Stefan Wiśniewski, nazywany przez kolegów „die Furie”, popołudniem 5 września 1977 r. tkwił przyczajony za mercedesem blokującym Vinzenz-Statz Strasse w Kolonii. Syn więźnia obozu koncentracyjnego w Dachau ściskał w dłoniach polski pistolet maszynowy PM-63 Rak. „Bardzo ładny gun, łatwy w obsłudze, nie większy niż rewolwer” – opowiadał Wiśniewski wiele lat później Hannie Krall, która przygotowała reportaż o nim dla dziennika „Die Welt”. Obok czaili się towarzysze z Rote Armee Fraktion (RAF), czekając na samochód Hannsa Martina Schleyera, prezydenta Związku Niemieckich Pracodawców. Przemysłowiec niemal codziennie wracał tamtędy do domu z gmachu BDA (Federalnego Związku Zrzeszeń Niemieckich Pracodawców). Terroryści – jak twierdził potem Wiśniewski – nie wiedzieli, że Schleyerowi będzie towarzyszyć policyjna ochrona.

Mercedes przemysłowca wyłonił się zza zakrętu dokładnie o godzinie 17.28. Kierujący nim Heinz Marcisz ujrzał tarasujący jezdnię żółty samochód i niebieski dziecięcy wózek przewrócony na chodniku. Odruchowo wcisnął hamulec. Jadący za nim wóz z trzema policjantami nie zdążył się zatrzymać i wyrżnął w tył mercedesa Schleyera. Wówczas na ulicę wyskoczyło pięć postaci i zaczęło strzelać. W policyjny samochód trafiło prawie 300 kul, masakrując siedzących w nim funkcjonariuszy. Kilka pocisków zostawiono dla Heinza Marcisza. Potem Wiśniewski wywlókł z auta sparaliżowanego strachem Schleyera i zaciągnął do zaparkowanego nieopodal volkswagena busa. Wystarczyły trzy minuty, aby terroryści zniknęli. Jedyny świadek masakry, dziesięcioletni Andreas Geyr, otrząsnął się z bezruchu i odwrócił się w stronę domu sąsiadów, którzy właśnie otworzyli okno. – „Szybko, chodźcie, kręcą film!” – zawołał.

Jak odciąć łeb hydrze

Władzom Republiki Federalnej Niemiec wydawało się, że rozbiły Frakcję Czerwonej Armii już latem 1972 r. Wówczas udało się aresztować Andreasa Baadera, charyzmatycznego przywódcę organizacji, oraz Ulrike Meinhof, dziennikarkę, będącą jednocześnie ideologiem grupy. Za kraty powędrowały też inne osoby z kierownictwa RAF: Gudrun Ensslin, Holger Meins i Jan-Carl Raspe. Mimo to założona pod koniec lat 60. organizacja terrorystyczna przetrwała. Prowadzący kancelarię prawną w Stuttgarcie Klaus Croissant zaopiekował się zastępczynią Baadera Brigitte Mohnhaupt i pośredniczył w jej kontaktach z szefem. Adwokat, broniący podczas procesu przywódcę RAF, potajemnie przekazywał terrorystom instrukcje od Baadera. Wkrótce pozostający na wolności członkowie organizacji uznali, że odbicie towarzyszy z więzienia w Stammhein nie wchodzi w grę. Siódme piętro budynku zamieniono w twierdzę, monitorowaną i chronioną nawet przed atakiem z powietrza. Więźniów odizolowano w pojedynczych celach, oddzielonych od siebie pustymi pomieszczeniami. Prawnicy często słali protesty do władz, że muszą przed każdym spotkaniem z klientami ściągać spodnie i buty, ich długopisy są rozkręcane, a papierosy zgniatane, o przeszukiwaniu teczek i portfeli nie wspominając. Więźniowie trzykrotnie podejmowali strajk głodowy, żądając złagodzenia nadzoru. Jednak nawet śmierć Holgera Meinsa podczas trzeciej głodówki nie skłoniła ministerstwa sprawiedliwości landu Badenii-Wirtembergii do zmiany regulaminu siódmego piętra więzienia w Stammhein.

Baader, nie mogąc uciec, przekazał Brigitte Mohnhaupt polecenie zorganizowania serii ataków, mających zmusić rząd RFN do negocjacji. Pierwszy nastąpił 25 kwietnia 1975 r. w Sztokholmie. Członkowie Frakcji Czerwonej Armii zajęli zachodnioniemiecką ambasadę, rozmieścili w niej ładunki wybuchowe i zażądali uwolnienia towarzyszy w zamian za życie dyplomatów. Kanclerz RFN Helmut Schmidt odmówił negocjowania z terrorystami, a wtedy ci zamordowali dwóch zakładników. Potem policja przeprowadziła szturm i uwolniła pozostałych. Miesiąc później rozpoczął się proces przywódców RAF. W Stammhein wzniesiono wtedy nowy budynek sądu za sumę 12 mln marek, otoczony stalowymi parkanami i zabezpieczony na wszelkie sposoby. Sądzonych terrorystów oskarżono o pospolite zbrodnie: cztery morderstwa, pięć prób zabójstwa oraz podkładanie ładunków wybuchowych. Od samego początku proces przypominał farsę. Mecenas Croissant i jego współpracownicy złożyli 85 razy wniosek o zmianę sędziego, oskarżając go o stronniczość. Gdy w końcu dopięli swego, zaczęli udowadniać, że przywódcy RAF prowadzili wojnę z imperializmem, wzywając na świadków m.in. byłego prezydenta USA Richarda Nixona, kanclerzy RFN Helmuta Schmidta i jego poprzednika Willy’ego Brandta.

Oczywiście żaden z nich się nie stawił. Adwokaci grali na zwłokę, zdając sobie sprawę, że nie podważą dowodów winy podopiecznych, co oznaczało wyroki dożywotniego więzienia. Andreas Baader i jego ludzie nie liczyli jednak na łagodne traktowanie, bo zamierzali opuścić Stammhein bez oglądania się na orzeczenie sądu.