Jedna wiodła życie współczesnej księżniczki, której marzenia o sławie, bogactwie i poślubieniu księcia z bajki spełniły się dwukrotnie, ale za cenę horroru, jakim była tragiczna śmierć jej pierwszego wybranka. Druga przez całe życie pozostawała w cieniu sławnego męża, a frustracje wywołane jego niewiernością leczyła kontrowersyjną działalnością polityczną. Trzecia wciąż buduje swoją karierę polityczną na sympatii zdobytej u boku partnera, który zdradzał ją notorycznie. Te trzy kobiety, żony wybitnych polityków XX stulecia, łączy jedno – wierność, której dochowały swym wiarołomnym mężom, i wytrwałość w ich obronie, nawet gdy za pranie ich prywatnych brudów zabrały się brukowce całego świata.

JACQUELINE KENNEDY – ŚLEPA MIŁOŚĆ

W podstawówce amerykańskie dziewczęta marzą o kucyku, w szkole średniej o pierścionku zaręczynowym z brylantem, a na studiach o sławnym i bogatym mężu. Marzenia te najczęściej spełniają się w Hollywood. Jednak przypadek Jacqueline Lee Bouvier udowadnia, że historie jak z fabryki snów zdarzają się w rzeczywistości, choć wcale nie gwarantują happy endów.

Jacqueline miała 24 lata, wychodząc w roku 1953 za Johna F. Kennedy’ego. Kochała męża, ale decydującą rolę w ustaleniu daty ślubu miał „ten trzeci” – despotyczny ojciec przyszłego prezydenta USA. To on pragnął dla syna kariery politycznej i uważał, że 36-letni bezdzietny kawaler jest bez szans w wyścigu po prezydenturę. Naciskał więc na Johna, nie bacząc na jego chorobliwą wręcz skłonność do poligamii.

Wyjście za mąż za Kennedy’ego to jak ślub z członkiem książęcego rodu. Rodzina była bogata, wpływowa i cieszyła się sławą jednego z najważniejszych klanów, czy wręcz dynastii, USA. Ale bajkowe małżeństwo szybko zmieniło się w koszmar.

„Kennedy uwielbiał przebywać wśród wesołych ludzi” – pisze jeden z jego biografów. To zdecydowanie półprawda, bo trzeba dodać, że najbardziej zadowolony był, gdy owi weseli ludzie byli rozebranymi i atrakcyjnymi kobietami. Do historii przeszły opowieści jego byłych ochroniarzy o tym, jak przemycali swojego szefa na schadzki, wywożąc go pod kocem na tylnym siedzeniu samochodu. John, który przez wiele lat przed ślubem prowadził bujne życie erotyczne, wcale nie zamierzał się ustatkować. O pozory udanego małżeństwa dbał głównie ze względu na prasę. Przed żoną nie krył się ze swoimi romansami. Jacqueline potrafiła znaleźć na leżaku nad ich prywatnym basenem bieliznę, pozostawioną przez jedną z kochanek męża. Kennedy nie był wybredny – sypiał z sekretarkami, kelnerkami, aktoreczkami, czasem z kilkoma naraz. Perłą w koronie kochanic przyszłego prezydenta była oczywiście gwiazda filmowa Marilyn Monroe. Romans ten szczególnie bolał Jacqueline, która zasugerowała Kennedy’emu nestorowi, że skoro Monroe chce poślubić Johna, to ona gotowa jest na rozwód.

Oficjalnie jednak dementowała plotki o niewierności męża i pomagała mu w pokonywaniu kolejnych szczebli politycznej kariery (choć sama pochodziła z republikańskiej rodziny i takież miała poglądy). Zdecydowała się również wziąć udział w kampanii wyborczej Johna, która miała doprowadzić go po raz drugi do Białego Domu. Jeździła z nim po całych Stanach, choć była w fatalnym stanie psychicznym (w sierpniu 1963 r. straciła synka, który zmarł dwa dni po przedwczesnym porodzie). 22 listopada w Dallas na jej oczach zastrzelono Johna F. Kennedy’ego. Horror sięgnął zenitu.

Jednocześnie było to wyzwolenie ze złego snu, jakim okazało się dziesięć lat małżeństwa z prezydentem. Teraz los miał się odmienić, a bajka zacząć od początku: w 1968 roku Jacqueline poślubiła greckiego multimilionera Arystotelesa Onassisa. Ale i to małżeństwo nie przetrwało. Drugi mąż Jacqueline zmarł siedem lat później, a ostatnie dwa lata związku były koszmarem – rodzina krezusa znienawidziła wtedy Amerykankę, oskarżając ją o przyczynienie się do śmierci syna z poprzedniego związku – Arystotelesa. Wdowa po prezydencie (a potem i po multimilionerze) wróciła do Stanów. Zmarła na raka w roku 1994. Do końca życia pracowała w biznesie wydawniczym. Ale zapewne żadna z książek, którymi się zajmowała, nie była tak barwna jak jej własne życie.