Tu wkracza projekt o nazwie Immersion łamie ten schemat w absolutnie genialny sposób. To niepozorne, małe urządzonko przypomina mi jakąś elektroniczną nianię czy głośniczek, ale w rzeczywistości jego cel jest zgoła inny – służy do odmierzania czasu. Nie robi tego jednak w typowy sposób. Zamiast tego sprawia, że sam proces skupiania uwagi przestaje być przykrym obowiązkiem, a staje się wręcz przyjemnym, wyciszającym rytuałem.
Cyfrowy piasek zamiast stresującego odliczania
Za tą niezwykłą koncepcją stoi Carrie Lee, studentka wzornictwa na prestiżowym Nottingham Trent University. Zauważyła ona, że współczesny rynek technologiczny zasypuje nas kolejnymi skomplikowanymi ekranami, zamiast tworzyć przedmioty, które pomagają nam się wyciszyć. Jej odpowiedź na ten problem jest zaskakująco prosta.
Urządzenie rozmiarem i kształtem przypomina kultowe Tamagotchi z lat 90., ale całkowicie rezygnuje z tradycyjnej cyfrowej tarczy, cyfr czy cykającego minutnika. Wewnątrz okrągłego ekranu czas odmierza animowany, cyfrowy piasek. W trakcie trwania sesji piasek powoli przesypuje się i wypełnia tarczę, dając nam bardzo delikatny, intuicyjny sygnał wizualny o upływie czasu. Nie ma tu ciągłego sprawdzania, czy zostało nam jeszcze 12 czy 11 minut. Widzimy po prostu płynny ruch.
Co więcej, projektantka zadbała o cudowny detal sensoryczny – kiedy weźmiemy urządzenie do ręki i zaczniemy nim obracać, cyfrowe ziarenka reagują na ruch i naturalnie przesypują się po ekranie, dając ogromną satysfakcję dotykową, ale bez migających animacji.

Funkcjonalnie sprzęt został zaprojektowany tak, by elastycznie dopasować się do naszego trybu pracy. Sesje skupienia możemy ustawiać w bardzo szerokim przedziale – od krótkich, 5-minutowych sprintów na szybkie przejrzenie dokumentów, aż po pełne, dwugodzinne bloki głębokiej pracy twórczej.
Największą zaletą tego gadżetu jest jednak fakt, że jest to urządzenie całkowicie samowystarczalne. Nie potrzebuje do działania aplikacji na smartfonie, nie ma połączenia z siecią, nie wyświetla powiadomień i nie kusi nas żadnym podglądem wiadomości. Po prostu stawiasz je na biurku, odsuwasz telefon na drugi koniec pokoju i zyskujesz czystą przestrzeń do pracy bez rozpraszaczy.
Autorka projektu podeszła z ogromną dbałością nie tylko do samego interfejsu, ale również do formy fizycznej. Kiedy Immersion kończy odliczanie i przechodzi w stan spoczynku, odkładamy je na dedykowaną stację ładującą. Baza ta przypomina swoją formą rzeźbiarską kompozycję z gładkich, układanych na sobie kamieni harmonii. Dzięki temu, gdy urządzenie nie odmierza czasu, staje się minimalistyczną, wręcz medytacyjną ozdobą biurka. Do zestawu przewidziano też mały, materiałowy pasek, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by przypiąć je do torby i zabrać ze sobą do biblioteki, ulubionej kawiarni czy przestrzeni coworkingowej.
Chciałabym postawić ten gadżet na swoim biurku, ale nie mogę
Niestety, na tym idealnym obrazku pojawia się jedna, dość spora rysa. Immersion jest na ten moment wyłącznie projektem akademickim. Carrie Lee stworzyła dopracowane trójwymiarowe rendery oraz w pełni działający prototyp w ramach swojej pracy dyplomowej, jednak urządzenie nie trafiło jeszcze do masowej sprzedaży komercyjnej. Nie wiadomo też, czy w ogóle do tego dojdzie.

Szkoda, bo to mogłoby być najbardziej minimalistyczne i wyciszające urządzenie, z jakim się ostatnio spotkałam i naprawdę chętnie postawiłabym je na swoim biurku. Zapewne nie tylko ja, bo coraz więcej osób ma problem ze skupieniem i higiena pracy, a to małe urządzonko mogłoby tu pomóc. I to bez zaawansowanej technologii i AI, tylko za pomocą czegoś tak niepozornego, jak cyfrowy piasek.
