Firma wzięła na warsztat kultowy model Air Max Goadome Low i stworzyła wersje w kolorze czerni i beżu, a także bardziej klasycznej czerni. Brzmi zwyczajnie i nudno, prawda? Cóż, kolorystycznie na pewno, jednak wszystko sprowadza się tu do cholewki, bo ta przypomina… szwajcarski, dziurawy ser.
Te dziury trochę mnie niepokoją
Trypofobia to silny lęk lub wstręt wywołany widokiem skupisk małych dziur, otworów lub nieregularnych wzorów, takich jak plaster miodu, owoc lotosu czy bąbelki w cieście. Nie jest to oficjalnie choroba, jednak osoby, które mają takie lęki, często doświadczają mdłości, paniki czy zawrotów głowy. Na szczęście na to nie cierpię, ale nawet we mnie nowe Nike wywołują pewien niepokój. Jakby przez te dziury zaraz coś miało wyjść. Choć z drugiej strony, na tym chyba to polega. Kolory nie są krzykliwe, kształt buta standardowy, a mimo to wystarczyło dodanie kilku otworów, by ciężko było oderwać od nich wzrok.


„Dot Pack” to prawdopodobnie najbardziej odważna i kontrowersyjna odsłona tego modelu w całej jego historii. Projektanci postanowili pokryć skórzaną powierzchnię buta nieregularnymi, okrągłymi otworami o różnych średnicach. Pod tą wyciętą warstwą znajduje się drugi materiał, co tworzy wyjątkowo przestrzenną, trójwymiarową strukturę. Taki ażurowy zabieg nie tylko przyciąga wzrok i przełamuje nudę, ale w praktyce ma opcję poprawiać wentylację oraz nieco obniżyć wagę całej konstrukcji.
Jak jednak wspomniałam, mimo tak szalonego wzoru, sama konstrukcja buta pozostała wierny swojemu kultowemu rodowodowi. Model nadal czerpie garściami z linii ACG (All Conditions Gear), czyli terenowej serii stworzonej z myślą o trudniejszych warunkach. Z zewnątrz zachowano więc masywną bryłę oraz grube, linowe sznurówki, które jasnym sygnałem przypominają o outdoorowych korzeniach projektu.
Nike przygotowało dla entuzjastów dwa zupełnie różne wydania tego modelu
Pierwsze z nich to stonowana opcja „Triple Black”, gdzie pod perforowanym, ciemnym zamszem ukryto jednolicie czarną warstwę. W tym wydaniu dziury tworzą bardziej subtelną, trójwymiarową fakturę, nie rzucając się tak drastycznie w oczy. Druga, zdecydowanie bardziej ekspresyjna odsłona to „Light Orewood Brown”. Tutaj beżowe, jasne tony sprawiają, że kropkowany motyw wychodzi na pierwszy plan i bezapelacyjnie kojarzy się z serem szwajcarskim.

To dziury grają tu pierwsze skrzypce, więc producent postawił na powściągliwość w kwestii oznaczeń. Zamiast wielkich napisów dostajemy bardzo małe, dyskretne logo Swoosh umieszczone na bocznym panelu oraz subtelnie wytłoczone oznaczenie Nike Air na pięcie. Dzięki temu to sama faktura i niezwykła perforacja wysuwają się na pierwszy plan, bez konkurencji ze strony krzykliwych elementów graficznych.
Mimo eksperymentalnego wierzchu, podeszwa nie przeszła drastycznych rewolucji, co akurat jest świetną wiadomością dla fanów wygody. W podeszwie środkowej wciąż pracuje sprawdzony system amortyzacji z widoczną poduszką gazową Air, który gwarantuje doskonałe pochłanianie wstrząsów podczas codziennego chodzenia po mieście.

Jedyne, co mnie tutaj zastanawia, to dbanie o czystość tego modelu. Po zdjęciach można wnioskować, że górna warstwa ściśle przylega do tej dolnej, jednak pod spodem są również przeszycia i same krawędzie otworów, w których na pewno będzie gromadził się brud. Skoro to model przystosowany również do trudniejszych warunków, to nie chcę sobie wyobrażać, jaką męczarnią będzie czyszczenie ich po wejściu w błoto.
Jeśli to was nie odstrasza, to oficjalna premiera kropkowanej serii „Dot Pack” zaplanowana jest na sierpień, a przewidywana cena ma oscylować w granicach 175–200 dolarów, więc trzeba będzie trochę pieniędzy wyłożyć.
