
Rekordowa ilość energii zmagazynowanej w oceanach
Badacze wskazują, że w górnych dwóch kilometrach oceanów przybyło około 23 zettadżuli energii w porównaniu z 2024 rokiem. Zettadżul to liczba z 21 zerami, a taka ilość ciepła mogłaby zaspokoić globalne zapotrzebowanie energetyczne ludzkości przez wiele lat. To niepokojące tempo akumulacji nie dotyczy wybranych akwenów, lecz przybrało charakter globalny.
Czytaj też: Niepokojący mrok w głębi oceanu. Naukowcy badają nowe zjawisko
Aż 33 procent powierzchni wszystkich mórz i oceanów doświadczyło w ubiegłym roku jednej z trzech najwyższych temperatur od początku regularnych pomiarów w 1958 roku. Jeszcze bardziej wymowne jest to, iż dla 57 procent powierzchni wód, rok 2025 znalazł się w pierwszej piątce najcieplejszych okresów. Szczególnie mocno ocieplenie dotknęło tropikalny i południowy Atlantyk, Morze Śródziemne, północną część Oceanu Indyjskiego oraz wody okalające Antarktydę. Regiony te mają kluczowe znaczenie dla globalnej cyrkulacji oceanicznej, a więc i dla kształtowania pogody na całej planecie.
Co napędza przyspieszone ocieplanie się oceanów?
Głównym winowajcą jest, oczywiście, rosnące stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze, które zatrzymują więcej energii słonecznej. Nauka zwraca jednak uwagę na drugi, mniej oczywisty czynnik. Chodzi o zmniejszenie emisji aerozoli siarczanowych, drobnych cząstek powstających przy spalaniu paliw kopalnych, które wcześniej częściowo odbijały promieniowanie słoneczne z powrotem w kosmos. Paradoksalnie, walka z zanieczyszczeniem powietrza, choć niezbędna, na krótką metę może nieznacznie przyspieszyć ocieplenie.
Tempo, w jakim oceany gromadzą ciepło, wyraźnie rośnie. W ciągu ostatnich sześciu dekad średnio przyjmowały one 0,14 wata dodatkowej energii na metr kwadratowy co dziesięć lat. W ostatnich dwudziestu latach (2005-2025) wartość ta wzrosła ponad dwukrotnie, do 0,32 wata. To potwierdza szacunki dotyczące nierównowagi energetycznej Ziemi, gdyż planeta pochłania dziś znacznie więcej ciepła, niż jest w stanie oddać.
Globalne ocieplenie oceanów w 2025 roku postępowało w niezmniejszonym tempie w odpowiedzi na zwiększone stężenia gazów cieplarnianych i niedawne redukcje aerozoli siarczanowych, odzwierciedlając długoterminową akumulację ciepła w systemie klimatycznym – relacjonują autorzy publikacji
Niestety, ten proces nie zatrzyma się z dnia na dzień. Oceany mają olbrzymią pojemność cieplną i magazynują energię przez dziesięciolecia, by stopniowo oddawać ją do atmosfery, wpływając na klimat przez wiele lat.
Paradoksalny spadek temperatury powierzchniowej wód
Analiza danych z 2025 roku pokazuje pozornie sprzeczny obraz. Średnia temperatura powierzchni mórz była wyższa o 0,49°C od średniej z lat 1981-2010, co samo w sobie jest wartością alarmującą. Jednocześnie odnotowano spadek o 0,12°C w stosunku do rekordowego pod tym względem 2024 roku. To właśnie efekt rozwijającej się La Niñi, która chłodzi tropikalne wody Pacyfiku. Mimo tego lokalnego ochłodzenia, ubiegły rok i tak uplasował się na trzecim miejscu w historii pomiarów temperatury powierzchni oceanów. To najlepiej pokazuje siłę długoterminowego trendu: naturalne, cykliczne zjawiska nie są już w stanie go odwrócić, a jedynie czasowo modyfikować.
Czytaj też: Satelity zobaczyły coś, czego nie da się wytłumaczyć wodą. Trop prowadzi 3000 km w dół
Różnica między rekordową zawartością ciepła w głębinach a nieco niższą temperaturą powierzchni ujawnia sedno problemu. La Niña może chwilowo schłodzić wierzchnią warstwę wody, lecz głębiej energia wciąż jest magazynowana w coraz większych ilościach. Ta energia nie znika. Oceany pochłaniają około 90 procent nadmiarowego ciepła związanego z działalnością człowieka, działając jako gigantyczny bufor dla planety. Rekordy z 2025 roku sugerują, że pojemność tego bufora ma swoje granice, a konsekwencje – od bardziej gwałtownych zjawisk pogodowych po wymieranie raf koralowych – staną się coraz wyraźniejsze.