najjaśniejszych gwiazd w Drodze Mlecznej. Jej jasność przekracza 340 tysięcy razy jasność Słońca. Natomiast temperatura powierzchni to ok. 3500 Kelwinów, czyli ponad 3220 stopni Celsjusza.

Za największe gwiazdy uważa się tzw. hiperolbrzymy. By jednak gwiazdę do nich zakwalifikować, potrzebna jest obecność widma cięższych pierwiastków w atmosferze, dowodzących niestabilności atmosfery oraz szybkiej utraty masy. Jest bowiem zasadą, że gwiazdy największe giną najszybciej. W przypadku UY Scuti brakuje jednak ciężkich pierwiastków, czy choćby tlenu i neonu. Dlatego obiekt klasyfikowany jest jako tzw. czerwony nadolbrzym.

Czy ludzkość mogłaby przeżyć na orbicie UY Scuti? Z całą pewnością byłoby to wyjątkowe doświadczenie. Zdaniem naukowców, jeśli ludzie chcieliby przetrwać w sąsiedztwie tego giganta, Ziemia musiałaby się znaleźć nie bliżej, niż 1,5 biliona kilometrów od jego powierzchni. Jeden ziemski rok na orbicie Słońca, na orbicie UY Scuti trwałby w takich okolicznościach aż... 10 tysięcy lat, a każda pora roku – 2500 lat. Oznaczałoby to, że dla dziesiątek ludzkich pokoleń takie pory roku, jak wiosna, czy lato, funkcjonować mogłyby jedynie w formie legend.

Życie na orbicie tego giganta przysparzałoby ludzkości niemałych problemów. Z racji swojej lokalizacji w niemal samym centrum Drogi Mlecznej, docierają do niej promienie innych gwiazd galaktyki. Na Ziemi krążącej po orbicie UY Scuti nigdy nie zapadałaby noc. Dodatkowo, jak twierdzą naukowcy, pulsujący olbrzym co 740 dni wyrzuca z siebie ogromne dawki promieniowania.

No i wreszcie, żyjąc na jej orbicie musielibyśmy liczyć się ze zbliżającym się armagedonem. Gwiazda ta jest w końcu klasyfikowana jako czerwony gigant, co oznacza, że jest bliżej śmierci, niż choćby nasze Słońce. Dokładnie rzecz biorąc, aż 40-krotnie. Zdaniem astronomów w momencie śmierci UY Scuti, wszechświatem wstrząsnęłaby eksplozja o sile 100 supernowych, zmiatając wszystko w zasięgu setek miliardów kilometrów.