Kryzys wyobraźni. Dlaczego od lat 90. stajemy się coraz mniej kreatywni?
Moc danych na temat postępującego kryzysu dostarczyły badania profesorki Kyung Hee Kim z amerykańskiego College of William & Mary. Przeanalizowała ona wyniki niemal 300 tysięcy baterii testów Torrance’a (Torrance Tests of Creative Thinking – TTCT), przeprowadzonych wśród dzieci i dorosłych od końca lat 60. Testy te są powszechnie uznawane za standard w psychologii, gdyż pozwalają one dokonać pomiaru kluczowych dla badania profesorki Kim cech jak płynność myślenia, elastyczność w poszukiwaniu rozwiązań oraz zdolność do tworzenia oryginalnych pomysłów.

Co istotne, historyczne analizy pokazują, że wysoki wynik w testach Torrance’a osiągnięty w dzieciństwie jest trzykrotnie lepszym prognostykiem życiowych sukcesów twórczych i zawodowych niż tradycyjny iloraz inteligencji.
Niestety dla naszego społeczeństwa, wnioski naukowczyni okazały się alarmujące. O ile do 1990 roku wskaźniki IQ oraz poziom kreatywności rosły ramię w ramię (zjawisko to w przypadku inteligencji znamy jako efekt Flynna), o tyle po tym roku drogi obu tych miar drastycznie się rozeszły. Podczas gdy krzywa IQ pięła się po wykresie, poziom kreatywnego myślenia zaczął systematycznie spadać. Zjawisko to zyskało miano kryzysu kreatywności (The Creativity Crisis). Najbardziej dotknięte tym regresem okazały się najmłodsze grupy wiekowe, jak dzieci z przedszkoli oraz pierwszych klas szkół podstawowych.
Śmierć wolnego czasu i kultura standaryzacji
Zidentyfikowanie problemu zrodziło fundamentalne pytanie, bez którego nie można by było pracować dalej, lecz też takie, które w obliczu faktów samo ciśnie się na usta:
Co się wydarzyło w latach 90., co mogło zapoczątkować tak drastyczną zmianę w ludzkiej psychice?
Eksperci, w tym brytyjski badacz, aktywista i autor Rob Hopkins, wskazują na splot kilku nakładających się na siebie czynników społecznych w tandemie z technologicznymi. Stworzyły one idealne warunki do tłumienia naturalnych zdolności adaptacyjnych ludzkiego mózgu.
Pierwszym grzechem współczesności jest niemal całkowity zanik swobodnej zabawy w dzieciństwie. Mówiąc tak o czasie wolnym, ma się na myśli taką, która jest pozbawiona sztywnych reguł narzuconych przez dorosłych, bowiem tworzy to już od początku nieprzesuwalne granice, a wyobraźnia ich przecież nie zna. Kiedy dzieci zmuszone są do wymyślania własnych światów, negocjowania zasad z rówieśnikami i radzenia sobie z nudą, ich mózgi trenują myślenie dywergencyjne (poszukiwanie wielu różnych rozwiązań jednego problemu). Dzisiejszy model wychowania, zorientowany na maksymalne wypełnienie czasu zajęciami pozalekcyjnymi i bezpieczną, kontrolowaną aktywnością, odebrał dzieciom tę przestrzeń. Hopkins dodaje do tego również postępujące odizolowanie od natury, która od wieków stanowiła najsilniejsze źródło ludzkiej inspiracji i zachwytu.

Drugim czynnikiem jest system edukacji, który na przełomie wieków uległ głębokiej technokratyzacji. Nacisk przesunął się w stronę testów standaryzowanych i poszukiwania jednej, z góry ustalonej kluczem odpowiedzi. Szkoła zaczęła premiować dostosowanie się do reguł, a to miało miejsce kosztem odwagi do popełniania błędów, które zaczęły być silnie piętnowane i zmuszano do ich unikania, aniżeli wyciągać z potknięć wnioski, bo właśnie kreatywność wymaga akceptacji ryzyka, aby stworzyć coś oryginalnego, trzeba sobie najpierw pozwolić na błądzenie.
Brzmi jak zacięta płyta, ale do tych wniosków już doszliśmy przed dominacją TikToka
Nie sposób pominąć roli technologii, a w szczególności odmieniającego rzeczywistość wpływu urządzeń mobilnych. Rob Hopkins zwraca uwagę na fakt, że współczesny człowiek bezustannie nosi w kieszeni algorytmy zaprojektowane tak, by maksymalnie absorbować uwagę i natychmiastowo nagradzać dopaminą każdą próbę ucieczki przed stanem bezczynności.

Dawniej momenty nudy jak czekanie na autobus, spacer, chwile ciszy przed zaśnięciem, były naturalnym katalizatorem dla refleksji i swoistych marzeń sennych na jawie. To właśnie wtedy mózg wchodzi w stan sieci aktywności bazowej (DMN), przetwarza informacje, łączy odległe fakty i wespół ze swoim użytkownikiem maluje zaskakujące obrazy.
Dzisiaj każda taka mikro chwila wolności w czasie zostaje natychmiast zalana strumieniem powiadomień, postów w mediach społecznościowych czy krótkich filmów wideo. Przebodźcowanie, niepewność jutra oraz chroniczny stres sprawiają, że nasz układ nerwowy funkcjonuje w ciągłym trybie przetrwania. Pod wpływem kortyzolu (hormonu stresu) zdolność mózgu do wizualizowania pozytywnych, alternatywnych scenariuszy przyszłości ulega drastycznemu ograniczeniu i powoli przestajemy być twórcami, a stajemy się wyłącznie reaktywnymi konsumentami treści.
Czytaj też: Starsze osoby coraz częściej uciekają w telefon. Nowe badanie pokazuje, gdzie leży granica
A co gorsza, weszliśmy w erę AI i z zaskakującą ochotą ogromna część społeczeństwa porzuca swoją kreatywną wolność oraz swobodę podejmowania decyzji na rzecz algorytmów wielkich korporacji, które wydają biliony dolarów na łapaniu swoich użytkowników w zastawioną sieć.
Źródło: well, robhopkins
