Badania próbek pobranych od Nawalnego przeprowadzono w specjalnym laboratorium Bundeswehry. Wykazały obecność „chemicznego czynnika nerwowego z grupy nowiczok” – podano w komunikacie.

 

 

Niemiecki rząd federalny zapowiedział, że zażąda od Moskwy „pilnych wyjaśnień” w sprawie rosyjskiego opozycjonisty. Wcześniej rzecznik Kremla mówił, że nie widzi potrzeby wszczynania śledztwa ws. Nawalnego, ponieważ nie ma żadnych dowodów na to, że został on otruty.

– Niemiecki rząd poinformuje o ustaleniach lekarzy dotyczących wyników testów toksykologicznych ambasadora Rosji w Londynie, informacje przekaże też swoim sojusznikom w NATO oraz krajom Unii Europejskiej – powiedział Steffen Seibert, rzecznik niemieckiego rządu.

Kreml nie skomentował doniesień, a Pieskow oświadczył, że Rosja nie otrzymała od Niemiec informacji w sprawie Nawalnego i czeka na oficjalny przekaz. Wcześniej stwierdził, że doniesienia z Berlina nie wnoszą nic nowego ponad to, co już ustalili lekarze w Omsku.

Otruci politycy, szpiedzy, agenci / PAP/AFP

 

Tymczasem – jak podaje onet.pl rosyjscy lekarze twierdzili, że Nawalny nie został otruty, a za nagłe pogorszenie zdrowia może odpowiadać nadużywanie alkoholu, narkotyków, leków, a nawet spadek glukozy we krwi czy powikłania po operacji plastycznej.

Do otrucia Nawalnego doszło 20 sierpnia. Rosyjski opozycjonista zaczął odczuwać silny ból, a następnie stracił przytomność w trakcie lotu z Tomska do Moskwy. Samolot musiał awaryjnie lądować, a Nawalnego – w stanie krytycznym – przewieziono do szpitala w Omsku, skąd po dwóch dniach trafił do Berlina.

Obecnie stan opozycjonisty wciąż jest określany jako poważny. Pozostaje w śpiączce i wciąż podłączony jest do urządzeń wspomagających funkcje życiowe. „Przywrócona zostaje aktywność cholinoesterazy, ale w najbliższej przyszłości nie należy spodziewać się zmian jej stanu” – czytamy w komunikacie wydanym przez klinikę, w której pozostaje Nawalny.