powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Od liczenia kroków do cyfrowej hipochondrii. Smartwatche mają swoją ciemną stronę

Jeszcze kilka lat temu smartwatche były głównie elektronicznymi krokomierzami. Dziś nawet moja opaska sportowa analizuje sen, mierzy saturację, monitoruje stres, tętno i to przez całą dobę. Droższe modele mierzą ciśnienie, wykrywają bezdech senny czy wykonują uproszczone badanie EKG. Pozwala to nam na monitorowanie zdrowia i dbanie o organizm, jednak to, co miało dawać poczucie bezpieczeństwa i większej kontroli nad zdrowiem, u coraz większej liczby osób przynosi zupełnie odwrotne efekty.

J
Joanna Marteklas
3h temu·6 minut·
Od liczenia kroków do cyfrowej hipochondrii. Smartwatche mają swoją ciemną stronę
Dodaj Focus.pl jako preferowane źródłoCzęściej pojawimy się w Twoich wynikach wyszukiwania Google

Zamiast spokoju pojawia się lęk. Zamiast motywacji – obsesyjne sprawdzanie parametrów organizmu. Smartwatch, który miał pomagać żyć zdrowiej, zaczyna przejmować kontrolę nad codziennym samopoczuciem.

Smartwatch niepokoi bardziej niż pomaga

Problem dotyczy zarówno osób zdrowych, jak i tych faktycznie zmagających się z chorobami kardiologicznymi. Szczególnie mocno widać to u pacjentów z arytmią czy migotaniem przedsionków. Teoretycznie ciągły monitoring powinien poprawiać bezpieczeństwo. W praktyce bardzo często napędza spiralę stresu. Lekarze kardiolodzy, w tym dr Lindsey Rosman z University of North Carolina School of Medicine, zwracają uwagę, że powiadomienia o nieregularnym rytmie serca czy nietypowym tętnie działają psychicznie jak alarm przeciwpożarowy ustawiony na maksymalną czułość. Nawet jeśli 99% pomiarów jest prawidłowych, pojedynczy niejednoznaczny komunikat potrafi wywołać lawinę stresu, paniczne przeszukiwanie internetu i kolejne pomiary wykonywane praktycznie co kilka minut.

Szczególnie że współczesny użytkownik bardzo rzadko zatrzymuje się na samym odczycie. Teraz dochodzi jeszcze AI. Wystarczy wrzucić zrzut ekranu do chatbota albo wpisać objawy w wyszukiwarkę i… witaj w internetowym piekle diagnoz. Jedna chwilowa anomalia potrafi w pięć minut zamienić się w „czy właśnie umieram?”. Dobra, żeby nie demonizować znów sztucznej inteligencji, to przypomnę, że diagnozy z udziałem wyszukiwarki istniały odkąd takową wprowadzono. Nie bez powodu w sieci pełno jest memów z tym związanych. Mimo wszystko teraz mamy po prostu łatwiejszy dostęp, nie musimy przeszukiwać kilkunastu stron, a otrzymana odpowiedź wydaje się bardzo prawdopodobna, bo AI nawet gdy halucynuje, robi to przekonująco.

Tu dochodzimy chyba do największego błędu w naszym podejściu do zdrowia. Wearables masowo podsyłają nam analizy wszystkiego, co tylko można. W ten sposób my sami zaczynamy patrzeć na nasze ciało jak na aplikację analityczną. Tymczasem organizm nie jest stabilnym procesorem pracującym zawsze na tych samych parametrach. Tętno spoczynkowe może być wyższe po gorszym śnie, alkoholu, stresującym dniu, infekcji, podróży czy nawet późnej kolacji. Gorsza regeneracja nie oznacza automatycznie choroby. Wyższy poziom „stresu” w zegarku nie oznacza załamania układu nerwowego.

Huawei Watch Ultimate Expedition

Większość smartwatchy działa na algorytmicznych estymacjach. Nawet wskaźniki wyglądające bardzo „medycznie” często są po prostu interpretacją danych z tętna, temperatury skóry i ruchu. Problem w tym, że użytkownik widzi konkretną liczbę, więc automatycznie traktuje ją jak obiektywną prawdę. A przecież nawet funkcje posiadające certyfikacje medyczne mają swoje ograniczenia. Jednokanałowe EKG z nadgarstka nigdy nie zastąpi pełnego badania wykonywanego w szpitalu. Smartwatch może coś zasugerować. Nie może postawić diagnozy.

Psychologicznie cały mechanizm działa bardzo podstępnie. Człowiek czuje niepokój, więc zerka na zegarek. Wynik wygląda dobrze, pojawia się ulga. Problem w tym, że mózg szybko uczy się tego schematu. Lęk → sprawdzenie → chwilowe uspokojenie. I tak kilka razy dziennie. Potem kilkanaście. Potem kilkadziesiąt. W końcu nawet już nie zauważamy tego odruchu, bo tak bardzo wszedł nam w nawyk.

Są przypadki osób wykonujących setki pomiarów EKG rocznie tylko dlatego, że organizm zaczął być traktowany jak nieustannie monitorowany projekt technologiczny. Paradoksalnie im więcej danych dostajemy, tym trudniej nam zaakceptować zwykłą biologiczną niepewność. Coraz częściej mówi się też o zjawisku „orthosomnii”, czyli obsesji na punkcie jakości snu wywołanej właśnie przez elektronikę. Ktoś budzi się rano, patrzy na aplikację i widzi słabą regenerację. I nagle cały dzień jest z góry „stracony”, mimo że jeszcze chwilę wcześniej czuł się normalnie.

Technologia lifestyle’owa przebrana za sprzęt medyczny

Często piszę o nowościach wearables, więc zauważam, że przy okazji litanii zdrowotnych funkcji, producenci zawsze dodają adnotację w tylu „to nie jest sprzęt medyczny i nie może zastąpić diagnozy”. Oczywiście na rynku są też takie urządzenia – jak Huawei Watch D – które zyskały odpowiednie medyczne certyfikaty, ale tym razem skupimy się na najpopularniejszych modelach, a te najczęściej takich gwarancji nie dają. Większość smartwatchy powstawała jako urządzenia fitnessowe i lifestyle’owe, a nie pełnoprawny sprzęt diagnostyczny.

Nawet jeśli na stronie adnotacja jest, zwykle pojawia się ona mniejszym drukiem, podczas gdy materiały prasowe krzyczą o rewolucji w monitorowaniu i dbaniu o zdrowie. Producenci pokazują wykresy, alerty zdrowotne i zaawansowane analizy AI, więc użytkownik zaczyna podświadomie traktować zegarek jak miniaturowego lekarza. Tymczasem nawet najbardziej zaawansowane modele nadal operują na uproszczonych modelach interpretacyjnych. One świetnie wychwytują trendy. Gorzej radzą sobie z kontekstem. Dlatego eksperci podkreślają, że najważniejsze są długoterminowe obserwacje, a nie pojedyncze odczyty. Zdrowie to proces, nie ranking punktów zdobywanych każdego dnia.

Ciekawym trendem jest tutaj rosnąca popularność urządzeń bez ekranu, takich jak smart ringi czy opaski typu Whoop. Powód jest bardzo prosty — użytkownik odzyskuje kontrolę nad tym, kiedy chce zobaczyć dane. Bo problemem często nie jest samo monitorowanie zdrowia, ale ciągła ekspozycja na informacje. Smartwatch praktycznie cały dzień przypomina nam o pulsie, stresie, regeneracji, śnie i aktywności. To trochę tak, jakby ktoś nieustannie siedział obok i komentował każdy sygnał wysyłany przez organizm. Nic dziwnego, że część osób zaczyna odczuwać zwykłe psychiczne zmęczenie własnymi statystykami.

Kiedy warto po prostu zdjąć zegarek

Najważniejszy sygnał ostrzegawczy pojawia się wtedy, gdy dobre samopoczucie zaczyna zależeć bardziej od wykresów niż od realnego stanu organizmu. Jeśli sprawdzasz parametry kompulsywnie, pojedynczy alert psuje Ci cały dzień, budzisz się i pierwsze co robisz to analiza snu, odczuwasz lęk bez sprawdzenia danych, albo ciągle konsultujesz wyniki z AI i internetem — to znak, że technologia przestała być narzędziem, a zaczęła sterować Twoim samopoczuciem.

W takich sytuacjach psychologowie często zalecają bardzo prosty krok: ograniczenie monitorowania albo całkowitą przerwę od urządzenia. Czasem zdjęcie smartwatcha na tydzień daje większą ulgę niż kolejny „wynik regeneracji”. W cięższych przypadkach najlepsze efekty daje terapia poznawczo-behawioralna, która pomaga odbudować zdrową relację z własnym ciałem i zaakceptować fakt, że organizm człowieka nie działa według perfekcyjnych algorytmów.

Nie ma niestety jeszcze zbyt wielu badań na ten temat, więc ciężko powiedzieć, kto powinien unikać smartwatchy, a kto nie. Wciąż musimy zdawać się na zdrowy rozsądek.

Technologia ma pomagać, a nie terroryzować

Smartwatche są fantastycznym narzędziem i na pewno łatwo nie pozbyłabym się swojej opaski. Jest świetnym motywatorem do ruchu, pomaga mi w regularnym nawadnianiu i lepszym śnie. Zaawansowane modele są nieodłącznym towarzyszem sportowców, bywają też realnym wsparciem dla pacjentów kardiologicznych i często pozwalają szybciej wykryć problemy zdrowotne. Temu nie da się zaprzeczyć.

Jednak między świadomym dbaniem o zdrowie a cyfrową obsesją istnieje bardzo cienka granica. Technologia powinna nam służyć, a nie odwrotnie. Niestety obecnie (dość ironicznie) urządzenia te, stworzone po to, by dawać poczucie kontroli i bezpieczeństwa, coraz częściej uczą ludzi bać się własnego organizmu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie tędy droga. Musimy pamiętać, że to, co widzimy na ekranie albo w aplikacji to tylko ogólny i najczęściej szacunkowy obraz organizmu, a nie diagnoza medyczna. Jeśli macie wrażenie, że coś jest nie tak, lepiej pójść do lekarza niż popadać w obsesję, bo ta może tylko zaszkodzić.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Dodaj Focus.pl jako preferowane źródłoCzęściej pojawimy się w Twoich wynikach wyszukiwania Google
Udostępnij
FacebookX