Komiks „Dallas Barr” autorstwa niejakiego Marvano rozgrywa się w drugiej połowie naszego wieku. Pewien genialny naukowiec zarabia potężną kasę dzięki opracowanej przez siebie kuracji odmładzającej. Zabieg oddaje dziesięć lat życia i kosztuje milion funtów. Po dekadzie kurację należy powtórzyć, inaczej ciało zacznie starzeć się w przyśpieszonym tempie. Naukowiec nie odstępuje od swoich zasad nawet dla przyjaciół, a podzielenie się kuracją ze światem nawet nie przejdzie mu przez głowę. Masz milion funtów? Pożyjesz jeszcze trochę. Pusto w portfelu? Trumna już czeka.

Pomysł na „Dallasa Barra” powstał w końcówce lat osiemdziesiątych, a niedługo później transhumanizm stał się modny i cieszy się popularnością do dzisiaj. Czytam wywiad z Natashą  Vita-More i rozumiem, że nie tylko świat w którym żyję, ale i ja sam należę do przeszłości. Największe marzenie ludzkości o pokonaniu śmierci (na razie poprzez wydłużanie życia, mówimy więc o długowieczności, nie nieśmiertelności) staje się realne, a zamiast dawać nadzieję, ją odbiera. Właśnie dowiedziałem że w Maryland eksperymentują już na świńsko ludzkich hybrydach. Harari w bestsellerowym „Homo deus” wskazuje, że najrozsądniejszym posunięciem człowieka będzie oddanie swojej wolności algorytmom. Niezbyt wesoło to wszystko wygląda.

Natasha Vita-More mówi o swobodnym przenoszeniu świadomości pomiędzy różnymi naczyniami

Naczyniem jest ciało, ale i maszyna. Jej zdaniem ten skomplikowany proces będzie realny za kilkadziesiąt lat. Będę wówczas starcem, średnio nadającym się do takiej przeprowadzki. Natasha, z naiwnością właściwą niektórym intelektualistom twierdzi, że długowieczność stanie się udziałem wszystkich. W domyśle, milioner z Doliny Krzemowej i Hindus ze slumsów będzie mógł żyć tak długo jak zechce. Moim zdaniem to nieprawda. Rację ma Marvano i jego „Dallas bar”.

Długowieczność jest ciągle poza naszym zasięgiem, a koszta jej osiągnięcia okażą się gigantyczne. Mam przypomnieć, ile płacimy za proste operacje chirurgiczne albo za farmaceutyki? Tu koszty będą nieporównywalnie wyższe, a świat ulegnie dodatkowemu podziałowi na elitę cieszącą się długowiecznością, i śmiertelne chamstwo, czyli nas. Kto znajdzie się w tej elicie? Biznesmeni, przywódcy państw, a także najbogatsi artyści. Ta ostatnia perspektywa przeraża mnie najbardziej.

Naprawdę chcemy, aby Bruno Mars śpiewał nam przez następne sto pięćdziesiąt lat?

Podział, który nastąpi nie będzie taki jak teraz, na bogatych i biednych. Ten funkcjonuje od początku istnienia świata, tylko bogatsi mają coraz więcej, a biedakom ostatnia koszulina właśnie pęka na spracowanych plecach. Między nami pojawią się istoty piękne i długowieczne, zdolne do zmiany swojej postaci i podróżowania poza ciałem, w strumieniu danych. Śmiejcie się jeśli chcecie – moim zdaniem bogowie znowu pojawią się na Ziemi. Podrasowana inteligencja da nam nowe boginie Ateny. Świadomość popłynie przez chmurę szybciej niż Hermes, a syntetyczne ramię przyda jego właścicielowi siłę Heraklesa. Jak znam życie, będą mieli swój Olimp, do którego nas nie wpuszczą, bo i po co.