Nic dziwnego, że w tych okolicznościach na popularności rosną telefony, które mają ułatwić cyfrowy detoks i pomóc przywrócić nam kontrolę nad wolnym czasem bez odcinania nas od nowoczesnych rozwiązań. Jednym z takich sprzętów jest najnowszy Minimal Phone 2.
To już druga generacja od The Minimal Company, wprowadzająca kilka znacznych usprawnień względem poprzednia. O ile pierwszy model stawiał na surową formę z ekranem E-Ink, o tyle najnowsza odsłona drastycznie zmienia podejście do tematu cyfrowego detoksu. Urządzenie zyskało aluminiową ramkę, eleganckie wykończenie i pełnowymiarową, podświetlaną klawiaturę QWERTY z poliwęglanu oraz silikonu, która nieodparcie przywodzi na myśl kultowe telefony marki BlackBerry.
Minimal Phone 2 nie odcina nas od tego, co najważniejsze
Największa zmiana dotyczy samego wyświetlacza. Rezygnując z e-papieru, producent postawił na kompaktowy, 4-calowy dotykowy ekran AMOLED z odświeżaniem 90 Hz. To duża zmiana i w sumie nie każdy musi przyjąć ją pozytywnie. E-Ink jest łagodniejszy dla oczu, ale też ma dużo ograniczeń, a jeśli twórcy celowali w większą funkcjonalność, AMOLED okazał się najlepszym kompromisem.

Całość zamknięto w zwartej obudowie o grubości 9,78 mm, która idealnie leży w dłoni. Sercem telefonu został sprawdzony procesor MediaTek Dimensity 8300, wspierany przez baterię o pojemności 3000 mAh z ładowaniem bezprzewodowym oraz przewodowym o mocy 27W. Do dyspozycji otrzymujemy również złącze mini-jack, fizyczny przełącznik do wyłączania powiadomień i anten, a także aparaty: 50 Mpix z tyłu oraz 20 Mpix z przodu, co jest całkiem przyzwoitą konfiguracją.


Zwykłe „dumb phone’y” cechują się całkowitym odcięciem od sieci. Jasne, to może mieć sens, gdy planujemy drastyczny detoks, jednak spójrzmy prawdzie w oczy – kto w dzisiejszych czasach jest w stanie całkowicie zrezygnować z aplikacji i korzystania z internetu? Dlatego tu twórcy poszli w inną stronę. Telefon ten działa na pełnym systemie Android. Dzięki temu nie musimy rezygnować z płatności zbliżeniowych, nawigacji, zamawiania taksówek czy bezpiecznych komunikatorów typu Signal.

Kluczem do walki ze smartfonowym uzależnieniem jest tu autorska nakładka Minimal OS. Porządkuje ona wszystkie połączenia, wiadomości i maile w jednym, przejrzystym miejscu. Pisanie bezpośrednio na ekranie głównym pozwala błyskawicznie nadać SMS-a, dodać zadanie do listy czy zaplanować spotkanie bez konieczności przechodzenia przez gąszcz ikonek.
Dla osób potrzebujących twardej dyscypliny przygotowano z kolei zaawansowane ustawienia blokowania konkretnych aplikacji, wyciszania powiadomień i przełączania ekranu w tryb odcieni szarości. Haczyk polega na tym, że raz włączone blokady można cofnąć wyłącznie poprzez… pełne przywrócenie telefonu do ustawień fabrycznych. To doskonały bat na własną bezsilność w walki z nawykiem sięgania po telefon. Choć z drugiej strony, tak drastyczne wyjście może wiele osób odstraszyć, bo czasem zdarzają się sytuacje losowe, które zmuszają nas do wyłączenia danej blokady szybciej niż planowaliśmy.
Powrót do fizycznych klawiatur w nowoczesnym, ale i drogim wydaniu
The Minimal Company oferuje swój nowy model w ramach zbiórki na Kickstarterze, a ceny za wariant 8/256 GB zaczynają się od 599 dolarów (ok.2200 zł). Za wersję 512 GB trzeba już zapłacić 675 dolarów (ok. 2500 zł). O powodzenie zbiórki nie ma się co martwić, bo ustalony na 100 tys. dolarów cel został przekroczony wielokrotnie (w chwili pisania tego artykułu zebrano już przeszło 1,4 mln dolarów).

To jasno pokazuje, czego wiele osób obecnie potrzebuje. Jasne, kiedy spojrzymy na specyfikację, Minimal Phone 2 ustępuje większości nawet tańszych modeli. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę to, co najważniejsze, sytuacja wygląda inaczej. To nie jest urządzenie, które ma pobić wydajnością klasyczny smartfon, jego celem jest wyeliminowanie problemów, jakie ten smartfon spowodował. Kiedy wejdziemy w statystyki korzystania z telefonu, to zauważymy, jak wiele czasu spędzamy na bezmyślnym scrollowania social mediów i innych aplikacji. Tutaj tego nie ma. Płacimy więc za odzyskany czas, zapewne też lepszy sen i więcej spokoju, a za to zawsze warto dopłacić. Przynajmniej moim zdaniem.
