Badanie, które wzbudziło sprzeciw naukowców

Teza mówiąca o tym, że takowa zależność może istnieć po raz pierwszy ujrzała światło dzienne w ubiegłym roku, za sprawą badania przeprowadzanego w szpitalach południowej Kalifornii, a wyniki badań, które miały być jej potwierdzeniem niemal natychmiast spotkały się ze sceptycyzmem i zaniepokojeniem wśród tysięcy położników, ginekologów, anestezjologów i ekspertów w medycynie na linii matka-płód.

Ponieważ badania te były retrospektywne, nie mogły potwierdzić związku przyczynowego, a lekarze szybko zwrócili uwagę na to, jak wiele czynników zakłócających nie zostało w nim uwzględnionych.

"To, dlaczego autorzy wykluczyli kobiety rodzące, które wymagały cesarskiego cięcia, nie zostało wyjaśnione" - napisało wówczas brytyjskie Królewskie Kolegium Anestezjologów - "Wiemy, że dzieci urodzone przez cesarskie cięcie mają wyższy wskaźnik autyzmu, ale tamci badacze mogli kontrolować to w swojej analizie. To wykluczenie oznacza, że prawdopodobnie przypadki 30-35 proc. kobiet, które rodziły w tym okresie, wcale nie były analizowane."

Publikacja wzbudziła wówczas tyle kontrowersji, że redaktor czasopisma JAMA Pediatrics, w którym się ukazało, otrzymał list od grupy naukowców zajmujących się anestezjologią i położnictwem. Autorzy wskazali w nim, że minimalne dawki znieczulenia

miejscowego są niewystarczające, by spowodować toksyczność neuronalną, a także, że możliwe czynniki zakłócające, czyli długi czas trwania porodu albo gorączka u matki, zostały w badaniu kompletnie zignorowane.

"Mamy obawy, że niebezpieczną konsekwencją błędnej interpretacji tego badania niebezpieczeństwo może być to, że kobiety zaczną się nim sugerować przy podejmowaniu decyzji o wyborze rodzaju ulgi w porodowych bólach”

- czytamy w liście - "Podobnie jak w przypadku uporczywego sceptycyzmu związanego z bezpieczeństwem szczepionek, obawiamy się, że może być trudno odwrócić fałszywe wyobrażenia - nawet przy sprzecznych dowodach naukowych".

Nowa analiza mówi jasno: znieczulenie zewnątrzoponowe nie ma żadnego związku z autyzmem

 

W nowym badaniu naukowcy z Kanady przeprowadzili znacznie bardziej szczegółową analizę, dostosowując się do długiej listy możliwych czynników, które wcześniej zostały pominięte przez ich poprzedników - w tym wiek matki, status społeczno-ekonomiczny i występowanie takich chorób jak cukrzyca, nadciśnienie i depresja. Przyjrzeli się również czynnikom towarzyszącym ciąży - zaburzeniom płodu, zażywanych przez matki leków i i konieczności wywoływania porodu.

Wśród wszystkich żywych urodzeń, które miały miejsce w szpitalu w latach 2005-2016 (w sumie ponad 123 000)  nowe wyniki sugerują, że nie ma związku między ekspozycją na znieczulenie zewnątrzoponowe a zwiększonym ryzykiem wystąpienia spektrum autyzmu u potomstwa.

Nawet gdy autorzy porównali dane rodzeństwa, z których jedno zostało urodzone przy znieczuleniu zewnątrzoponowym, a drugie bez - nie znaleźli znaczącego związku.

"To sprawia, że jesteśmy naprawdę pewni, jak solidne były nasze wyniki" - mówi statystyczka i badaczka polityki zdrowotnej Elizabeth Wall-Wieler z Uniwersytetu Manitoba.

"Większość dowodów dotyczących znieczulenia zewnątrzoponowego, w tym te pochodzące z naszego nowego badania, wskazuje, że jest to najskuteczniejszy sposób uśmierzania bólu u kobiet podczas porodu, a poważne powikłania zdarzają się rzadko".

- dodała.

Poza łagodzeniem bólu znieczulenie zewnątrzoponowe przynosi również kilka niedocenianych korzyści. Podczas porodu podaje się je poprzez cewnik umieszczony w rdzeniu kręgowym, co oznacza, że jeśli konieczne jest nieoczekiwane i pilne cesarskie cięcie, to ulga w bólu jest już zapewniona, a to również zmniejsza potrzebę stosowania znieczulenia ogólnego, które wiąże się z większym ryzykiem dla matki i dziecka.

Znieczulenie zewnątrzoponowe nadal pozostaje więc najbardziej skuteczną formą uśmierzania bólu podczas porodu, więc przyszłe matki powinny czuć się bezpiecznie ze swoją decyzją, by je przyjąć.

 

 Nowe badanie również zostało opublikowane w JAMA Pediatrics.