Matka właśnie skończyła zmywać po obiedzie i zamierzała wyciągnąć się na kanapie. Poszła jeszcze sprawdzić, jak jej osiemnastoletniemu synowi idzie naprawianie    samochodu. Kiedy weszła do garażu, zauważyła niebezpiecznie przechylający się lewarek, który zaraz mógł spuścić kilkusetkilogramowe auto na klatkę piersiową jej syna. Ledwo zdążyła wykrzyknąć imię chłopaka, gdy lewarek się zachwiał. Świadomość, że syn jest w niebezpieczeństwie, wywołała w niej olbrzymi gniew na auto. Ów gniew był tak potężny, że „zrodził w jej wnętrzu siłę i nagłą falą wypełnił jej barki, ramiona i ręce”. Kobieta uniosła przód samochodu na tyle, aby syn mógł się spod niego wyślizgnąć. Nic poważnego mu się nie stało.

William Gray DeFoore, amerykański psychoterapeuta i coach, prezes Institute for Personal and Professional Development w Dallas, przytaczając tę historię w książce „Złość”, podkreśla: „Ten przykład pokazuje, jak wielka fizyczna siła drzemie w złości. Złość jest silnym, naturalnym i pozytywnym uczuciem, istniejącym po to, aby nas chronić. Nie musi nikomu wyrządzać krzywdy i nie musi prowadzić do agresji”. Jak dowodzi DeFoore, „to energia emocjonalna, której możemy używać do budowania i podtrzymywania zdrowych granic”.

 

Syndrom szybkowaru

Dziwne? Faktycznie, od dzieciństwa słyszymy, że złość jest zła. Gdy się wściekamy, rodzice wysyłają nas do pokoju, byśmy się uspokoili, w szkole za jej okazywanie dostajemy nagany. Współczesne społeczeństwo nastawione jest na tłumienie tego uczucia. Wciąż słyszymy: uspokój się, zachowuj się, przestań się denerwować. Tymczasem – jak przekonują psychologowie – tłumienie złości jest w ostatecznym rozrachunku gorsze (i dla naszego otoczenia, i dla nas samych) niż eksplozja negatywnych emocji.

Na początku trudno to przyjąć. Beata, 32-latka spod Warszawy, wciąż ma z tym problem i to mimo kilku spotkań z terapeutą. Na co dzień spełnia się jako matka i nauczycielka w podstawówce. Rok temu wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim. Gdy tylko kończy uczyć, zajmuje się dzieckiem, gotuje i sprząta. Często odczuwa frustrację. „Bywam wściekła, ale tego nie okazuję. Nawet nie mam na kogo nawrzeszczeć. Na dzieci w szkole? Zaraz doniosą na mnie dyrektorce. Na męża? Nigdy go nie ma, prowadzi firmę przewozową i wraca do domu tylko na weekendy” – opowiada. Beata łapie się na tym, że coraz częściej tłumiona frustracja uwalnia się w najmniej przewidzianym momencie i  zupełnie bez powodu. „Mój syn wylewa wodę, w której płukał pędzelki po malowaniu farbami, a ja krzyczę  na niego do  chwili, aż zacznie szlochać” – przyznaje. „Potem jest mi głupio, że tak wybuchłam, bo przecież w rzeczywistości nic strasznego się nie stało. Moja wściekłość jest niewspółmierna do okoliczności”. Wybuchy tylko pogłębiają jej  frustrację. Ostatnio zaczęła mieć problemy ze snem, nie mówiąc o chronicznym zmęczeniu.

To, co odczuwa Beata, to symptomy „ukrywanej złości”. DeFoore twierdzi, że złości możemy zaprzeczać całymi tygodniami czy miesiącami, ale ona i tak w końcu da o sobie znać. Z psychologicznego punktu widzenia kobieta cierpi  na syndrom szybkowaru. Żałując każdego wybuchu złości, za każdym następnym razem próbuje go zdusić. Działa to na takiej samej zasadzie jak szybkowar. „Jesteśmy w stanie wyprzeć lub zdusić naszą złość na jakiś czas, ale jeśli nie  pozwolimy od czasu do czasu wypuścić trochę pary, ciśnienie będzie tak wysokie, że spowoduje eksplozję. Może to być
zarówno niewielka eksplozja, jak i agresywny napad szału” – tłumaczy William DeFoore.

 

Objawem tłumionej złości – obok napadów wściekłości – są choroby. Najczęstsze to choroby serca, spowodowane zwiększonym wydzielaniem katecholamin (hormonów stresu), czyli noradrenaliny i adrenaliny. Ta pierwsza odpowiada za kurczenie się naczyń krwionośnych, druga za przyspieszoną akcję serca. „Gdy tłumimy gniew, poziom katecholamin podnosi się. Narastanie emocji, które nie znajdują ujścia, wiąże się z nasileniem ryzyka choroby wieńcowej, niedokrwienia mięśnia serca i zawału” – przestrzega prof. Teresa Widomska-Czekajska, kardiolog.

Największe badanie na ten temat, przeprowadzone w Stress Research Institute w Sztokholmie, trwało kilkanaście   lat. Wzięło w nim udział prawie 3 tys. zdrowych mężczyzn. Przeszli serię testów, pytano ich, jak radzą sobie z konfliktami w pracy, a po kilkunastu latach ponownie sprawdzano ich stan zdrowia. Okazało się, że w ciągu ośmiu lat na  2755 osób 47 miało zawał lub zmarło. Ci, którzy radzili sobie z konf liktami przemilczając je, byli dwa razy bardziej narażeni na atak serca lub śmierć z powodu choroby mięśnia sercowego, niż ci, którzy od razu mierzyli się z problemową sytuacją. „Już wcześniejsze badania wykazywały związek między tłumionym gniewem a ryzykiem ataku serca,  zaskoczeniem jednak było, że związek ten jest aż tak silny” – mówi prowadzący te badania dr Constanze Leineweber.

Oprócz kardiologów sporo na temat skutków tłumionej złości mają do powiedzenia psychologowie, psychiatrzy i immunolodzy. Jak wynika z doświadczeń Maurizia Favy i Jerrolda Rosenbauma, specjalistów badających skutki gniewu z Massachusetts  General Hospital, efektem narastającej w nas cichej złości może być depresja, wpływająca na zmniejszenie wydajności systemu odpornościowego. To dlatego wieczne podenerwowanie powoduje nie tylko ciągłe zmęczenie, ale też może być przyczyną na przykład przeziębień.

William DeFoore pisze również o związanym z ukrytym gniewem zjawisku zinternalizowanej złości lub nienawiści do samego siebie, które prowadzi do myśli lub zachowań samobójczych. Ukryta złość może spowodować ujawnienie się fobii, urojeń, a nawet psychozy.

 

Gniew kontrolowany. Okazywanie złości wielu już ułatwiło awans

Jean-Yves Arrivé, francuski menedżer i coach, w książce „Jak przeżywać emocje” przytacza historię Erica,  menedżera zatrudnionego w korporacji. On i jego zespół otrzymali plan pracy na następne tygodnie. Eric uznał, że  został pokrzywdzony. Przez całą przerwę na kawę dawał upust swojej złości. „Jestem kawalerem i jak zwykle muszę  pracować dłużej, szef  mnie wykorzystuje, mam tego powyżej uszu, jeszcze mnie popamięta” – odgrażał się.

 

Kwadrans później w obecności dyrektora Eric tylko mruczał pod nosem, rzucał nienawistne spojrzenia, zdawkowo  odpowiadał  na pytania. Arrivé tłumaczy: „Eric złości się w samotności, zamiast wyrazić adekwatne emocje, które pozwoliłyby mu na nawiązanie dialogu z dyrektorem. Tymczasem odważne mówienie o tym, co się czuje (niekoniecznie krzycząc), w sposób konstruktywny, jest kluczem do sukcesu i umocnienia swojej pozycji w zespole”. Arrivé – podobnie  jak DeFoore – potwierdza, że zbyt często słyszymy porady w stylu:  „Nie okazuj w pracy uczuć, mogą się oneobrócić  przeciwko tobie”.

Tymczasem wyrażanie autentycznych emocji jest konieczne. Kamienna twarz przed niczym nas nie ochroni, a sprawi jedynie, że będziemy źle się czuć i odetniemy się od prawdziwych relacji. Potwierdzają to badania prof. George’a Vaillanta z Harvard Medical School. Naukowiec kierował trwającym aż 44 lata eksperymentem, w którym wzięło udział 824 ochotników. Zespół składający się z psychologów i psychiatrów od 1965 r. śledził zawodowe i prywatne losy tych osób, poszukując cech charakteru sprzyjających lub przeszkadzających w osiągnięciu satysfakcji życiowej.

Okazało się, że ci, którzy na co dzień tłumili frustrację, byli trzykrotnie bardziej narażeni na rozczarowania w życiu osobistym i trzy razy rzadziej awansowali. – Cała mądrość – uważa Vaillant – polega nie na tym, by gniew opanować, ale by skierować go w odpowiednią stronę. Jeśli potrafimy zidentyfikować i wykorzystać gniew do własnych celów, uda nam się wiele osiągnąć – twierdzi naukowiec.  Z jego obserwacji wynika, że negatywne emocje skupiają naszą uwagę na szczegółach, co czyni z nas dobrych pracowników. Jeśli w miejscu pracy od czasu do czasu okażemy gniew, nie tracąc przy tym szacunku do osób, z którymi pracujemy, w dłuższej perspektywie doprowadzi nas to do awansu. Ponad 55 proc. ludzi biorących udział w eksperymencie stwierdziło, że okazywanie złości przyniosło im w życiu korzyści. Przekładało się to zarówno na awanse w pracy, jak i poprawę emocjonalnej bliskości z rodziną.

 

No drama Obama

Doradcy prezydenta USA walczyli, by pokazać wściekłego Obamę

Okazywanie emocji wzmacnia siłę przekazu. Ich brak czyni go często niewiarygodnym. Tę tezę potwierdza wpadka ex-prezydenta Baracka Obamy, który zbyt spokojnie zareagował na wyciek ropy na platformie wiertniczej koncernu BP. W rezultacie Amerykanie byli niezadowoleni z tego, jak prezydent radzi sobie z kryzysem. Czy on w ogóle się przejmuje? Czy zdaje sobie sprawę z rozmiaru katastrofy? W ciągu tygodnia po wycieku słupki popularności byłego prezydenta spadły o rekordowe 20 proc. Przylgnęła do niego etykietka „No drama Obama”.

 

Jego doradcy postanowili więc nieco podkręcić wizerunek „wściekłego” mężczyzny. „Po prostu zatkajcie tę cholerną dziurę” – rzucił prezydent na konferencji w miesiąc po katastrofie. W wywiadzie dla NBC Today zaczął podkreślać z kolei, że gdyby decyzja należała do niego, to szef BP już byłby zwolniony. Tłumaczył, że jego spokojne zapoznawanie się z faktami nie oznacza braku zainteresowania. Agresywna była zresztą cała retoryka tego wywiadu. W pewnym  momencie Obama stwierdził na przykład: „Spędzam tyle czasu z ekspertami, ponieważ to oni mogą znać odpowiedź na pytanie: komu należy za tę katastrofę skopać dupę”.

Rzecznik Białego Domu na każdym kroku podkreślał, że prezydent jest wściekły. Gdy dziennikarze drążyli temat, dopytując, jak rzecznik rozpoznaje tę wściekłość, tłumaczył mało przekonująco, że na spotkaniach prezydent „ma zaciśnięte szczęki, i powtarza, że trzeba zrobić wszystko, co się  da”. Jednak to wystarczyło, by Amerykanie przestali obwiniać swojego prezydenta o niefrasobliwość.

 

Gniew mobilizuje


Ogłoś rozejm ze swoją złością

Nieważne, czy autentyczny, czy pozorowany – gniew wzmacnia przekaz i mobilizuje innych do działania. Potwierdza to specjalista medycyny rodzinnej Anna Rybarczyk, na co dzień pracująca w przychodni Medeor w Lesznie. „Pacjenci często ignorują zalecenia lekarza, gdy widzą, że ten nie okazuje emocji. Kiedy przychodzi do mnie pacjentka, której  dwa miesiące temu zapisałam leki na miażdżycę, a ona ich nie bierze, bo „czuje się dobrze” albo „wyniki badań się poprawiły”, to muszę w ostrych słowach wytłumaczyć jej, że naraża w ten sposób swoje życie. Bo nieleczona systematycznie miażdżyca prędzej czy później zatka naczynia krwionośne i doprowadzi do zawału. Co ciekawe, dopiero gdy okażę złość na nieodpowiedzialne zachowanie pacjentów, zaczynają brać moje zalecenia do serca i regularnie przyjmować leki” – wyjaśnia dr Rybarczyk.

 

Tak jak lekarze potrafią przekuwać złość w skuteczną terapię (oczywiście nie doprowadzając do skoków ciśnienia u pacjentów), tak i każdy z nas jest w stanie sprawić, by jego złe emocje stały się emocjami dobrymi. Pierwszym krokiem do konstruktywnego sterowania nimi, jak twierdzi DeFoore, jest ogłoszenie „rozejmu ze swoją złością” – dopóki nie przyjmiemy jej jako wartościowej części siebie, będziemy w nieustannym konflikcie z samym sobą. A kłócąc się z samym sobą, trudno niestety wyjść z siebie, trzaskając drzwiami.


Krótki kurs BHP, czyli jak bezpiecznie wyładować złość

1. Stwórz w wyobraźni obraz złości – jako chmury, ognia, pięści, czegokolwiek, co wyda ci się odpowiednie. wdychaj powietrze głęboko do brzucha i wydychaj powoli, wyobrażając sobie, jak obraz złości rośnie, aż wyjdzie poza granice twojego ciała. Nie przestawaj do momentu, gdy wyobrażenie stanie się tak wielkie, że zniknie.

2. Stwórz w wyobraźni przerysowany obraz kogoś lub czegoś odzwierciedlającego twoją złość. To może być tornado pustoszące pola, gigantyczny stwór łapiący pioruny z nieba i miotający nimi lub cokolwiek, co pobudzi twoją wyobraźnię. pamiętaj, aby fantazja nie zawierała przemocy!

3. Kiedy twoja złość się ujawni, zapisz w notesie swoje uczucia. Nie cenzuruj i nie redaguj pisanego tekstu, bo nie osiągniesz pełnego wyładowania złości. wyładowanie na papierze pozwoli ci potem przyjrzeć się swoim uczuciom chłodno i racjonalnie.

4. Jeśli czujesz, że zaraz wybuchniesz, a jedziesz samochodem, zatrzymaj się, zamknij okna i głośno wykrzycz swoją frustrację.

5. Powieś w gabinecie lub w garażu gruszkę bokserską lub worek treningowy wypełniony piaskiem. działa na złość jak piorunochron. Tylko nie zapomnij o profesjonalnych rękawicach!

Na podstawie: William Gray DeFoore Złość. Opanuj ją, uzdrawiaj nią, powstrzymaj ją, zanim cię zadręczy na śmierć, Wyd. Bellona 2007.