Naukowcy zajrzeli pod dno Wielkiego Jeziora Słonego i trafili na zaskakujący trop

Wielkie Jezioro Słone w Utah od lat jest symbolem środowiska, które kurczy się szybciej, niż region chciałby przyznać. Linia brzegowa cofa się, dno odsłania się coraz szerzej, a razem z nim wraca problem toksycznego pyłu unoszonego przez wiatr. W takim krajobrazie wiadomość o możliwie dużym zbiorniku słodkiej wody pod jeziorem brzmi niemal jak geologiczna ironia: pod jedną z najbardziej słonych ikon Ameryki może zalegać coś dokładnie odwrotnego.
fot. Brian Maffly, University of Utah

fot. Brian Maffly, University of Utah

Ale tu od razu warto przyhamować sensację. Naukowcy nie odkryli pod jeziorem gotowego “ukrytego basenu” w prostym sensie, który wystarczy przewiercić i zacząć pompować. Z danych wynika raczej, że pod warstwą bardzo przewodzącej solanki i osadów znajduje się rozległa strefa nasycona słodką wodą, prawdopodobnie zamknięta głęboko w osadach lub skale podłoża. Jak do tego tropu w ogóle doszło? Badaczy naprowadziły dziwne, porośnięte trzcinami kopce na wyschniętym fragmencie Farmington Bay. Takie formy sugerowały, że spod ziemi wydobywa się woda gruntowa pod ciśnieniem. Innymi słowy: jezioro zaczęło zdradzać swoją tajemnicę roślinnością i kształtem dna, zanim potwierdziła ją geofizyka.

Nie jezioro w jeziorze, tylko ukryty system pod jego dnem

Zespół z University of Utah użył lotniczych pomiarów elektromagnetycznych, by „zajrzeć” pod powierzchnię jeziora i rozróżnić strefy bardziej słone od tych, które przewodzą prąd słabiej, a więc mogą zawierać wodę słodką. W pilotażowym badaniu nad częścią Great Salt Lake trójwymiarowa inwersja danych pokazała rozległą warstwę o wysokiej oporności elektrycznej zalegającą pod bardzo przewodzącą solanką jeziora. Właśnie ten sygnał naukowcy interpretują jako słodkowodny rezerwuar.

Według pracy opublikowanej w Scientific Reports, ta słodkowodna strefa może sięgać do około 4 kilometrów głębokości. To nie znaczy, że cała przestrzeń jest jednolitym podziemnym zbiornikiem jak ogromna wanna z wodą. Bardziej przypomina to rozległy układ nasyconych osadów lub skał, do którego przez bardzo długi czas trafiała woda z topniejącego śniegu i opadów z pobliskich gór. Autorzy sugerują, że ten proces mógł trwać tysiące, a nawet miliony lat.

Istotne jest też to, że słodka woda najwyraźniej nie miesza się łatwo z wodą jeziora. Dane sugerują obecność uszczelniających warstw skalnych lub osadowych, które działają jak korek oddzielający świeższą wodę od bardzo słonego środowiska powyżej. Gdyby nie taka izolacja, cały ten układ dawno zostałby zasolony i nie dawałby już czytelnego kontrastu geofizycznego.

Największa pokusa przy takim temacie polega na tym, by natychmiast dopisać happy end: pod jeziorem jest słodka woda, więc da się uratować jezioro i region. Naukowcy są jednak dużo ostrożniejsi. Na razie mowa o pilotażowym rozpoznaniu na ograniczonym obszarze, głównie w rejonie Farmington Bay i Antelope Island, a nie o pełnej mapie całego jeziora. Trzeba więc jeszcze sprawdzić, jak szeroko ten system naprawdę się rozciąga.

Mimo to potencjalne znaczenie jest duże. Jednym z najważniejszych problemów Great Salt Lake jest dziś odsłanianie dna i związane z tym pylenie. Gdy wiatr podnosi drobny materiał z wysychającego jeziora, do atmosfery mogą trafiać nie tylko sole, ale też metale i inne niepożądane składniki. Jeśli część podziemnej wody pomagałaby utrzymywać wilgoć w jeziornym podłożu, mogłaby ograniczać pylenie przynajmniej lokalnie. To jeden z powodów, dla których badacze traktują odkrycie poważnie.

Nie oznacza to jednak, że trzeba tę wodę po prostu wydobywać. To bardzo delikatny system środowiskowy, a każde większe naruszenie bilansu wód gruntowych mogłoby przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. Na razie ważniejsze od eksploatacji wydaje się zrozumienie, jak ten układ działa i czy rzeczywiście może wspierać stabilność jeziornego dna oraz lokalnych ekosystemów. To bardziej historia o poznaniu ukrytej hydrauliki regionu niż o nowym ujęciu wody dla ludzi.

Słone jezioro kojarzy się z wysychaniem, skorupą soli i coraz bardziej surowym pejzażem. Tymczasem pod spodem może działać stary, spokojny system doprowadzania słodkiej wody z gór, schowany głęboko pod powierzchnią i niemal niewidoczny dla oka. To bardzo geologiczna lekcja pokory: to, co widać na powierzchni, bywa tylko cienką warstwą znacznie bardziej złożonej historii.

Jest w tym też coś symbolicznego. Great Salt Lake od lat funkcjonuje w debacie publicznej jako opowieść o stracie: ubywającej wodzie, kurczących się siedliskach, rosnącym ryzyku pyłu. Odkrycie ukrytego słodkowodnego systemu nie odwraca tej historii, ale dodaje do niej nowy rozdział. Nie o cudownym ratunku, tylko o tym, że natura rzadko jest tak jednowymiarowa, jak sugerują zdjęcia satelitarne i alarmujące statystyki. Pod warstwą kryzysu czasem kryje się jeszcze rezerwa, której nikt wcześniej dobrze nie widział.

Źródła: Live Science; Nature

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.