Kicające foki kontra wieczorne szaleństwo na kanapie
Sealook to urocza, południowokoreańska produkcji dla dzieci, opowiadająca o przygodach stada flegmatycznych fok wylegujących się na lodzie. Stworzono ją oczywiście z myślą o najmłodszych, ale najwyraźniej przy okazji skradła ona serce również tych bardziej futrzastych domowników, stając się dla wielu właścicieli niezastąpionym sposobem na uspokojenie przebodźcowanego pupila.
Pod hasztagiem serii w serwisach społecznościowych można znaleźć już tysiące filmików, na których zwierzęta pędzą przed telewizor, gdy tylko usłyszą pierwsze dźwięki czołówki. Dwuletnie złote retrievery z powagą przechylają głowy przy każdym ruchu animowanej foki, a małe kocięta próbują łapami schwytać postaci przesuwające się po matrycy.
Różne historie właścicieli potwierdzają, że reakcje czworonogów bywają niezwykle silne. Moja Kapi co prawda tylko trochę oglądała (co na nią to już i tak wiele), ale niektóre psy potrafią przesiedzieć w skupieniu dwa pełne odcinki, a inne – w momentach wieczornej ekscytacji – natychmiast wyciszają się i siadają na dywanie, gdy tylko na ekranie pojawią się kolorowe foki bębniące w lód. Z kolei dla wielu kotów, które dotąd z zaciekawieniem oglądały jedynie przyrodnicze dokumenty, animacja okazała się wyzwaniem łowieckim, prowokującym je do skakania po szafce RTV, co jednak raczej do bezpiecznych zachowań nie można zaliczyć.
Co w trawie piszczy, czyli jak nasze psy widzą i słyszą foki?
Dlaczego akurat opowieść o flegmatycznych fokach wywołuje u naszych domowych pupili aż tak potężną hipnozę? Zapytani o to naukowcy oraz lekarze weterynarii wskazują na specyficzną kombinację kilku czynników, które przypadkowo idealnie wstrzeliły się w biologię psiego i kociego wzroku oraz słuchu.
Po pierwsze, kluczowa okazuje się paleta barwna. Świat zaprezentowany w bajce to głównie biały śnieg, błękitny lód oraz jaskrawe, mocno kontrastowe kolory fok. Psy i koty widzą świat w nieco innych barwach niż ludzie, ale ich oczy są wyjątkowo wrażliwe właśnie na odcienie niebieskiego i żółtego. Wysoki kontrast na ekranie sprawia, że obraz jest dla nich niezwykle czytelny i wyraźny.
Kolejnym elementem jest sam ruch. Jako zwierzęta wykazujące aktywność głównie o świcie i zmierzchu oraz posiadające silny instynkt łowiecki, psy i koty reagują wybitnie na szybkie, krótkie i powtarzalne ruchy na jasnym tle. Krótkie skoki animowanych fok idealnie imitują ruch potencjalnej zdobyczy w trawie. Do tego dochodzi warstwa dźwiękowa – brak skomplikowanych dialogów zastąpiono różnymi odgłosami, głośnym sapaniem, mlaskaniem i muzyką. Dźwięki wydawane przez animowane postaci przypominają zwierzętom odgłosy gryzoni lub ich ulubione zabawki.
Nikt się tego nie spodziewał
Jak można się domyślać, twórcy w ogóle nie spodziewali się, że w świecie zwierząt ich animacja okaże się takim hitem. Przedstawiciele południowokoreańskiego studia The Pinkfong Company (twórców kultowego hitu Baby Shark), które współprodukowało serial, przyznają wprost, że nikt w zespole nie planował tworzenia telewizji dedykowanej dla psów i kotów.
Proste, śnieżne krajobrazy, wyraziste kolory i bezsłowne, slapstickowe żarty zaprojektowano z myślą o małych dzieciach, które dopiero uczą się poznawać świat. Fakt, że dokładnie te same składniki okazały się bezbłędnym magnesem na psy i koty na całym świecie, twórcy nazywają przemiłą i niezwykle zabawną niespodzianką. Trend, który zaczął się od fascynacji kotów, błyskawicznie przejęły psy, tworząc całkowicie nowy profil odbiorcy dla streamingowego giganta.
Netflix od razu to podłapał i na jego stronie można nawet znaleźć zestawienie „5 powodów, by obejrzeć Sealook – nawet jeśli nie jesteś psem”. Widać, że platforma uważnie śledzi trendy i ten też jej nie umknął. Niestety, w Polsce ta animacja nie jest dostępna, jednak na oficjalnym profilu produkcji na YouTubie można obejrzeć długie odcinki. Jeśli więc jeszcze nie próbowaliście, przetestujcie to na swoim pupilu. Tylko pamiętajcie, żeby nie skończyło się na godzinach spędzanych przed ekranem.
