Nie chodzi o wrogów. Chodzi o ludzi, od których trudno uciec
To bardzo ważna różnica, bo problematyczne osoby nie są naszymi śmiertelnymi wrogami czy obcymi, których można łatwo usunąć z życia. Wręcz przeciwnie. W badaniu opublikowanym w czasopiśmie Proceedings of the National Academy of Sciences około jedna trzecia uczestników wskazała przynajmniej jedną taką osobę w swoim otoczeniu i najczęściej byli to współpracownicy, współlokatorzy oraz członkowie rodziny, a takich nie pozbędziemy się od tak.
To zresztą nie powinno nikogo dziwić. Relacje rodzinne są zwykle długotrwałe, intensywne emocjonalnie i obciążone poczuciem obowiązku. Dobrze wiemy, że rodziny się nie wybiera, a starsi jej członkowie najczęściej są odporni na zmiany. W efekcie często jesteśmy skazani na kontakt z nimi. Co też ważne, zwykle nie są to ludzie źli czy wrodzy. Bywają po prostu nadmiernie krytyczni, wtrącający się w cudze sprawy albo wiecznie niezadowoleni. Czasem oferują pomoc, ale w sposób, który bardziej frustruje, niż wspiera. Innym razem nieustannie komentują nasze wybory lub podważają decyzje. Brzmi znajomo? Założę się, że większość z nas może teraz łatwo wskazać kogoś takiego w swoim otoczeniu.
Wydawałoby się również, że takie relacje, chociaż trochę irytujące czy denerwujące, raczej nie mają na nas większego wpływu. Jest jednak inaczej i mogą mieć naprawdę poważne skutki. Obecność osób, które regularnie generują napięcie, wiąże się z wyższym poziomem stresu, lęku i objawów depresyjnych. To w zasadzie dość logiczne, bo kiedy wciąż wysłuchujemy krytyki, nawet takiej ubranej w troskę, trudno nie brać tego do siebie. Mniej oczywisty jest natomiast wpływ takich osób na szybsze biologiczne starzenie się organizmu. Autorzy badania oszacowali, że każdy dodatkowy „hassler” był powiązany ze zmianami odpowiadającymi mniej więcej dziewięciu miesiącom przyspieszonego starzenia biologicznego. Nie brzmi to dobrze.
Powód tego jest natomiast prosty – długotrwały stres. Gdy jesteśmy narażeni na niego przez dłuższy czas, nasz organizm produkuje więcej hormonów stresu. Z czasem może to wpływać na układ odpornościowy, zwiększać stany zapalne i zwyczajnie wyczerpywać organizm. W dodatku negatywne doświadczenia silniej zapisują się w naszej pamięci niż pozytywne. Dziesięć miłych komentarzy od współpracowników może przejść niezauważonych, ale jedna złośliwa uwaga potrafi zepsuć cały dzień, a potem jeszcze wrócić w innym, gorszym momencie.

Najlepiej więc pozbyć się wszystkich męczących ludzi z otoczenia? Cóż, niekoniecznie.
Tutaj pojawia się najciekawszy wniosek, bo badacze podkreślają, że całkowity brak irytujących relacji prawdopodobnie nie jest możliwy – ani nawet pożądany. Jeżeli ktoś jest obecny w naszym życiu wystarczająco długo, wcześniej czy później zrobi coś, co nas zdenerwuje. My zresztą również działamy innym na nerwy częściej niż chcielibyśmy przyznać. To całkowicie normalne, zwłaszcza w przypadku kobiet.
To paradoksalne, bo to właśnie panie częściej zgłaszają obecność trudnych osób w swoim otoczeniu i jednocześnie same są postrzegane w ten sposób. Tu jednak sprawa jest dość skomplikowana, ponieważ nie chodzi konkretnie o bycie „męczącym” w typowy sposób. Kobiety częściej podtrzymują relacje rodzinne, organizują spotkania, pomagają bliskim i angażują się w sprawy innych. A im większe zaangażowanie, tym więcej okazji do konfliktów i nieproszonych rad. Nie muszą one być złe, po prostu nie każdy chce lub umie je przyjąć.
Nie da się też nie zauważyć, że taka irytacja to w pewnym sensie cena, jaką płacimy za bliskość z innymi ludźmi. Jeśli zamkniemy się w czterech ścianach, to na pewno nikt nas nie będzie wkurzał (pomijam randomowe osoby z internetu), ale wtedy nie doświadczymy też ogromu miłych rzeczy, jakie wnoszą do naszego życia znajomi, przyjaciele i rodzina. Współlokator może zostawiać naczynia w zlewie, a jednocześnie mamy z nim najlepsze firmowe maratony. Ciotka może czasem wygłaszać nieproszone rady, ale kiedy zachorujemy, będzie pierwszą, która pojawi się w drzwiach z rosołem i lekami.
Dlatego zamiast skupiać się tylko na tym, ile stresu generuje dana osoba, lepiej spojrzeć na to szerzej i zastanowić się, co oprócz tego wnosi do naszego życia. Bo choć życie bez ludzi bywa spokojniejsze, niekoniecznie okazuje się szczęśliwsze.
