Przycisk, dioda świecąca i czujnik dotykowy – taki zestaw wszczepili człowiekowi pod skórę przedramienia badacze z kanadyjskiej firmy Autodesk. Elektronika działała bez zarzutu, można było nawet sterować nią falami radiowymi poprzez Bluetooth i ładować bezprzewodowo jej baterie. „Skoro podstawowe elementy mogą działać pod skórą, docelowo znajdzie się tam cały telefon komórkowy. Użytkownik nigdy już go nie zgubi ani nie zapomni” – wyjaśnia Christian Holz, szef zespołu badawczego. I choć eksperyment przeprowadzono na razie na zwłokach, nikt już nie ma wątpliwości, że era implantowanych gadżetów właśnie się zaczyna. Telefon będzie można podłączyć prosto do ucha i krtani, treść SMS-ów przekazywać do oka albo wręcz do świadomości... Brzmi trochę strasznie? Tylko z pozoru.

Nasz gatunek – jak żaden inny na Ziemi – od tysiącleci wspomaga się technologiami, które rozbudowują jego mózg. Homo sapiens tak naprawdę powinien nazywać się Homo dictyous (człowiek sieciowy) – twierdzą psycholodzy. Bezpośrednie połączenie między elektroniką i mózgiem to tylko kolejny krok w ewolucji człowieka 2.0.

Szare komórki do wymiany

Jednym z pionierów cyborgizacji człowieka jest prof. Theodore Berger z University of California w Los Angeles. Od kilku lat pracuje nad pierwszą neuroprotezą – chce zastąpić elektroniką niesprawny fragment mózgu zwany hipokampem. Ta struktura odpowiada za zapisywanie informacji w naszej pamięci długotrwałej. Człowiek jej pozbawiony żyje w czasie teraźniejszym – wszystkie nowe doświadczenia pamięta najdłużej przez kilka dni, a potem je traci. Co ciekawe, uczeni pracujący nad tą neuroprotezą nie znają szczegółowo budowy i działania hipokampu. „Taki implant nie musi zastępować wszystkich funkcji tej części mózgu. Wystarczy, że będzie możliwie wiernie kopiował jego czynność elektryczną. Resztę załatwią leki i sam mózg, który odtworzy utracone funkcje” – mówi prof. Berger.

Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że ma rację. Lekarze standardowo już wszczepiają pacjentom z uszkodzonym słuchem implanty słuchowe – urządzenia, które po odpowiednim treningu pozwalają na rozpoznawanie dźwięków i mowy. Najnowsza generacja tych urządzeń przesyła dane bezpośrednio do mózgu. Postępują też prace nad sztucznym wzrokiem – przekazywaniem danych z kamery do układu nerwowego z pominięciem siatkówki oka. Do niedawna przesyłane w ten sposób obrazy były czarno-białe i miały słabą jakość, ale zespół prof. Petera Schillera z Massachusetts Institute of Technology pokazał już, że można to zrobić w całkiem przyzwoitej rozdzielczości, a do tego w kolorze. Z takich wynalazków w pierwszej kolejności skorzystają oczywiście ludzie chorzy czy niepełnosprawni.

Jednak wizjonerzy tacy jak prof. Kevin Warwick czy Ray Kurzweil twierdzą, że pojawienie się implantów mózgowych dla zdrowych osób jest tylko kwestią czasu.  Możliwości wydają się niemal nieograniczone: od nowych, godnych Supermana zmysłów (np. zdolności widzenia w podczerwieni albo słyszenia ultradźwięków) przez niewyobrażalnie wielką pamięć po bezpośrednie, telepatyczne wręcz połączenie z internetem i całym jego bogactwem informacji, kontaktów i rozrywki. Tylko czy jednocześnie nie będzie to, jak głoszą niektórzy intelektualiści, upadek człowieka rozumnego?

 

Cywilizacja na dopalaczach

„Ten wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się tego wyuczy, przestanie ćwiczyć pamięć... Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypominanie sobie... Uczniom swoim dasz tylko pozór mądrości, a nie mądrość prawdziwą” – to groźnie brzmiące ostrzeżenie wbrew pozorom nie dotyczy implantów mózgowych ani internetu. Takiej krytyce już w V wieku p.n.e. grecki filozof Platon poddał wynalazek pisma. Starożytni ubolewali nad tym, że zanika szlachetna tradycja uczenia się literatury na pamięć, a idee filozoficzne utrwala się, krytykuje, a nawet przerabia na nowe! Dziś wiemy, że ich obawy były nieuzasadnione. To dzięki eksteligencji, czyli możliwości zapisywania złożonej wiedzy poza naszym mózgiem – czego nie potrafi żadne inne ziemskie stworzenie – zbudowaliśmy naszą cywilizację. Kolejne wynalazki, takie jak prasa drukarska, radio czy internet, jedynie napędzały ten proces, zmieniając także ludzkie mózgi.

Widać to na przykładzie pisma. Współczesne badania wykazały, że analfabeci mają mniej połączeń nerwowych, zwłaszcza między półkulami mózgu. Internet nie wywarł na nas na razie takiego wpływu – ostatecznie ma zaledwie nieco ponad 40 lat, podczas gdy pismo powstało co najmniej 10 tys. lat temu. Chociaż w zasadzie wywierać nie musiał, bo jest bardzo dobrze dopasowany do potrzeb i możliwości naszego mózgu. Tak dobrze, że – podobnie jak poprzedzające go technologie – stał się częścią naszego myślenia.

Tak przynajmniej twierdzą uczeni tacy jak prof. Andy Clark z University of Edinburgh. „Wiemy już, że nasze biologiczne mózgi mają dość ograniczone możliwości. Są jednak ewolucyjnie przystosowane do tego, by »wpinać się« w inne struktury, także te znajdujące się poza naszymi ciałami. W rezultacie potrafimy rozwiązywać skomplikowane problemy nie samym naszym intelektem, ale wykorzystując całą sieć powiązanych technologii” – pisze w swej książce „Natural-Born Cyborgs”. Jego zdaniem, jak wskazuje tytuł książki, jesteśmy urodzonymi cyborgami – sporą część naszego myślenia po prostu przerzucamy poza własne ciało. Nasz mózg – choć biologicznie prawie się nie zmienił od czasów łowców-zbieraczy – jest dzięki temu ciągle unowocześniany i rozbudowywany.

 

Żeby zrozumieć, jak to działa, wystarczy przyjrzeć się chociażby Mikołajowi Kopernikowi. Owszem, był geniuszem, ale nie opracowałby teorii heliocentrycznej bez dostępnych mu wtedy „dopalaczy”: takich jak książki, techniki obliczeniowe, notatki, instrumenty pomiarowe czy dyskusje z innymi uczonymi. Dziś nauka ma do dyspozycji znacznie więcej narzędzi przewyższających dalece to, do czego zdolny jest nasz biologiczny komputer – od mikroskopów i zderzaczy cząstek elementarnych po superkomputery i gigantyczne bazy danych. A jednak mózg nadal jest niezbędny do dokonywania odkryć, bo wszystkie inne „implantowane” technologie jedynie go wspierają, a nie zastępują, pozwalając mu robić w spokoju to, w czym jest najlepszy.

 

 

Przyszłość w okularach

Tym, co zmienia się błyskawicznie na naszych oczach, jest szybkość wymiany informacji między ludźmi. Internet pozwala na coraz szybszą pracę, handel, komunikowanie się z bliskimi nam osobami. Nie musimy już wychodzić z domu, by sięgnąć do interesującej nas książki albo kupić coś, czego potrzebujemy. Jeszcze kilka lat temu obawiano się, że taki wynalazek będzie sprzyjał izolacji ludzi, ponieważ będą spędzać cały czas przed swymi komputerami. Nikt nie doceniał wówczas kolejnej, kieszonkowej tym razem rewolucji.

Dokonały jej telefony komórkowe, których coraz nowocześniejsze modele pozwoliły ludzkości oderwać się od komputerów przy zachowaniu wszystkich zdobyczy ery internetowej.

Dziś używają ich ponad 4 mld ludzi na całym świecie, z czego przynajmniej jedna dziesiąta ma łatwy dostęp do mobilnego internetu. Antropolodzy twierdzą, że telefon stał się naszym najbardziej osobistym przedmiotem – spędzamy z nim cały dzień, nierzadko także noc, prawie zawsze mając go w zasięgu ręki. Smartfony wyposażone w coraz bogatsze zestawy aplikacji sprawiają, że stajemy się prawdziwymi cyborgami – możemy kontaktować się z innymi ludźmi, sprawdzić rozkład jazdy, pogodę, swoją lokalizację na mapie czy skorzystać z Wikipedii praktycznie w każdym momencie. Co więcej, używanie ich staje się coraz prostsze, coraz bardziej naturalne. Korzystania z dotykowego ekranu z łatwością może nauczyć się nawet dziecko; wyszukiwarce Google można po prostu powiedzieć na głos, czego się szuka.

„To typowa cecha technologii cyborgizujących – stają się »przezroczyste«, używamy ich równie naturalnie jak własnych rąk czy podświadomości” – wyjaśnia prof. Clark. Oczywiście nasza technoewolucja na tym się nie skończy.

Kolejne gadżety będą łączyć się z nami jeszcze ściślej, co udowadnia przywołany na początku tekstu eksperyment z wszczepianiem pod skórę diod i czujników dotykowych. Prof. Clark przewiduje, że przyszłość należy do komputerów wbudowanych w nasze ubrania, monitorujących działanie naszego organizmu i przekazujących nam część danych np. poprzez dotyk czy wibracje. Z kolei wynalazki takie jak cyberokulary Google pozwolą nakładać obraz wirtualny na realny, zacierając granice między rzeczywistością a internetem. „Sądzę jednak, że prawdziwym przełomem będą dopiero soczewki kontaktowe, przekazujące cyfrowy obraz bezpośrednio do oka. Prace nad tym są już prowadzone i pewnie zobaczymy ich efekty w ciągu najbliższych lat” – uważa Dean Pomerleau, który kierował pracami nad implantami mózgowymi w Intelu, gigancie rynku elektroniki. Co ciekawe, firma ta zarzuciła już ten kierunek badań – najwyraźniej doszła do wniosku, że „zwykła” cyborgizacja jest skuteczniejsza niż grzebanie ludziom w neuronach.

 

Era globalnej inteligencji

Życie cyborga nie zawsze jest łatwe. Przekonał się o tym prof. Steve Mann – kanadyjski uczony testujący prototypowe cyberokulary od 13 lat. W paryskim barze McDonald’s został zaatakowany przez personel, podejrzewający go o filmowanie ich pracy. Próbowano zerwać mu z głowy prototypowe okulary, których nie da się zdjąć bez specjalistycznych narzędzi.

Cyberokulary Steve’a Manna wyglądają groźnie, ale i tak przypominają normalne okulary bardziej niż poprzednie prototypy. Kolejne wersje takich urządzeń będą coraz mniejsze i coraz mniej widoczne, co z pewnością ułatwi życie prof. Mannowi i innym „cyborgom”. Z drugiej strony pojawi się zagrożenie dla naszej prywatności. Użytkownicy obawiają się, że cybertechnologie pozwolą na coraz doskonalsze śledzenie ich przez agencje rządowe czy firmy.

„Zdaje ci się nieraz, że słowa pisane myślą i mówią” – pisał dwa i pół tysiąca lat temu Platon, przewidując niepokoje, trapiące także dzisiejszych wizjonerów. Obawiają się oni, że staliśmy się zbyt uzależnieni od maszyn, które nas ogłupiają, rozpraszają i odciągają od prawdziwego życia. Wygląda jednak na to, że są to jedynie efekty przejściowe, pojawiające się zawsze w momentach przełomu technologicznego. Technologie dopasowują się stopniowo do działania naszego mózgu i vice versa – na tym przecież polega bycie cyborgiem.

Niezależnie od narzekań cybersceptyków historia ludzkości pokazuje, że większa wiedza i lepsza komunikacja raczej nam służą, niż przeszkadzają.

Przez dziesiątki tysięcy lat żyliśmy w małych, niezbyt przyjaźnie nastawionych do siebie grupach. Dziś, kiedy tak łatwo możemy poznawać ludzi mieszkających daleko od nas, ich życie i obyczaje wydają się mniej obce, a współpraca staje się bardziej pożądana niż konflikt. „Cała ludzka społeczność może stać się jedną osobą, gdy będziemy mogli odczytywać swe myśli poprzez bezpośrednią, szybką transmisję danych między mózgami” – przewiduje wybitny ewolucjonista Richard Dawkins. Taka globalna osobowość zapewne będzie niedoskonała i trochę wewnętrznie skonfliktowana, ale przecież każdy z nas naprawdę taki właśnie jest. Na pytanie, co stanie się potem, nikt dziś nawet nie próbuje odpowiadać.