Immunoterapię testowano już pod koniec XIX wieku. Prace nad nią nabrały tempa w ubiegłym stuleciu. Uczeni starali się m.in. wywołać gwałtowną reakcję zapalną w organizmie pacjenta, która miała pobudzić układ immunologiczny. Było to jednak bardzo ryzykowne. Układ odpornościowy nierzadko atakował też zdrowe tkanki – ryzyko było zbyt duże. Dopiero kilka lat temu pojawiła się nowa nadzieja. Jedną ze strategii komórek nowotworowych jest „pokazywanie” na swojej powierzchni specjalnych cząsteczek. Gdy komórki układu odpornościowego je „widzą”, rezygnują z ataku. Terapia ma zdemaskować to oszustwo. Badacze używają tzw. przeciwciał monoklonalnych, które blokują działanie wspomnianych cząsteczek na powierzchni komórek rakowych. To tak, jakbyśmy zerwali z nich maskę. „To właśnie zastosowanie przeciwciał okazało się prawdziwym przełomem” – podkreśla prof. Rutkowski. Przełomem nie tylko badawczym, ale też terapeutycznym. Sukcesy odnotowuje się szczególnie w czerniaku przerzutowym (w ten sposób wyleczono m.in. byłego prezydenta USA Jimmy’ego Cartera) i raku płuca. Immunoterapia czerniaka częściowo jest dostępna również w Polsce.

Trwają intensywne badania nad tą metodą, m.in. w ramach wspomnianego wcześniej projektu BASTION. Z kolei zespół naukowców UJ i Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ rozszyfrował budowę białek nowotworowych, które oszukują układ odpornościowy. A w Zachodniopomorskim Centrum Onkologii planowane są badania kliniczne nad lekami opartymi na immunoterapii, stosowanymi u pacjentów z rakiem jelita grubego, żołądka lub nerki.

Immunoterapia budzi wielkie nadzieje, ale nie jest rozwiązaniem idealnym. Raz, że nie zadziała wszędzie, bo nie wszędzie się przeciśnie. Dosłownie – stosowane w niej przeciwciała to bardzo duże cząsteczki białkowe. Po drugie nadal niełatwo jest opracować leki, które będą szkodzić wyłącznie nowotworowi.

Fotofarmakologia: leki włączane światłem

„My pracujemy nad lekami, które mają mniejsze cząsteczki. Łatwiej docierają w różne miejsca organizmu, skutecznie eliminują szyb-ko dzielące się komórki rakowe, a zarazem nie wnikają do zdrowych tkanek, co chroni pacjenta przed skutkami ubocznymi chemioterapii” – mówi dr Małgorzata Borowiak, biolog molekularna. Ten kierunek badań to fotofarmakologia. Dr Borowiak jest pierwszą autorką artykułu prezentującego założenia nowej koncepcji, który opublikowano w prestiżowym czasopiśmie naukowym „Cell”. Badania prowadzi w ramach stażu podoktorskiego na Uniwersytecie im. Ludwika Maksymiliana w Monachium.

Na czym to polega? Leki stosowane dziś w onkologii najczęściej atakują komórki, które szybko się dzielą. Tak właśnie zachowują się te w nowotworach. Niestety, nie tylko one. Szybko dzieli się również część komórek w zdrowych tkankach, np. w nabłonku jelit, mieszkach włosowych czy szpiku kostnym. Stąd nieprzyjemne i groźne skutki uboczne chemioterapii, która często wyniszcza organizm do tego stopnia, że nie można podać wystarczająco silnej dawki leku, by pokonać nowotwór.

„Dlatego zaprojektowaliśmy lek, który jest bezpieczny, ponieważ możemy kontrolować jego aktywność” – mówi dr Borowiak. Pacjent dostaje lek w formie nieaktywnej. Jego cząsteczki docierają do różnych narządów. Aby stały się aktywne, należy użyć niebieskiego światła. „Na dodatek wyposażyliśmy lek w swoisty wyłącznik. W ciągu kilku minut po opuszczeniu tkanki oświetlanej wiązką światła jego cząsteczki przestają być aktywne. Dzięki temu możemy precyzyjnie określić, gdzie dokładnie lek będzie działał” – tłumaczy dr Borowiak.

Łatwo wyobrazić sobie zastosowanie tej techniki w leczeniu czerniaka lub raka skóry. Ale co z nowotworami położonymi w głębi ciała? „Lek podawany dożylnie mógłby być aktywowany przez światło ze światłowodów, które wprowadzilibyśmy do ciała pacjenta przez endoskop. Inne rozwiązanie to wszczepienie w pobliżu ogniska nowotworu małych implantów wykorzystujących np. diody LED” – wyjaśnia polska uczona. Jeśli pomysł się sprawdzi, może być inspiracją do stworzenia wielu innych leków działających na podobnej zasadzie – nie tylko w onkologii.

Obecnie zespół dr Borowiak przeprowadza badania na myszach z rakiem płuc, mózgu i siatkówki oka. Kiedy terapia może trafić do szpitali? „Za 15–20 lat, głównie ze względu na długą ścieżkę, jaką musi przejść lek przed dopuszczeniem do stosowania u ludzi. Ale jesteśmy dobrej myśli. Na razie wszystko działa zgodnie z planem” – mówi dr Borowiak.

 


• DLA GŁODNYCH WIEDZY:

» Narodowe Centrum Badań Jądrowych – www.ncbj.gov.pl

» Centrum Cyklotronowe Bronowice – www.ifj.edu.pl/ccb

» Serwis projektu Bastion – www.bastion.wum.edu.pl

» Portal Immuno-Onkologia – www.immuno-onkologia.pl