Nowe badanie zostało przeprowadzone w Izraelu – jednym z krajów o najwyższym poziomie wyszczepialności przeciwko COVID-19 na świecie. Autorzy przeanalizowali dokumentację medyczną dziesiątek tysięcy osób, u których wykryto infekcję SARS-CoV-2 w okresie od 1 czerwca do 14 sierpnia, kiedy w kraju dominował wariant koronawirusa Delta.

Najlepszą ochronę mieli zaszczepieni ozdrowieńcy

Przegląd danych medycznych wykazał, że osoby, które wcześniej przechodziły zakażenie jakimkolwiek innym szczepem SARS-CoV-2, znacznie rzadziej niż osoby zaszczepione zarażały się wariantem Delta. W razie infekcji naturalni ozdrowieńcy rzadziej wykazywali objawy i wymagali hospitalizacji.

Wyniki badania sugerują więc, że naturalna odpowiedź immunologiczna, która rozwija się po przejściu COVID-19, zapewnia znacznie większą ochronę przed wariantem Delta, niż dwie dawki szczepionki Pfizer-BioNTech (to ją dostała większość mieszkańców Izraela).

Osoby, które nie chorowały na COVID i przyjęły szczepionkę w styczniu i lutym 2021 były od 6 do 13 razy bardziej narażone na zarażenie w badanym okresie, niż osoby nieszczepione, ale po przebytej infekcji. Z kolei ryzyko rozwoju objawowego COVID-19 było 27 razy wyższe wśród zaszczepionych niż wśród ozdrowieńców, a ryzyko hospitalizacji – 8 razy wyższe.

Ale choć przechorowanie COVID daje większą ochronę niż samo szczepienie, to najskuteczniejsze jest połączenie obu tych elementów – wykazała analiza. Izraelscy naukowcy ustalili, że osoby, które przeszły SARS-CoV-2, a następnie dostały jedną dawkę szczepionki mRNA Comirnaty, były lepiej chronione przed reinfekcją niż te, które przeszły infekcję, ale nie przyjęły szczepionki. (Zgodnie z wytycznymi obowiązującymi w Izraelu, ozdrowieńcy otrzymują tylko jedną dawkę szczepionki).

Lepiej się zaszczepić niż zarazić COVID-19

Wyniki badań, choć pokazujące siłę ludzkiego organizmu, u wielu ekspertów ds. chorób zakaźnych wzbudziły niepokój. A to z powodu obaw, że niektórzy ludzie, zachęceni takimi doniesienia, mogą organizować swoiste „korona-party” – imprezy przypominające znane już „ospa-party”, organizowane przez rodziców, którzy chcą, żeby ich dzieci zaraziły się ospą wietrzną.

Oczywiście przejście COVID-19 da nam zwiększoną odporność na koronawirusa, ale celowe zarażenie się jest wyjątkowo ryzykowne. Przede wszystkim, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak nasz organizm zareaguje na wirusa i jaką postać choroby przejdziemy

Coraz więcej mówi się też o tzw. długim COVID, którego objawy mogą utrzymywać się nawet do pół roku od momentu infekcji. Wśród nich wymienia się: duszności, kaszel, ból stawów i mięśni, problemy ze wzrokiem i słuchem, zaburzenia snu, migreny, problemy ze skupieniem uwagi, otumanienie i stany depresyjne.

Ponadto po zakażeniu SARS-CoV-2 sami stajemy się nosicielami wirusa i możemy zarażać innych, narażając na szwank ich zdrowie, a nawet życie. To szczególnie niebezpieczne, jeśli możemy mieć kontakt z osobami, które ze względów medycznych nie mogły przyjąć szczepienia lub mają obniżoną odporność.

Wszystkich tych zagrożeń można w dużym stopniu uniknąć przyjmując szczepionkę, która zapewnia wysoką ochronę – szczególnie przed ciężkim przebiegiem choroby, hospitalizacją i śmiercią z powodu COVID-19.

Delta atakuje też zaszczepionych

Naukowcy komentujący wyniki badania podkreślają, że pokazuje ono korzyści płynące z naturalnej odporności. – Nie bierze jednak pod uwagę tego, co wirus robi z organizmem, aby dojść do tego poziomu ochrony – mówi Marion Pepper, immunolożka z Uniwersytetu Waszyngtońskiego. COVID-19 zabił już ponad 4 miliony ludzi na całym świecie, a Delta i kolejne warianty SARS-CoV-2 mogą okazać się bardziej śmiercionośne niż oryginalny wirus.

Pepper podkreśla, że wśród badanych – zarówno zaszczepionych, jak i ozdrowieńców – nie odnotowano żadnego zgonu. To wyraźny znak, że szczepionki nadal stanowią potężną ochronę przed najdotkliwszymi skutkami choroby, nawet jeśli nie są równie skuteczne, co naturalna odpowiedź immunologiczna.

Potwierdzają to dane z Wielkiej Brytanii, która zmaga się z falą koronawirusa Delta. Jak podają tamtejsze służby ds. ochrony zdrowia, w statystykach zgonów związanych z COVID-19, odsetek osób zaszczepionych jest znikomy. Większość z nich to osoby starsze, z chorobami przewlekłymi.

Będzie trzecia dawka Pfizera i druga J&J

W ostatnich dniach amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) poinformowało, że skuteczność szczepionek w ochronie przed wariantem Delta jest nieco niższa, niż w przypadku innych znanych szczepów koronawirusa. Oświadczenie ukazało się krótko po tym, jak wydano wstępne zalecenie dotyczące podania trzeciej dawki szczepionki przeciwko COVID-owi.

Dawkę przypominającą miałyby w pierwszej kolejności otrzymać osoby z grupy wysokiego ryzyka, czyli osoby starsze, cierpiące na choroby przewlekłe, o obniżonej odporności, a także personel medyczny.

Nad koniecznością podania trzeciej dawki szczepionek takich firm, jak Pfizer, Astra Zeneca i Moderna, debatują też unijne organy. Na razie oficjalnych unijnych zaleceń jeszcze nie ma. Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że Polska nie będzie czekać na decyzje UE. Sprawą zajęła się krajowa Rada Medyczna.

Według jej rekomendacji, trzecią dawkę powinny przyjąć osoby z zaburzeniami odporności, o ile minęło co najmniej 28 dni od przyjęcia drugiej dawki. Szczepienia przypominające mogą ruszyć już we wrześniu.

Możliwe, że po kolejną dawkę będą musieli zgłosić się także ci, którzy szczepili się jednodawkowym preparatem Johnson & Johnson. W ostatnio opublikowanym oświadczeniu firma poinformowała, że dawka przypominająca szczepionki J&J, podana sześć do ośmiu miesięcy po pierwszej dawce, powoduje duży wzrost poziomu przeciwciał. Wykazały to badania kliniczne.

 

Źródła: Science, CDC, J&J.