„Prometeusz”, który właśnie wszedł do kin, to prequel jednego z najsłynniejszych cyklów filmów science fiction. Przeciwnikiem ludzi jest tu jak zwykle przedziwny olbrzymi potwór. Jego larwa rozwija się w zainfekowanym człowieku, zjadając go od środka. Przepoczwarzając się w dorosłego osobnika, larwa zabija żywiciela. Jakby tego było mało, dorosły „obcy” jest drapieżnikiem, który poluje na ludzi. W sumie to bardzo niemiłe stworzenie. Na szczęście nie mogłoby istnieć w rzeczywistości.

Osy w gąsienicy

Filmowy „obcy” ma wiele cech istniejących gatunków. Jego pierwowzorem są pasożytnicze osy, których larwy żerują wewnątrz innych owadów. Co więcej, te osy prowadza w organizmie gospodarza życie społeczne! Dzieje się tak u gatunku Copidosoma floridanum. Samica składa do wnętrza żywiciela (np. gąsienicy bielinka) jajo męskie i żeńskie. Larwy, które się z nich wylegną, dzielą się I tworzą 1200 swoich klonów. 10 proc. Z nich to żołnierze, którzy maja zabić larwy innej samicy, jeśli ta zainfekowała tego samego gospodarza. Zabijają tez swoich braci, zostawiając tylko jednego samca. Bezpieczne są jedynie samice. Samce giną, ponieważ mało wnoszą do sukcesu rozrodczego całego roju, a jednocześnie... dużo jedzą. Taka strategia ma więc na celu oszczędzanie żywiciela, ponieważ trudno go znaleźć.

Wiele pasożytniczych os jest drapieżnikami. Jednak od „obcego” z filmu różni je bardzo ważna cecha – dorosły osobnik żywi się innymi gatunkami niż te, w których rozwijają się larwy-pasożyty. Nie można być zbyt zachłannym, bo to nie leży w jego interesie! Pierwszy film o_„obcym” wszedł na ekrany w roku 1979. To koniec szalonych lat 70., a zarazem początek biofobii. Właśnie w tym czasie badania DNA na stałe weszły do arsenału kryminalistyki, a w przemyśle i medycynie zaczęto wykorzystywać pierwsze organizmy transgeniczne. Nic dziwnego, że przerażająca wizja „pasożyta totalnego” Ridleya Scotta trafiła na podatny grunt. Pasożyty są w przyrodzie wszechobecne. Jak czytam w_ „Bezkręgowcach” Czesława Jury: pasożytnicze mogą być mięczaki, skorupiaki, owady... Możliwe są nawet kombinacje, kiedy pasożyt żywi się pasożytem! Np. mięczaki pasożytują w skorupiakach, które pasożytują na rybach itd. Fukuyama w swej „Biologii ewolucyjnej” twierdzi, ze nie moglibyśmy istnieć bez pasożytów. Ten rodzaj współżycia jest podstawowym motorem ewolucji, im szybciej gospodarz uodpornia się na parazyta, tym bardziej ten musi się śpieszyć, aby dobrać się do trzewi ofiary.

Jednak czy agresorowi naprawdę chodzi o zabicie ofiary? – Nie! – mówi prof. Barbara Machnicka Z Instytutu Parazytologii Polskiej Akademii Nauk. – Nawet jeśli pasożyt zabija, to nie przed wydaniem na świat form rozrodczych. Takich pasożytów jak ten w filmie po prostu W naturze nie ma. Ofiara cierpi długo, gdy zamieszkujący ja obcy organizm w tym czasie, spełniając swoją ewolucyjną powinność, pomnaża swe kopie. Śmierć żywiciela oznaczałaby śmierć pasożyta! W człowieku żyje wiele pasożytów – mogą doprowadzić do śmierci, np. bąblowce, tasiemce, których larwy tworzą gigantyczne torbiele w mózgu, oku, wątrobie i innych organach. Ale proces zabijania żywiciela trwa tu latami, aby pasożyt miał szansę się rozprzestrzenić (np. zarażony lis wydala larwy, te są zjadane przez mysz, a mysz przez kolejnego lisa). Agresor musi być cierpliwy, nie zabijać od razu. Działanie pasożytów wpisuje się więc w to, co i tak już się dzieje w naturze – tłumaczy prof. Machnicka. W filmie na jednego żywiciela przypada jedna larwa. Takie marnotrawstwo w przyrodzie nie występuje. – Gdyby tak jak w przypadku filmowego „obcego” jeden pasożyt przypadał na jednego żywiciela, a ponadto dorosła forma też zabijała ludzi, taka strategia szybko doprowadziłaby do wyczerpania się zasobu żywicieli – mówi prof. Machnicka.

Wspólne pastwisko

Potwierdzają to inne źródła. Wydana w 2001 roku książka Carla Zimmera „Parasite Rex” to popularnonaukowa opowieść o najbardziej mrocznych strategiach życiowych pasożytów. Według Zimmera faktycznie, pasożyty nie są nastawione na niszczenie, lecz na trwanie! Ludzie mogliby się od pasożytów uczyć cnoty umiaru. W latach 60. XX wieku Garret Hardin po raz pierwszy opisał zjawisko nazywane „tragedią wspólnego pastwiska” (ang. tragedy of commons). Hardin twierdził, że człowiek i inne organizmy, nadmiernie eksploatując środowisko naturalne, dążą do samolubnego zmaksymalizowania swojego sukcesu. To jednak doprowadza w efekcie do wspólnej katastrofy i żywicieli, i konsumentów. Teorię tę stosowano później np. do opisania losu patogenów, które – będąc zbyt zjadliwe (zakaźne) – tak szybko wyczerpywały zapasy swoich żywicieli, że szybko same wymierały. Sztandarowym przykładem jest wirus ebola, wywołujący gorączkę krwotoczną. Wirus ten był tak śmiercionośny, że zanim dotarł ze źródeł rzeki Zair, gdzie wywołał epidemię, do wybrzeży Atlantyku, zdążył zabić całą populację potencjalnych ofiar. Ponieważ nowi żywiciele się nie pojawili, wirus wyginął. Tak więc wyznawana przez starożytnych zasada „złotego środka” wydaje się mieć zastosowanie również do świata natury! Zbyt zachłanny organizm, taki jak filmowy „obcy”, po prostu nie przetrwa.