Od dawna mam słabość do Finlandii i fińskiego podejścia do życia, więc uważam to za genialne posunięcie i już wpisałam sobie to miejsce na listę do odwiedzenia. Połączenie surowego, wyspiarskiego klimatu z tradycyjnym ciepłem to kwintesencja tego, czym jest skandynawski dobrostan. A najlepsze jest to, że ta dzika enklawa leży zaledwie krótki rejs motorówką od tętniącego życiem centrum stolicy, więc nawet dojazd nie powinien być problemem.
Dym, ogień i lodowaty Bałtyk
Żeby dobrze zrozumieć fenomen tego miejsca, trzeba uświadomić sobie jedno: dla Finów sauna to nie luksus, to podstawowe prawo człowieka. Mówimy o kraju, w którym na nieco ponad 5,5 miliona mieszkańców przypada około 3 miliony saun. Są wszędzie – w domach, blokach, biurach, a nawet w budynkach parlamentu. To głęboko zakorzeniona kultura, która została oficjalnie wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Dla Finów to miejsce narodzin, oczyszczenia i podejmowania najważniejszych życiowych decyzji. Nic więc dziwnego, że w końcu ktoś poszedł o krok dalej i zamiast kolejnej miejskiej łaźni, postanowił oddać saunowym rytuałom cały kawałek lądu.
Co więc dokładnie kryje w sobie Saunasaari? Twórcy tego miejsca, Nina i Riku Stenros, postawili na absolutną tradycję i autentyczność. Na wyspie znajdziecie kilka oddzielnych obiektów, w tym prawdziwą perełkę: wielką, tradycyjną saunę dymną (savusauna). Co ciekawe, to jedyna tego typu konstrukcja dostępna w całych Helsinkach. Kto choć raz próbował saunowania dymnego, ten wie, że specyficzny, głęboki aromat drewna i delikatne, wilgotne ciepło są nie do podrobienia.


Obok saun na gości czekają dwie tradycyjne, opalane drewnem balie, w Finlandii znane jako palju. Zostały ustawione tuż przy brzegu, dzięki czemu wygrzewając się w gorącej wodzie, można podziwiać panoramę fińskiej stolicy. Lokalizacja jest zresztą idealna do uprawiania klasycznego saunowego cyklu: z rozgrzanej balii czy dymnej sauny możecie od razu wskoczyć na głęboką wodę i zaliczyć orzeźwiającą kąpiel w lodowatym Morzu Bałtyckim.
Jeśli już, tak jak ja, planujecie wizytę na Saunasaari, warto wiedzieć, że nie jest to miejsce, do którego wpada się ot tak na godzinę, dlatego planując weekendowy wypad do Helsinek, to na samą wyspę lepiej jest zarezerwować przynajmniej połowę soboty. W sezonie, który potrwa do 8 sierpnia, w każdy piątkowy i sobotni wieczór organizowane są specjalne pakiety łączące saunowanie z luksusową kolacją.

Wyspa ma własną letnią kuchnię o wdzięcznej nazwie RÖK, gdzie dania przygotowywane są na żywym ogniu. W menu znajdziecie między innymi świeżo wędzone w całości ryby czy grillowany antrykot wołowy, a dla wegetarian przygotowano pieczoną na ogniu letnią kapustę. Dla tych, którzy szukają totalnej prywatności, istnieje również opcja wynajęcia całej wyspy na wyłączność, choć to już zapewne drogi interes. Ceny nie są podane, trzeba kontaktować się indywidualnie.
Jak się tam dostać?
Kiedy mówimy o podobnych atrakcjach, od razu pojawiają się obawy o transport. Nic dziwnego, nie każdy ma prawo jazdy i możliwość wynajęcia samochodu, a tutaj dochodzi jeszcze fakt, że mówimy o wyspie. Na szczęście, jak już wspomniałam wcześniej, logistyka jest zaskakująco prosta. Aby przenieść się do tego saunowego raju, wystarczy wsiąść w wodną taksówkę, która kursuje bezpośrednio z Ryku Głównego (Kauppatori) w Helsinkach, według strony, odpływa o 17:00. Kilkanaście minut na łodzi i lądujecie w zupełnie innym świecie.
Saunasaari doskonale pokazuje, czym jest prawdziwa, fińska gościnność i filozofia życia. Nie potrzebujecie pięciogwiazdkowego hotelu i nowoczesnych technologii, by przeżyć coś wyjątkowego. Czasem wystarczy tradycyjny dym, zapach palonego drewna, widok na morze i prosty posiłek z ogniska. I choć dla wielu kręcenie się wokół gorących kamieni w środku lata może brzmieć osobliwie, to założyciele gwarantują, że z tej wyspy wraca się jako zupełnie inny człowiek. Zresztą, pamiętajcie, że w Helsinkach pogoda jest zdecydowanie łagodniejsza niż u nas, więc to w ogóle bardzo dobry kierunek na ucieczkę od upałów.
