W sejmowej uchwale posłowie postanowili docenić pisarza, jezuitę i kaznodzieję, który „zapisał się na kartach historii jako czołowy polski przedstawiciel kontrreformacji, filantrop oraz Ten, który w trosce o Ojczyznę miał odwagę nazwać po imieniu największe polskie przywary (...) [który] nawoływał do zmian postaw rządzących, do reform, by nie doprowadzić Rzeczypospolitej do upadku”. Uchwała wspomina również, że Skarga był jednym z najwybitniejszych twórców polskiego renesansu. Brzmi dumnie. I w zasadzie prawie wszystko się zgadza... Z tym, że prawie robi wielką różnicę. 

Kariera marudy

Większych lub mniejszych niejasności związanych ze Skargą jest sporo. By nie szukać daleko, choćby kwestia nazwiska i pochodzenia. To, pod którym jest znany, to bowiem raczej przydomek rodziny Powęskich, z której się wywodził. Przylgnął do jednego z przodków jezuity w związku z – jak wyjaśniał później jeden ze współbraci księdza Piotra – dość... marudną naturą owego antenata. Miał mu ten przydomek podobno nadać jeden z książąt mazowieckich, którego ten nachodził wiecznie ze skargami i pretensjami o wszystko i do wszystkich.

Nie można również mieć stuprocentowej pewności co do tego, czy Skarga w ogóle był szlachcicem. Co prawda przypisywał sobie takie pochodzenie w życiorysie, sporządzonym przy okazji wstąpienia do Towarzystwa Jezusowego, jednak kilku członków jego najbliższej rodziny musiało starać się o potwierdzenie szlachectwa. A to sugerowałoby, że ich przynależność do stanu rycerskiego nie musiała być dla współczesnych taka oczywista. Co więcej, ojciec księdza Skargi w źródłach występuje niemal zawsze jako mieszczanin. 

Pewne jest natomiast, że późniejszy królewski kaznodzieja przyszedł na świat w lutym 1536 roku w Grójcu na Mazowszu. Jeszcze przed 13. urodzinami stracił rodziców. Jako 16-latek trafił do Akademii Krakowskiej, gdzie po 3 latach uzyskał pierwszy stopień naukowy. Następnie młody Skarga udał się do Warszawy, gdzie zaczął uczyć w szkole przy kolegiacie św. Jana. Był to pierwszy krok w karierze, której dalsze etapy obejmowały: pracę prywatnego nauczyciela syna jednego z senatorów, pobyt na dworach dwóch arcybiskupów, święcenia kapłańskie, funkcję proboszcza i kanonika lwowskiego i – w końcu – wyjazd do Rzymu. Tam w 1569 roku młody polski duchowny rozpoczął nowicjat w zgromadzeniu jezuitów.

Przynależność do Towarzystwa Jezusowego w ogromnym stopniu wpłynęła na Skargę i jego dalsze losy. Gdy na rozkaz swoich przełożonych wrócił do kraju, poświęcił się  pracy duszpasterskiej oraz prowadzeniu i rozbudowie kolejnych szkół jezuickich – najpierw w Pułtusku, potem przez 11 lat w Wilnie (ta szkoła została w jego czasach przekształcona decyzją Stefana Batorego w Akademię) oraz w Połocku i Rydze. W roku 1584 Skarga przybył do Krakowa, gdzie został przełożonym tamtejszego domu zakonnego. Był już wówczas znanym pisarzem religijnym (w roku 1579 ukazały się „Żywoty Świętych”, które okazały się bestsellerem) i kapłanem słynącym z płomiennych kazań. Nic dziwnego, że już 4 lata później otrzymał nominację na stanowisko nadwornego kaznodziei Zygmunta III. Pełnił je niemal do śmierci. Zmarł w Krakowie we wrześniu 1612 roku. 

Gdy jakiś czas później na jo.

NIECH ŻYJE NIETOLERANCJA!

Sejmowa ustawa jedną z zalet księdza Skargi czyni jego zaangażowanie w działalność kontrreformacyjną. I tu właśnie pojawia się problem… Jeśli przyjrzeć się bliżej jego poglądom i działaniom na tym polu, to bardzo trudno nie uznać, że z punktu widzenia dobra państwa – i to nie tylko z naszej, współczesnej, ale także z szesnastowiecznej perspektywy – były one co najmniej kontrowersyjne. Jeśli nie szkodliwe. 

Skarga ze szczególną gorliwością zwalczał bowiem jeden z największych sukcesów pierwszych lat funkcjonowania Rzeczypospolitej szlacheckiej, czyli konfederację warszawską. Dokument uchwalony przez szlachtę w styczniu 1573 roku gwarantował ochronę wolności sumienia i wyznania i był ogromnym osiągnięciem na skalę europejską. Jego główny cel, który udało się w zasadzie zrealizować, stanowiło niedopuszczenie do krwawego konfliktu na tle religijnym, z jakim przez dziesięciolecia zmagały się inne kraje, w tym choćby Francja. Dla Skargi konfederacja była jednak „dzikim, piekielnym, wilczym i tyrańskim prawem (...)!”. Korzystając ze swoich wpływów na dworze Zygmunta III oraz talentów pisarskich i krasomówczych, jezuita przekonywał, że konfederacja powinna przestać obowiązywać. Władca powinien zaś bronić interesów religii i Kościoła, a nie dbać o pokój religijny wśród  poddanych. 

POLAK = KATOLIK

Królewski kaznodzieja zdawał się nie dostrzegać, że w państwie polsko-litewskim od wieków koegzystowali ze sobą przedstawiciele różnych wyznań – ba! – nawet religii, i że ta różnorodność nie zagroziła nigdy jego funkcjonowaniu. Skarga uważał jednak, że pluralizm w sferze wyznaniowej jest niezwykle groźny, a jego tolerowanie stanowi nie tylko grzech, ale także błąd polityczny. Konsekwentnie postulował, by innowiercy nie cieszyli się pełnią przywilejów obywatelskich, i nie nazywał ich inaczej jak „heretykami”. Arian porównywał z muzułmanami i odmawiał im przynależności do świata chrześcijańskiego.  

Czytając jego traktaty, trudno nie dostrzec też czegoś, co dziś określamy zwykle mianem „mentalności Kalego”. Jezuita domagał się ograniczenia wolności wyznania różnowiercom, w tym przede wszystkim protestantom, i karania ich za propagowanie swoich przekonań religijnych. Sam jednak zażarcie bronił księży prowadzących w Anglii akcję misyjną, mającą na celu doprowadzenie do rekatolizacji tego kraju. Księży, głoszących potrzebę zgładzenia tamtejszej władczyni, tak by na jej tronie mógł zasiąść katolik!  

 

Trzeba jednak przyznać, że Skarga, prowadząc polemikę, w przeciwieństwie do kolegów po fachu – starał się trzymać fason. Zwykle unikał wyzwisk, argumentów personalnych, i próbował wypowiadać się z umiarem, choć do traktowania oponenta z pełnym szacunkiem było mu  daleko… Czasami zdarzało mu się dać upust swym – dość gwałtownym – uczuciom. I tak pisząc o sytuacji religijnej w Anglii pod rządami Elżbiety I, nazwał królową „jawną wszetecznicą i krwią ludzką męczenników Chrystusowych i poddanych nienasyconą”.

CHŁOP TO TEŻ CZŁOWIEK

O ile odsądzanie innowierców od czci i wiary padało w wielu szlacheckich dworach na podatny grunt, o tyle postulaty polityczne krewkiego jezuity musiały spotkać się z dezaprobatą większości panów braci. Skarga był bowiem zdecydowanym zwolennikiem wzmocnienia władzy królewskiej oraz ograniczenia przywilejów szlachty i jej dominującej pozycji w każdym wymiarze życia kraju. Jako jeden z nielicznych głośno mówił o tym, jak źle traktowane są w Rzeczypospolitej niższe stany, zwłaszcza chłopi, których upośledzenie, zarówno prawne, jak i ekonomiczne, cały czas się pogłębiało. Stwierdzenia, że „chłop to też człowiek”, a Rzeczypospolitej potrzebny jest silny monarcha, a nie rządy coraz bardziej egoistycznie i awanturniczo nastawionej szlachty, nie przynosiły mu oczywiście popularności. Podczas rokoszu Zebrzydowskiego (1606) jezuita spotkał się z wieloma dowodami niechęci, a nawet wrogości. Nie były jednak wyłącznie efektem głoszonych idei politycznoustrojowych. Skarga bowiem nawet wtedy, gdy zajmował się polityką i próbował przekonywać do korzystnych z punktu widzenia państwa rozwiązań, nie przestawał myśleć o kwestiach religijnych. Silniejsza władza królewska miała – jego zadaniem – przede wszystkim umożliwić unifikację wyznaniową. To, jak taka władza wpływałaby na funkcjonowanie Rzeczypospolitej, odgrywało już mniejszą rolę. Co więcej, gdyby i obywatele, i rządzący musieli wybierać między rozwiązaniami korzystnymi z punktu widzenia państwa lub wiary, bez chwili wahania powinni postawić na te drugie. „Kościoła i dusz ludzkich bronić aniźli ojczyzny – pisał w „Kazaniach sejmowych”. – Pierwej o chwałę Bożą zastawić się niźli o część świecką. Pierwej wiecznej ojczyzny nabywać niż doczesnej”. Dalej zauważał dramatycznym tonem, że nawet jeśli państwo by kwitło i „nad tureckimi wszystkimi państwy wyniesione było, a Pana Boga i łaski jego nie mielibyśmy, cóżeśmy wygrali?”.

MIŁOSIERNY BIZNESMEN

Skarga nie tylko dużo mówił i pisał, ale też działał na rzecz biednych. W 1592 r. powołał w Krakowie do życia Bractwo św. Łazarza opiekujące się żebrakami. Z jego inicjatywy zostali zliczeni i oznaczeni (otrzymali specjalne znaczki), a następnie przypisani do poszczególnych parafii, w których mogli prowadzić swoją działalność. Gdy z racji wieku lub choroby stawali się niezdolni do pracy, mogli liczyć na opiekę, dach nad głową i leczenie. W tym samym czasie wspierał również podobne inicjatywy w Warszawie, a zwłaszcza otwarcie pierwszego tamtejszego szpitala, też pod wezwaniem św. Łazarza. 

W latach 80. w Krakowie autor „Kazań sejmowych” zorganizował Arcybractwo Miłosierdzia oraz Bank Pobożnych (nazywany również  Komorą  Potrzebnych). Arcybractwo było stowarzyszeniem wspomagającym finansowo osoby, które – jak mówił statut – „pod własnym dachem cierpią nędzę i ucisk, utrapieni są przez różne choroby, a wstydząc się żebrać nie mają znikąd pomocy”. Z kolei bank udzielał nieoprocentowanych pożyczek osobom, które znalazły się na życiowym zakręcie. Środki na działanie obu instytucji pochodziły z jałmużny składanej przez członków Arcybractwa, do którego należeli krakowscy mieszczanie, ale także… król wraz z dworem oraz magnaci i ich żony! Co więcej, władca brał osobiście udział w kwestach i innych wydarzeniach mających na celu zebranie środków na biednych. Świadczy to zarówno o pobożności i szlachetnym sercu Zygmunta III i jego dworzan, jak i o wyczuciu biznesowym królewskiego kaznodziei. Nie ulega bowiem wątpliwości, że pozyskanie tak znamienitych członków przekładało się w  wymierny sposób na wysokość zebranych sum i znaczenie samej instytucji.

Liczne korzyści, które Skarga (i wspierane przez niego organizacje) otrzymał od władcy, nie powstrzymały jego niewyparzonego języka przed krytyką samego Zygmunta III. Gdy monarcha postanowił poślubić Konstancję Habsburżankę, siostrę zmarłej żony, jezuita, przeciwnik Habsburgów, oponował i straszył króla potępieniem za popełnienie „kazirodztwa”. Nie przekonywało go nawet to, że król postarał się o papieską dyspensę! Gdy jednak monarcha i tak się ożenił, i okazało się, że młoda królowa wyznaje bliskie jezuicie poglądy i może w wielu sprawach wpływać na męża, kaznodzieja szybko się z nią zaprzyjaźnił… Być może tę zmianę frontu uzasadniał sobie słynną kazuistyką jezuicką. Ad maiorem Dei gloriam, oczywiście.