Podróżujący po Śląsku w roku 1800 amerykański dyplomata akredytowany w Berlinie John Quincy Adams, późniejszy prezydent USA, odwiedziwszy Mauzoleum Piastów w Legnicy, nie mógł wyjść z podziwu, że istniała tu i wymarła w 1675 r. dynastia tak stara i tak zasłużona dla dziejów Europy, o której w ogóle wcześniej nie słyszał. Bez wątpienia przyćmiewała w owym czasie Piastów sława Habsburgów, Burbonów, Hohenzollernów, Wittelsbachów, Wettynów czy Romanowych. Mauzoleum, eksponujące na przykład udział Piastów w powstrzymaniu mongolskiej ekspansji w XIII w., mogło jednak skłonić do refleksji wrażliwego na historię oświeceniowego polityka.

PECHOWY JERZY WILHELM

Taką też rolę ów pomnik zgasłej dynastii miał do spełnienia. Mauzoleum upamiętnia przedstawicieli dwóch ostatnich generacji rodu, którego początki giną w mrokach dziejów. Legnickie mauzoleum unaocznia jednak i inne niż tylko kres Piastów dramaty i paradoksy związane z ową dynastią. Przede wszystkim uderzać musiało to, że nekropolium kalwińskich książąt usytuowano w świątyni szermierzy kontrreformacji – jezuitów. Radykalny odłam reformacji i ortodoksyjni obrońcy katolicyzmu w jednej świątyni! To ewenement w skali Europy.

Ostatnie generacje książąt piastowskich to książęta na Legnicy, Brzegu i Wołowie. Przywilej króla czeskiego Wacława IV z 1379 r. gwarantował Piastom tej linii prawo do dziedziczenia Legnicy i Brzegu (Wołów dokupili w XVI w.) bez względu na dokonywane wewnątrz podziały ojcowizny między czasem nader licznych synów i wnuków. To uchroniło księstwa od dalszych trwałych podziałów i politycznej degradacji. W XVI w. książę Fryderyk II (zm. 1547) opowiedział się za reformacją, co postawiło go i jego potomków w trwałej opozycji wobec katolickiego suwerena – króla czeskiego. Ta sytuacja zaostrzyła się jeszcze w XVII w., gdy kolejni Piastowie legniccy przeszli do obozu kalwińskiego, zaś czescy monarchowie – w tym czasie niemal wyłącznie z dynastii habsburskiej – obierali coraz ostrzejszy kurs w stronę kontrreformacji. Konflikt osiągnął apogeum w czasie wojny trzydziestoletniej (1618–1648), którą kilku Piastów legnicko-brzeskich spędziło na emigracji w spokojnej wówczas Rzeczypospolitej. Tu wychował się przedostatni męski przedstawiciel rodu – książę Chrystian, który najpierw objął najskromniejszą część dziedzictwa – Wołów. Jednakże po zgonach bezdzietnych braci Jerzego III i Ludwika IV, niebawem scalił w jednym ręku wszystkie trzy księstwa. Kontaktami nawiązanymi w Polsce, w tym i znajomością języka polskiego, tłumaczy się wzmożone zainteresowanie Chrystiana tak pochodzeniem swego rodu, jak i polską sceną polityczną. Jak jeden z jego przodków, książę Henryk XI w XVI w., Chrystian wysuwał mało realną – jak się powszechnie uważa – swoją kandydaturę do tronu polskiego po abdykacji Jana Kazimierza w 1668 r. Działo się to na fali nawoływań owładniętej sarmackim nacjonalizmem polskiej szlachty: „Chcemy Piasta!”. Ale, jak pokazały kolejne dwie elekcje, niekoniecznie musiał to być Piast w sensie dosłownym. Nic przecież z tą dynastią nie mieli wspólnego Wiśniowieccy czy Sobiescy.

Prawdą jest i to, że świadomość historyczna śląskich Piastów nie musiała się formować i prawdopodobnie nie formowała głównie w Polsce. W ciągu kolejnych dekad XVII w. spod pióra śląskich pisarzy, w tym tak wybitnych jak Andreas Gryphius, wychodziły rozmaite dzieła opiewające rodzimą dynastię i wolno nawet przypuszczać, że nowożytny polski mit piastowski rodził się na podstawie dokonań Ślązaków, a nie odwrotnie. Jako gorliwy wyznawca kalwinizmu Chrystian utrzymywał ożywione kontakty z Radziwiłłami. Współczesne źródła śląskie donoszą o tym, że Chrystian chciał nawet ochrzcić swojego syna imieniem Piast, ale sprzeciwili się temu duchowni twierdzący, że to pogańskie imię nie przystoi księciu. Przypuszczalnie ważny głos przypadł tu matce, księżnej Ludwice, z domu Anhalt-Dessau.