W sezonie grypy i przeziębień kaszel i kichanie to element stały krajobrazu. Większość z nas stara się jednak minimalizować głośność i zasięg tej drugiej czynności. Lepiej jednak tego nie robić, bo jak pokazał przypadek 34-letniego Brytyjczyka, może to doprowadzić do bardzo poważnych urazów. Trafił on na pogotowie z opuchniętą szyją, skarżąc się na ból przy przełykaniu i utratę głosu. Po zbadaniu okazało się, że mężczyzna ma pęknięcie w tylnej części gardła. Jednocześnie odkryto pęcherzyki powietrza wewnątrz tkanek. Wszystko z powodu wysokiego ciśnienia powietrza podczas wstrzymanego kichnięcia. Mężczyzna trafił na uniwersytecki stół operacyjny w Leicester. Udzielono mu pomocy i podano antybiotyki by nie doszło do zakażenia wewnętrznego. Ostatecznie wrócił do domu z pouczeniem by unikał zasłaniania nozdrzy zarówno przy kichaniu jak i chrapaniu.

Kichanie jest naturalnym sposobem organizmu na oczyszczanie dróg oddechowych, powietrze rozpędzone w ten sposób potrafi mieć prędkość nawet 4,5 m/sek. Wstrzymywanie kichania, według lekarzy, może zwiększyć ciśnienie nawet 38 razy w porównaniu do swobodnego kichnięcia. To dla naszego układu oddechowego coś jak cios młotem do wyburzania ścian.

Przypadków, gdy ciało ludzkie nie wytrzymało obciążenia lub ciśnienia powietrza podczas trywialnej z pozoru czynności, jest znacznie więcej. W 2011 pewien mężczyzna zatkał sobie nos i usta podczas kichnięcia, a ciśnienie rozsadziło mu krtań. W 2017 po raz pierwszy zanotowano przypadek gdy fanka zespołu One Direction tak głośno krzyczała, że doprowadziła jedno ze swoich płuc do odmy.

Źródło: The Guardian / Science Alert