Niektórzy ze słuchawkami – lub tylko jedną słuchawką – w uszach spędzają nawet kilka godzin dziennie. Niekoniecznie słuchając przez cały czas muzyki, często zostawiają słuchawkę na miejscu, aby bez przerywania pracy odbierać połączenia i prowadzić rozmowy. Są też tacy, którzy słuchawki zakładają nawet do snu, żeby zasnąć przy dźwiękach muzyki relaksacyjnej.

Większość badań dotyczących potencjalnej szkodliwości słuchawek skupia się na zmyśle słuchu. Wynika z nich, że zbyt głośny dźwięk i zbyt długie korzystanie ze słuchawek mogą osłabiać i uszkadzać nasz słuch. Jednak przy słuchawkach dousznych (inaczej dokanałowych) pojawia się jeszcze jeden problem – ze zdrowiem i higieną samych uszu.

Dr Charlotte Phelps i prof. Christian Moro, eksperci nauk medycznych z australijskiego Bond University, postanowili przestrzec użytkowników słuchawek przed zdrowotnymi pułapkami, jakie mogą na nich czekać.

Czy słuchawki douszne są szkodliwe?

Chociaż bezprzewodowe słuchawki douszne są dość nowym wynalazkiem, to w kwestii tego, jak oddziałują na zdrowie uszu możemy polegać na badaniach dotyczących długotrwałego użytkowania aparatów słuchowych. W ich przypadku także mamy do czynienia z małą słuchawką, którą wprowadza się do kanału słuchowego. A badania te pokazują, że ich długotrwałe stosowanie powoduje problemy z wydzielaniem woskowiny.

Produkcja woskowiny (inaczej woszczyny) jest naturalnym procesem zachodzącym nie tylko u ludzi, ale i u wielu innych ssaków. Woskowina jest tworzona z wydzieliny gruczołów łojowych i potowych uwalnianych przez mieszki włosowe, które następnie wychwytują kurz, bakterie, grzyby, włosy i martwe komórki skóry.

Brzmi to być może nieco niesmacznie, ale woszczyna pełni bardzo ważną rolę. Nie tylko działa jak wodoodporna tarcza, lecz także nawilża skórę zewnętrznego przewodu słuchowego, a także stanowi swoistą barierę dla owadów, bakterii i wody, dzięki czemu zapobiega przeróżnym infekcjom.

Jak słuchawki mogą wpływać na uszy?

Jak widać, ucho jest systemem samoczyszczącym, a proces produkcji woskowiny i oczyszczania kanałów słuchowych trwa cały czas. Kiedy zakładamy słuchawki, blokujemy ten mechanizm. I o ile sporadyczne korzystanie z urządzeń dousznych przeważnie nie powoduje problemów (ale może u osób podatnych na infekcje uszu lub z osłabioną odpornością), to długotrwałe używanie słuchawek może prowadzić do kłopotów.

Dr Phelps i prof. Moro wśród najczęstszych problemów związanych ze zbyt długim stosowaniem słuchawek, wskazują przede wszystkich infekcje bakteryjne, grzybicze i nawracające stany zapalne. Słuchawki blokują wpływ powietrza do kanału słuchowego, przez co w uchu utrzymuje się wilgoć, gromadzą się bakterie (np. te przenoszone na brudnych słuchawkach) i martwe komórki. Takie warunki bardzo sprzyjają rozwojowi wszelkich infekcji.

Co ciekawe, kiedy uniemożliwimy woskowinie naturalny przepływ, nasz organizm zacznie produkować jej jeszcze więcej. Tym sposobem może dojść do jej nadprodukcji, a w efekcie do powstania tzw. czopów woskowinowych, które mogą powodować przejściowe problemy ze słuchem i które usunąć można w gabinecie laryngologa.

Nadmierna ilość woskowiny może też powodować bóle i zawroty głowy, a przedłużające się i nawracające infekcje mogą prowadzić do niedosłuchu.

„Do ucha nie wkładaj nic mniejszego niż łokieć”

„Jeśli musisz nosić słuchawki przez dłuższy czas, pomocne może być używanie słuchawek nausznych. Zapewniają one większy przepływ powietrza, niż słuchawki douszne i dokanałowe. Jednak wciąż nie jest to rozwiązanie tak dobre, jak pozostawienie uszom dostępu powietrza” – zauważają naukowcy.

Równocześnie podkreślają znaczenie właściwej higieny – nie tylko samych uszu, lecz także sprzętu, którego używamy. Regularne wymienianie słuchawek i ich dezynfekowanie (np. przy użyciu nawilżanych chusteczek antybakteryjnych) może ustrzec nas przed przykrymi infekcjami, ale nadal najważniejsze jest, aby ograniczać czas korzystania ze słuchawek.

„W większości przypadków najlepszym sposobem kontrolowania ilości woskowiny jest pozostawienie jej w spokoju. Od dawna radzimy, aby nie wkładać do ucha niczego mniejszego niż łokieć – innymi słowy, nie wkładajcie tam niczego!” – przestrzegają.

 

Źródło: The Conversation.