Kiedy w 2003 roku mur bezpieczeństwa odciął palestyńską wioskę Al-Jalama od Izraela, sytuacja jej mieszkańców gwałtownie się pogorszyła. Już wcześniej ponad 60 procent Zachodniego Brzegu Jordanu wchodzącego w skład Autonomii Palestyńskiej stanowiły tereny, które na mocy podpisanego w 1993 r. w Oslo porozumienia pokojowego znalazły się pod całkowitą kontrolą administracyjną i militarną Izraela. Palestyńczykom odebrano swobodę przemieszczania się, zaczęły się problemy z dostępem do gruntów rolnych i wody. Bezrobocie wzrosło do 25 procent, a wraz z nim bieda i tak już ubogich mieszkańców Autonomii.

W szczególnie trudnej sytuacji znalazły się miejscowości bezpośrednio sąsiadujące z murem, takie jak wioska Al-Jalama położona na północnym skraju Zachodniego Brzegu. 1/3 należących do niej gruntów zostało zaanektowanych pod budowę muru. Wycięto sady owocowe i oliwne, w części osady zabroniono wznoszenia nowych budynków, ograniczono też dostęp do wody. Większości rodzin zaczęło brakować pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb. I wtedy kilka mieszkanek Al-Jalama zamiast załamywać ręce, znalazło w sobie siłę i determinację, żeby założyć kobiecą spółdzielnię produkcyjną. Nie chciały prosić o jałmużnę, tylko rozwinąć działalność, dzięki której same zarobią pieniądze.

Ich starania wsparło Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), które wraz z lokalnym partnerem ARIJ, zorganizowało szkolenia z zakresu ekologii i higieny, efektywnej uprawy, przetwórstwa, marketingu i dystrybucji. Dostarczyło też w innych regionach Palestyny innowacyjne technologie uprawy warzyw i owoców metodą hydroponiczną (bezglebową). Jest to szczególnie cenne ze względu na niską jakość lokalnych gleb, a z drugiej strony konieczność poszerzania areału pod nowe uprawy. Rozwój rolnictwa to jeden ze sposobów na wyrwanie się z biedy. A w przypadku kobiet – szansa na wyjście z cienia mężów, ojców i braci, uzyskanie niezależności, co w tradycyjnie muzułmańskim społeczeństwie wcale nie jest proste. Wciąż nie ma tu powszechnego przyzwolenia na zawodową aktywność kobiet czy ich pracę wspólnie z mężczyznami. – Uniezależnienie się ekonomiczne i żywnościowe to priorytet dla mieszkańców Palestyny. Ale żeby to osiągnąć, muszą najpierw uniezależnić produkcję rolną od takich problemów, jak  brak wody czy niska jakość gleb – mówi Anna Radecka, koordynatorka projektu z ramienia PCPM.

Kobieca Spółdzielnia z Al-Jalama liczy już 73 członkinie i z każdym rokiem dołączają do niej nowe, zachęcone sukcesem koleżanek. Panie, wśród których są mężatki, studentki, wdowy, kobiety samotne, wielodzietne, z niepełnosprawnymi dziećmi, uprawiają słodką dynię, z której produkują dżemy. Z trukwy, która z wyglądu przypomina przerośnięty ogórek i tak jak on smakuje, gdy jest młoda, robią naturalne gąbki. Regularny masaż nimi nie tylko pozbawia nas zbędnego naskórka, ale też poprawia ukrwienie, redukując objawy cellulitu, dlatego w krajach arabskich od wieków jest używana w hammamach. Suszą też szafran, który nadaje potrawom charakterystyczny piękny, żółty kolor ceniony w kuchniach całego świata. Firmowe produkty sprzedawane są w różnych punktach na terenie Autonomii Palestyńskiej, w sklepie zbudowanym przy ruchliwej arterii nieopodal wioski, a już w styczniu będzie je można kupić również w polskiej sieci sklepów Kuchnie Świata. Na pytanie, jak chciałyby zareklamować swoje wyroby Polakom, Manar Mostafa Sha’ban – przewodnicząca kooperatywy z Al-Jalamy – odpowiada z uśmiechem:

– To są produkty z Palestyny, z Ziemi Świętej, zrobione przez kobiety, które opierają się, ciężkim warunkom gospodarczym, które pomagają swoim mężom i rodzinom. Za każdym słoiczkiem konfitury z dyni, szczyptą szafranu czy myjką z gąbki kryje się więc historia kobiet, które z nieśmiałych gospodyń domowych zamieniły się w bizneswoman i potrafią nie tylko wyprodukować, ale też zareklamować i sprzedać swoje produkty. Kobiety ze Spółdzielni w Al-Jalama stały się wzorem i inspiracją dla innych Palestynek. Wiele z nich zakończyło edukację na poziomie szkoły podstawowej i wcześnie wyszło za mąż. Teraz same przyznają, że edukacja jest dla Palestynek tak istotna jak jedzenie i powietrze. Dlatego dziś większość studentów na palestyńskich uniwersytetach to właśnie kobiety.