O tej kradzieży było głośno. Zrabowali starożytne skarby z muzeum w 48 godzin!

Zlecenie na rabunek bezcennych skarbów z Muzeum Irackiego złodzieje dostali już w 1990 roku, w czasie pierwszej wojny w Zatoce. Swój plan zrealizowali po trzynastu latach w ciągu zaledwie 48 godzin.
Muzeum Irackie w Bagdadzie / fot. Osama Shukir Muhammed Amin FRCP, CCA-SA-4.0
Muzeum Irackie w Bagdadzie / fot. Osama Shukir Muhammed Amin FRCP, CCA-SA-4.0

Najpierw wiadomość podał Reuters, a za nim powtórzyły ją wszystkie światowe media: między 10 a 12 kwietnia 2003 roku z Muzeum Irackiego w Bagdadzie skradziono 170 tysięcy zabytkowych przedmiotów — pamiątek po starożytnych cywilizacjach Sumerów, Babilonii i Asyrii. Wśród nich najstarsze na świecie wizerunki ludzkich twarzy, pierwsze rzeźbione kamienne wazy oraz setki dzieł, których fotografie znajdują się w każdej encyklopedii sztuki.

Rozpoczęta 20 marca 2003 roku tzw. II wojna w Zatoce Perskiej, której celem było zdobycie Bagdadu i obalenie Saddama Husajna, oznaczała prowadzenie konfliktu zbrojnego na najbogatszym w starożytne zabytki terytorium świata. Pięć tysięcy lat nieprzerwanego osadnictwa w dawnej Mezopotamii pozostawiło po sobie ponad 12 tysięcy stanowisk archeologicznych, w tym 600 bezcennych tellów, czyli miejsc, gdzie nowe miasta budowano na ruinach starych. Tylko niespełna 5 procent z nich zostało dokładnie przebadanych przez archeologów. Mimo to znalezione tam dzieła sztuki wystarczyły, by w latach 20. XX wieku w Bagdadzie powstało jedno z najwspanialszych muzeów sztuki starożytnej na świecie. Gdy 9 kwietnia 2003 roku pierwsze amerykańskie oddziały weszły do Bagdadu, nie wysłano do jego ochrony – wbrew międzynarodowym konwencjom – ani jednego żołnierza.

„Jak amerykańska armia mogła do tego dopuścić?” – krzyczały tytuły na pierwszych stronach gazet, przypominając, że kiedy w muzeum trwał „rabunek tysiąclecia”, żołnierze US Army zajmowali się pilnowaniem irackiego ministerstwa ds. ropy naftowej. Nie zginął z niego ani jeden dokument. Tymczasem spustoszenie w muzeum naukowcy porównywali do jednoczesnego zniszczenia Luwru, florenckiej galerii Uffizi i British Museum.

INDIANA JONES Z MANHATTANU

Na szczęście dla Amerykanów w odległej o 550 km od Bagdadu Basrze znajdował się człowiek zdolny do podjęcia śledztwa w tej sprawie. Był to czterdziestoparoletni pułkownik Matthew Bogdanos, pseudonim Pitbull. Ten współczesny Indiana Jones posiadał kompetencje, które rzadko uda się zdobyć jednemu człowiekowi: był oficerem marines, prawnikiem, a także absolwentem filologii klasycznej i historii sztuki. Pochodzący z rodziny o greckich korzeniach (co miało duży wpływ na jego zainteresowanie antyczną sztuką), po odejściu ze służby w marines został zastępcą prokuratora okręgowego na Manhattanie, by powrócić do wojska po zamachach 11 września, kiedy to jego dom, stojący przecznicę od WTC, został poważnie uszkodzony i nie nadawał się do zamieszkania.

Po misji w Afganistanie pułkownika skierowano do Iraku, gdzie jego interdyscyplinarny 17-osobowy oddział miał zabezpieczać ślady kryminalistyczne w miejscach zamachów na amerykańskich żołnierzy, identyfikować zakonspirowanych zwolenników Husajna oraz szukać ukrytej broni i pieniędzy.

15 kwietnia 2003 roku do Bogdanosa podeszła w Basrze amerykańska dziennikarka i z wściekłością wyrzuciła z siebie: „Wy tu, dupki, szukacie broni i pieniędzy, a w Bagdadzie splądrowano właśnie najwspanialsze muzeum na świecie!”. Gdy pułkownik zorientował się, o czym kobieta mówi, natychmiast ruszył do przełożonych po zgodę na przerzucenie jego oddziału do stolicy Iraku.

Kilkanaście dni później Matthew Bogdanos przemierzał cuchnący, źle oświetlony korytarz Muzeum Irackiego, pełen szkła, potrzaskanych sarkofagów i obtłuczonych głów starożytnych posągów. Obraz zniszczeń był po prostu przerażający, ale coś tu się nie zgadzało. Jako wytrawny prokurator Bogdanos natychmiast zauważył, że w muzeum grasowały bardzo różne grupy rabusiów.

Pierwszą stanowili amatorzy, który próbowali wynieść, co się da, nie mając żadnego pojęcia o wartości rabowanych dzieł. Ich łupem padło głównie wyposażenie muzeum: komputery, kamery, klimatyzatory i meble. Gdy po splądrowaniu 120 pomieszczeń biurowych rabusie dotarli do 28 galerii, ich agresja nieco opadła. Zniszczono co prawda ponad dwadzieścia rzeźb, niektóre próbowano wynieść z muzeum, lecz tylko w 28 gablotach (na 451) z najcenniejszymi zbiorami rozbito szyby. Jednak aż 450 gablot zostało ogołoconych. I to niewątpliwie przez profesjonalistów, którzy dobrze wiedzieli, czego szukać.

I tak z jednej z gablot, w której znajdowało się 27 pokrytych pismem klinowym cegieł z czasów sumeryjskich, zniknęło tylko 9 sztuk – te najcenniejsze. Co więcej, na wielu gablotach nie znaleziono śladów włamań, a nawet odcisków palców. Mogło to oznaczać tylko jedno: rabusie mieli do nich klucze. Nie wiadomo, czy zabrali je z biur, czy zmusili personel muzeum do ich wydania, czy po prostu zaopatrzyli się w nie wcześniej, korzystając . z wieloletniego administracyjne- & go bałaganu panującego w tej instytucji. Istnieje też możliwość, że pracownicy muzeum współdziałali z rabusiami, a do kradzieży najcenniejszych zbiorów doszło na długo przed amerykańską inwazją. Skarby mógł też zrabować Saddam Husajn, jego synowie lub inni wysocy funkcjonariusze rządzącej partii Baas. Muzeum nie było bowiem przez długi czas udostępniane publiczności, w ostatnim roku otwarto je tylko w dniu urodzin dyktatora.

LISTA ZAKUPÓW SZALONEGO KOLEKCJONERA

W ciągu kolejnych dni ekipa płk. Bogdanosa dokonała dokładnych oględzin każdej z 28 sal muzeum, starając się zebrać jak najwięcej śladów kryminalistycznych i informacji od personelu oraz kierownictwa muzeum. Pitbull szybko wyczuł, że Irakijczycy coś przed nim ukrywają. Nie dość, że wyjątkowo opieszale przystąpili do odtwarzania katalogu zbiorów muzeum (komputerowa ewidencja została zniszczona lub skradziona razem ze sprzętem, a papierowa częściowo spalona), to jeszcze wiele udzielanych mu przez różne osoby informacji było ze sobą sprzecznych. Według jednych te same dzieła sztuki zostały zrabowane, według innych – ukryte w bezpiecznym miejscu. Jakim – tego Bogdanosowi nikt nie chciał wyjawić.

Mimo tych przeszkód pułkownik sporządził szybko listę najcenniejszych skarbów Muzeum Irackiego, które zniknęły bez wieści (patrz ramka). Spis obejmował 41 pozycji. „Wygląda jak plan zajęć na pierwszym roku historii sztuki – stwierdził Bogdanos. – Albo jak dobrze przygotowana lista zakupów jakiegoś szalonego kolekcjonera”.

Stworzenie listy miało ogromne znaczenie, ponieważ w tym momencie można było rozesłać informacje i fotografie do Interpolu, FBI, UNESCO i służb celnych.

Szczególnie liczono na informacje z graniczącej z Irakiem Jordanii, która leżała na głównym szlaku przemytu zabytków.

Katalog bagdadzkiego muzeum, który stanowił podstawę dla spisu Bogdanosa, liczył 170 tysięcy pozycji. Tę właśnie cyfrę korespondent Reutersa błędnie podał jako liczbę skradzionych dzieł. Nikt nie byłby w stanie wynieść tylu rzeczy z muzeum w ciągu 48 godzin, nie wszystko też zostało skradzione. W sumie zbiory Muzeum Irackiego liczyły ponad pół miliona artefaktów (na jednej karcie katalogowej mogło znajdować się kilka artefaktów). „Z tego, co mamy, moglibyśmy stworzyć 15 takich placówek” – stwierdził Donny George Youkhanna, współpracujący z płk. Bogdanosem dyrektor generalny irackich muzeów.

Na ekspozycjach wystawiano jedynie jedną siódmą wszystkich zabytków. Reszta spoczywała w magazynach, pracowniach konserwatorskich lub innych miejscach na terenie muzeum. Czy i tam weszli rabusie?

Matthew Bogdanos postanowił sprawdzić jeden z magazynów zawierających kolekcję złotych monet i cylindrycznych pieczęci. Pęk kluczy do stalowych drzwi miała ze sobą dyrektor Nawala Al-Mutwali, jednak żaden nie pasował. Po kilku nieudanych próbach dyrektor ujawniła, że do magazynu jest jeszcze jedno wejście, od lat zamurowane. Po dotarciu na miejsce stało się jasne, że ktoś wyjawił rabusiom tajemnicę. Mur był rozbity, a dodatkowa krata zabezpieczająca otwór – wygięta.

Pułkownik ostrożnie wślizgnął się do środka, pamiętając, że złodzieje mogli zostawić wewnątrz „niespodzianki” w postaci ładunków wybuchowych, jakich pełno w Iraku. Zastał jednak tylko porozrzucane na podłodze pudełka.

Jak się później okazało, przechowywano w nich kilka tysięcy kamiennych pieczęci do pisma klinowego. Ocalało jedynie kilkaset sztuk.

Najdziwniejsze było to, że złodzieje nie naruszyli stojących pod ścianami magazynu szaf, zawierających bezcenną kolekcję 100 tysięcy starożytnych monet – wartość niektórych złotych egzemplarzy oceniano na 250 tysięcy dolarów. Bogdanos szybko ustalił, dlaczego tak cenny łup pozostał nietknięty. Złodziejom wyczerpały się baterie w latarkach – w czasie wojny był to trudno dostępny towar. Przyświecali więc sobie, podpalając płaty pianki poliuretanowej, którą zabrali z głównych galerii (służyła tam do zabezpieczania antycznych rzeźb). Pośpiech, ciemność i duszący dym spowodowały, że w zamieszaniu któryś ze złodziei zgubił klucze do szaf z monetami – pułkownik odnalazł je w stercie porzuconych pudeł. Nawet profesjonalni rabusie popełniali szkolne błędy. Była więc nadzieja, że popełnią ich więcej.

Po około dwóch tygodniach przeszukiwania muzeum ekipa pułkownika Bogdanosa oszacowała liczbę zaginionych dzieł na 11-15 tysięcy. Połowę stanowiły kamienne pieczęcie. Teraz należało zrobić wszystko, by jak najwięcej skradzionych artefaktów odzyskać.

SKARB ZNALEZIONY W ŚCIEKACH

Nieoczekiwanym rezultatem misji płk. Bogdanosa i jego ekipy było odnalezienie skarbu, którego wartość jest porównywalna ze znaleziskami z grobowca faraona Tutenchamona: skarbu z Nimrud. Iraccy archeolodzy odkryli w latach 1988— -1989 kilka tysięcy złotych ozdób z grobowców czterech królowych pochowanych pod podłogą haremu asyryjskiego pałacu. Żadna z firm asekuracyjnych nie odważyła się na ubezpieczenie skarbu, nie był więc nigdy pokazywany poza granicami Iraku. Nikt też przez długi czas nie wiedział, gdzie jest przechowywany.

Wspólne śledztwo płk. Bogdanosa i dziennikarza National Geographic Jasona Williamsa doprowadziło ich do zalanych podziemi Banku Centralnego Iraku w Bagdadzie. Po wypompowaniu z nich 19 milionów litrów wody i ścieków znaleziono skrzynie, w których znajdowało się łącznie 7360 przedmiotów: oprócz skarbu z Nimrud był tam przechowywany również tzw. skarb z Ur. Ich łączna wartość jest porównywalna jedynie z królewską kolekcją z londyńskiej Tower.

W 2008 roku na precjoza pochodzące ze skarbu z Nimrud natknął się były dyrektor muzeów irackich Donny George Youkhanna. Znajdowały się z w katalogu firmy aukcyjnej Christie’s w Nowym Jorku. Trwa dochodzenie, jak się tam w ogóle znalazły.

METODA „NA HERBATĘ”

„Będziecie chodzili po meczetach, knajpach, bazarach i szukali informacji. Wypijecie każdą zaproponowaną wam filiżankę herbaty, choćbyście nawet widzieli, że facet nabiera wody z Tygrysu i pluje do niej. Powiecie »szukran« (po arabsku – dziękuję) i wypijecie z uśmiechem, choćbyście mieli się zesrać. Po to właśnie wynaleziono imodium” – takie rozkazy dostali od Pitbulla jego podwładni. Zasada była prosta – ludzie Bogdanosa nie odmawiali herbaty, i sami nią częstowali Irakijczyków, gdy przychodzili w sprawie skradzionych skarbów.

Pułkownik postarał się też, by amerykańskie dowództwo ogłosiło amnestię dla wszystkich, którzy dobrowolnie zwrócą zabrane z Muzeum Irackiego

zabytki. Po jakimś czasie pod bramę muzeum podjechała pierwsza furgonetka, przywożąc jedną z dwóch miedzianych głów byków ze świątyni Ninhursag oraz metrowy posąg króla Salmanasara III. Kolejny „znalazca” przyniósł 46 zabytkowych przedmiotów, a potem „dorzucił” jeszcze plastikowy worek, w którym znajdował się liczący 7 tysięcy lat gliniany dzban. Od tej pory przy bramie muzeum cały czas dyżurował ktoś z ekipy Pitbulla z czajnikiem i nie było dnia, by do muzeum nie wracały kolejne zaginione artefakty.

Coraz skuteczniejsze były też kontrole drogowe. W czasie sprawdzania jednej tylko furgonetki odnaleziono 465 zabytków, w większości glinianych tabliczek z pismem klinowym, pieczęci i amuletów. Przemytnicy wpadali też na lotniskach. Co ciekawe, było wśród nich kilku dziennikarzy i pracowników technicznych największych amerykańskich stacji telewizyjnych.

Pod obserwację trafili też handlarze sztuką z Londynu, Paryża i innych europejskich miast. W sumie odzyskano ponad trzy tysiące przedmiotów.

Mimo prowadzonych od ponad 11 lat poszukiwań los kilku tysięcy zabytków skradzionych z Muzeum Irackiego wciąż pozostaje nieznany.

ZAGINIONE SKARBY

Pułkownik Bogdanos sporządził listę największych skarbów Muzeum Irackiego, które zniknęły bez wieści. Obejmowała m.in.:

1. Wazę z Uruk, najstarsze rzeźbione kamienne naczynie rytualne świata

2. Maskę z Uruk, (tzw. maskę bogini Inanny), pierwsze naturalistyczne wyobrażenie ludzkiej twarzy w rzeźbie

3. Złotą głowę byka z harfy królowej Szubad, odkrytą przez archeologa Maxa Mallowana i jego przyszłą żonę Agatę Christie

4. Miedziany posąg z Bassetki, arcydzieło starożytnej sztuki odlewnicze

5. Plakietkę z kości słoniowej, przedstawiającą lwicę atakującą nubijskiego chłopca

6. Dwie miedziane głowy byków ze świątyni Ninhursagz 2500 r. p.n.e.

7. Asyryjskie wezgłowie z kości słoniowej

8. Złoty pojemnik na żar na kółkach, służący do ogrzewania stóp asyryjskiego króla

9. Babiloński kamień graniczny

10. Liczący 4,5 tysiąca lat posąg króla Entemena z Lagasz

11. Pięć głów z Hetry