Tymczasem jednym z warunków pozostawienia po sobie dobrej opinii jest odpowiedzialne przekazanie obowiązków. W żadnym wypadku nie powinno się przyjmować postawy: „odchodzę, więc niczego już nie zrobię dla tej firmy”. Lepiej zadbać, by nasza dotychczasowa praca nie została zaprzepaszczona. „Jeśli prowadzi się projekt, który za chwilę zostanie ukończony, warto dołożyć starań, by samemu go zamknąć i przedstawić rezultaty pracodawcy. Jeśli zaś projekt czy zadanie wykraczają poza okres wypowiedzenia, trzeba je przekazać następcy. Chodzi o okazanie dobrej woli. Nie palmy za sobą mostów, może się okazać, że za jakiś czas pracodawca zaprosi nas do współpracy” – mówi Kalinowska. Nie należy jednak starać się za bardzo. Powinniśmy wypełnić wszystkie zobowiązania, ale nie przekraczając granic wynikających z formuły umowy o pracę, chociażby z długości okresu wypowiedzenia czy zaległych świadczeń urlopowych. Nie dajmy się zwariować i nie starajmy się na przykład ukończyć projektu kosztem pracy po godzinach i w weekendy. Pomyślmy raczej o tym, by zadbać o swoją przyszłość.

Nowy pracodawca zazwyczaj pyta o powody odejścia z poprzedniego miejsca pracy. Warto wtedy skupić się na ocenie swojej pracy i podkreśleniu swoich atutów, które będą przydatne na nowym stanowisku. Dobrze jest powiedzieć kilka zdań obiektywnie o poprzedniej firmie. Do zatrudnienia w ogóle nie dojdzie, jeśli nowy pracodawca zobaczy w nas narzekającego frustrata, który może zatruwać atmosferę i negatywnie wpływać na pracę zespołu. „Warto powiedzieć uczciwie, co było nie tak po mojej stronie i po stronie pracodawcy, ale skupić się na przekazaniu wniosków z dotychczasowych doświadczeń zawodowych, na oczekiwaniach wobec pracodawcy i wykonywanej pracy. Zakomunikować jasno, czego potrzebujemy i szukamy, żeby nam się dobrze pracowało” – radzi Beata Wojciechowska.

Rynek tak naprawdę nie jest ciekawy naszych narzekań na poprzednią firmę, nie chce ich słuchać, a tym bardziej nie będzie się z nami solidaryzował. Narzekając na dotychczasowego pracodawcę, wystawiamy świadectwo sobie. Nie tylko pracownikowi, ale co ważniejsze – człowiekowi.

Ekspert radzi pracownikom: Droga działania po utracie pracy.

Marshall B. Rosenberg mówi : „Wybieraj: wolisz mieć rację czy być szczęśliwy? Jedno i drugie jednocześnie jest niemożliwe”. Nie można obwiniać kogoś o swoje porażki i jednocześnie planować swojej przyszłości. Gdy ktoś z zewnątrz ingeruje w nasze życie i zmienia je wbrew naszym planom, warto zadać sobie pytanie: wolę, żeby racja była po mojej stronie, i skupiam się na udowodnieniu komuś błędu czy skupiam się na sobie, na swoich oczekiwaniach i drodze życiowej? Jeśli za wszelką cenę staram się znaleźć dowody, że to pracodawca jest zły, że popełnił błąd, zwalniając mnie, kieruję w tę stronę cały strumień energii. Nie wystarcza jej już na nic innego.

W chwili utraty pracy ludzie często nakręcają się chęcią dokonania zemsty. Szukają haczyków na firmę, na współpracowników, dążą do rewanżu. Próbują w ten sposób odzyskać szacunek i wiarę w siebie. Zemsta z zasady zakłada, że jedna strona jest skrzywdzona, a druga popełniła błąd i zasługuje na karę. Caroline Myss powiedziała: „Połykasz pigułkę trucizny i masz nadzieję, że ktoś inny umrze”. Trucizną dla osób szukających winnych wokół siebie jest codzienna pigułka złości i negatywnych emocji, które noszą w sobie. Mają nadzieję, że komuś w ten sposób zaszkodzą, zrobią przykrość, a naprawdę szkodzą sami sobie. Gorzknieją każdego dnia. Tracą energię na działania i emocje, które w niczym nie poprawią ich sytuacji.