Naukowcy sprawdzili, co bardziej zbliża psa do opiekuna. To nie smaczki

Pies nie potrzebuje wielkich gestów, żeby mocniej przywiązać się do człowieka. Czasem wystarczy kilka dodatkowych minut dziennie, ale pod jednym warunkiem: to ma być wspólna zabawa, a nie kolejna sesja komend za smaczki. Nowe badanie z Linköping University pokazuje, że właśnie taki prosty ruch – trochę więcej codziennej, angażującej zabawy przez cztery tygodnie – wyraźnie wzmacnia emocjonalną więź opiekuna z psem. Co ważne, podobnego efektu nie dało samo zwiększenie treningu opartego na nagrodach.
Czy naprawdę dobrze rozumiemy nasze psy? /Fot. Unsplash

Czy naprawdę dobrze rozumiemy nasze psy? /Fot. Unsplash

To ciekawy wynik, bo uderza w bardzo popularny odruch współczesnych opiekunów. Gdy chcemy pracować nad relacją, często odruchowo idziemy w stronę szkolenia, lepszej komunikacji, większej liczby ćwiczeń i bardziej świadomego nagradzania. Tymczasem z tego badania wynika, że więź nie rośnie najmocniej wtedy, gdy człowiek staje się trenerem, tylko wtedy, gdy na chwilę staje się partnerem do wygłupów.

To zresztą dobrze pasuje do tego, jak psy funkcjonują społecznie. Relacja nie składa się wyłącznie z przewidywalności, zasad i nagród. Składa się także z napięcia, radości, wspólnego pobudzenia i tej lekkiej nieprzewidywalności, która mówi zwierzęciu: jestem z tobą, a nie tylko obok ciebie. Właśnie dlatego kilka minut szarpania, gonitwy czy chowanego może zrobić więcej niż kolejne idealnie wykonane “siad-zostań”.

Cztery tygodnie, kilka minut dziennie i wyraźna różnica

Badacze poprosili opiekunów psów o wypełnienie rozbudowanego kwestionariusza dotyczącego relacji z psem. Pytania dotyczyły bardzo różnych aspektów codzienności: od tego, czy właściciel zabiera psa do znajomych, po to, czy zwierzę bywa dla niego większym kłopotem niż korzyścią, albo czy mówi do psa rzeczy, których nie mówi nikomu innemu. Następnie pary człowiek–pies podzielono na trzy grupy: jedna miała bawić się z psem więcej niż zwykle, druga trenować więcej niż zwykle z użyciem smaczków, a trzecia niczego nie zmieniać. Po czterech tygodniach wszyscy ponownie wypełnili ten sam kwestionariusz.

Efekt był bardzo wyraźny. Tylko grupa zabawy wykazała statystycznie istotną poprawę emocjonalnej więzi z psem. Ani grupa treningowa, ani grupa kontrolna nie zanotowały podobnej zmiany. To ważne, bo badanie nie mówi jedynie, że zabawa “jest fajna”. Pokazuje zależność przyczynową: zwiększenie czasu wspólnej zabawy przełożyło się na lepsze postrzeganie relacji przez opiekuna.

Jeszcze ważniejsze jest to, że mówimy o naprawdę niewielkiej zmianie w codziennym rytmie. Lina Roth z Linköping University podkreśla, że nie chodziło o długie, forsowne sesje. W praktyce wystarczyło kilka dodatkowych minut tu i tam. To nie jest rada w stylu “przebuduj całe życie z psem”, tylko coś, co większość ludzi mogłaby wprowadzić od razu.

Zabawa to nie tylko piłka rzucona trzy razy

W badaniu dość jasno rozdzielono pojęcie zabawy od zwykłego zajęcia psa czymkolwiek. Nie chodziło o mechaniczne rzucanie piłki, po którym człowiek stoi jak automat, a pies pracuje samotnie na drugim końcu trawnika. Naukowcy szukali interakcji społecznej, czyli takich aktywności, w których obie strony naprawdę uczestniczą. Wśród proponowanych form znalazły się przeciąganie, delikatne siłowanie, gonienie się, zabawa w chowanego, czy lekkie drażnienie psa palcami.

To ważne rozróżnienie, bo dobrze pokazuje, skąd może brać się efekt. Wspólna zabawa nie jest tylko sposobem na rozładowanie energii psa. To sytuacja, w której człowiek i zwierzę wchodzą w bardzo żywą wymianę sygnałów: reagują na siebie, śledzą się nawzajem, podkręcają tempo albo je wygaszają. Taki kontakt jest bardziej podobny do rozmowy niż do ćwiczenia. Nie ma w nim tej chłodnej asymetrii, którą wnosi trening, nawet jeśli trening jest świetnie prowadzony.

Fot. Unsplash

Roth zwraca też uwagę na jeszcze jedną rzecz: nie każda zabawa będzie dobra dla każdego psa. Kluczowe jest to, by znaleźć formę, na którą pies reaguje chętnie i pozytywnie. To brzmi banalnie, ale w praktyce jest ważniejsze niż sama lista aktywności. Relacja rośnie nie od odhaczenia zabawy, tylko od tego, że dla psa ten czas jest rzeczywiście przyjemny i czytelny społecznie.

Trening nie przegrał. Po prostu robi coś innego

Wynik badania można łatwo źle odczytać jako policzek wymierzony szkoleniu. To byłby błąd. Z tego eksperymentu nie wynika, że trening jest nieważny albo że nie poprawia życia z psem. Trening oparty na smaczkach nie dał w tej próbie tego samego efektu emocjonalnego co zabawa. To różnica między użytecznością a więzią. Jedno nie wyklucza drugiego, ale najwyraźniej nie działa identycznie.

To w gruncie rzeczy bardzo logiczne. Trening porządkuje świat. Uczy psa przewidywalności, reguł i komunikacji. Zabawa wnosi natomiast coś trudniejszego do zmierzenia, ale świetnie rozpoznawalnego w relacjach społecznych: wspólne pobudzenie, lekkość i poczucie, że druga strona nie jest wyłącznie źródłem poleceń. Pies może nauczyć się wielu rzeczy podczas ćwiczeń, ale niekoniecznie zacznie przez to widzieć człowieka jako kogoś bardziej “jego”. Zabawa najwyraźniej robi właśnie ten kawałek roboty.

Warto też pamiętać, że badanie mierzyło przede wszystkim to, jak relację postrzegali opiekunowie. Naukowcy uczciwie zaznaczają, że z samych wyników nie da się powiedzieć wszystkiego o doświadczeniu psa. Jednocześnie właściciele z grupy zabawy zgłaszali, że ich psy wydawały się patrzeć na nich bardziej pozytywnie i same częściej inicjowały zabawę. To nie jest jeszcze pełny “głos psa”, ale trudno zignorować taki kierunek obserwacji.

Źródło: Phys

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.