Ziemię bezustannie bombardują ciała kosmiczne. Najczęściej są na tyle niewielkie, że ulegają spaleniu w atmosferze jako meteory. Niekiedy jednak, dzięki większym rozmiarom, mogą dotrzeć do powierzchni Ziemi – wtedy nazywane są meteorytami. Na lądzie pozostawiają ślad w postaci krateru.

Raz na kilkadziesiąt milionów lat w Ziemię uderza meteoryt tak ogromny, że pozostawia krater średnicy kilometrów. Zwykle takie uderzenie powoduje masowe wymieranie gatunków. Taki los spotkał na przykład większość dinozaurów (większość, bowiem zgodnie z dzisiejszą wiedzą ptaki są dinozaurami) pod koniec kredy.

Jednak w Ziemię uderzały także meteoryty jeszcze większe niż ten, który pozostawił krater Chicxulub i przyczynił się do zagłady dinozaurów. Nie za każdym razem taka kosmiczna kolizja kończyła się zniszczeniem większości życia na planecie. Dlaczego tak się dzieje?

Liczy się wnętrze skał

Zbadali to brytyjscy i hiszpańscy naukowcy. Zespół złożony z paleontologów, mineralogów oraz fizyków klimatu przeanalizował ślady 44 uderzeń asteroid na przestrzeni 600 milionów lat. Skupiono się na nowym podejściu – analizowano, ile w wyniku zderzenia mogło powstać pyłów.

W pracy opublikowanej w „Journal of Geological Society” naukowcy twierdzą, że kluczowy jest nie tyle rozmiar asteroidy, ile skład skał, w które uderza. Uderzenie meteorytu w skalenie potasowe zawsze sprowadzało masowe wymieranie. Natomiast nawet większe asteroidy uderzające w skały ubogie w te minerały oszczędzały życie na Ziemi.

Nie dzieje się tak dlatego, że skalenie potasowe są trujące. Złożone z potasu, krzemu i glinu, stanowią najpowszechniej występujące minerały (tworząc niemal 2/3 skorupy ziemskiej). Mają jednak ważną cechę. Ich pyły są niezwykle silnymi jądrami kondensacji lodu.

Jak uderzenie meteorytu wywołuje kataklizm

Gdy uderzenie wyrzuci do atmosfery tysiące ton takich pyłów, powstaje więcej chmur złożonych z kryształków lodu. Przepuszczają więcej słonecznego światła niż chmury złożone z kropelek wody (to dlatego chmury deszczowe są ciemniejsze).

Oznacza to, że przez pewien czas po takiej katastrofie do Ziemi dociera więcej energii słonecznej. To znacząco podgrzewa klimat. Sprawia też, że staje się bardziej czuły na inne czynniki, które mogą podnosić temperaturę (takie jak emisja dwutlenku węgla przez wulkany).

Dziś pyły do atmosfery wysyła ludzkość. Nie wiadomo, jak to się skończy

Dr. Chris Stevenson z Uniwersytetu w Liverpoolu, współautor pracy, tłumaczy: – Od dziesięcioleci naukowców zastanawiało, dlaczego niektóre uderzenia meteorytów sprowadzały masowe wymierania, a inne, równie wielkie, nie. Proponowano wiele mechanizmów, które to wyjaśniały, w tym gigantyczne erupcje wulkaniczne. Ale w przeciwieństwie do uderzeń meteorytów, wulkany nie zawsze sprowadzały zagładę - dodaje.

– Nowa metoda badania warstw pyłów, które pochodzą z uderzeń meteorytów, pozwoliła nam wykazać, że za każdym razem, gdy meteoryt uderza w skały bogate w skalenie potasowe, zachodzi korelacja z masowym wymieraniem – podsumowuje Stevenson.

Dr. Stevenson dodaje, że – jeśli chodzi o skład aerozoli w atmosferze i ich wpływ na klimat – do tej pory zmieniały je tylko uderzenia meteorytów. Dziś podobny mechanizm zachodzi przez działania człowieka. Prócz dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych do atmosfery wysyłamy także aerozole mineralne – czyli właśnie cząstki pyłów.

 

 

Źródła: University of Liverpool, Journal of the Geological Society