Fragment książki "Pamiętnik więzienny"

Rozdział VI

21 października 2018 r.
175 dni od aresztu
173 dni od 1. prokuratury
21 dni w izolatce
184 dni bez ratującego życie leku

Jest niedziela, nie chcę pisać już o tym, jak wygląda niedziela w Polsce, bo jestem daleko od domu. Nie spałem dziś dobrze. Na korytarzu izolatek było bardzo głośno. Kiedy zerkam przez swoje nieduże okienko w tych pancernych drzwiach, widzę, że przybyło nam mieszkańców. Wnioskuję tak po kolejnych przyklejanych do drzwi kartach z informacjami o więźniach. Gardło w stanie anginowym nie pomaga w pozytywnym nastawieniu do świata. Nie czuję się najgorzej, ale dziś nie ćwiczę. Obmyłem się i owinięty w koc siedzę na betonie, co rusz czując mrówki, których mam w celi
mnóstwo. Jest ich niezliczona ilość. Chcę powalczyć o wizytę u lekarza, a także o możliwość rozmowy z kapitanem, szefem tego miejsca. Przecież nie mogę tak gnić w tych czterech metrach
kwadratowych bez ludzi, bez wody, bez jedzenia, bez czegokolwiek. Chcę się spotkać z prawnikiem, z przedstawicielami ambasady, ale co ma być, to i będzie. Bez zbędnych napięć i oczekiwań, gdyż to oznacza stres, a stres to zabójca.

Obchód. Klawisze ze strachu przed oficerami nie zwrócili nawet na mnie uwagi, mimo że tłukłem rękoma w metalowe drzwi i krzyczałem ile sił. Wywiesiłem zatem kartkę, że potrzebuję pomocy
lekarza i chcę rozmawiać z władzami więzienia. Artus, mówię do siebie, nie podniecaj się tak, bo widzisz, jak ta więzienna machina wygląda. Z wielką tęsknotą czekam na wizytę. Kurde, to już kolejny tydzień, gdy siedzę sam jak palec w tej gównianej izolatce. Ryczę, bo nic tutaj nie jest łatwe. Płaczę, bo nie jest lekko samemu siedzieć. Ale nie jestem sam. Jestem z Bogiem i NMP w sercu. Sam nie dałbym rady znosić tego wszystkiego. Po cichu liczę na to, że w tym tygodniu uda się wejść dyplomatom i wtedy będę mógł z kimś zamienić słowo. Będę na chwilę znowu człowiekiem.

Rozmowa w warunkach, w których tkwię, jest dobrem ekskluzywnym, deficytowym. Nie mam sił ani słów opisywać, co naprawdę czuję. Rzeczy czy sytuacje dla ludzi normalne, normalnymi teraz nie są. I ryczę jak bóbr, po raz kolejny dziś. Płaczę i klęczę, patrząc na tę odrobinkę nieba, którą mam w celi. Boże, zlituj się nade mną, proszę, błagam. Uwolnij mnie. Płacz daje ukojenie i otuchę. Łzy
pełnią też funkcję oczyszczającą. Staram się ze wszystkich sił opanować ból – bez lekarza, bo moje poranne próby spełzły na niczym. Nadal odmawiają mi leku, który ratuje mi życie. Ekipa pielęgniarzy to „dziewczyny” prosto z Filipin, często bez penisów, tak zwani lady boys. Gejowski biznes pornograficzny miałby tutaj bardzo wiele do zrobienia – i do zarobienia. Nieprawdopodobne
wręcz, ale prawdziwe. Podobnie jest w przypadku sex dates za pośrednictwem netu. Kolo umawia się na seks z panna, bo przecież może ją przekonać w tym czasie do swojej religii itd. I tak sobie myślę, kiedy ma niby jej o tym Bogu mówić.

Przed, po, a może w trakcie stosunku? Homoseksualizm jest normalnością, skryta pod płaszczykiem poprawności i mentalności. Oczy przestały mi się otwierać ze zdziwienia. Do pokoju modlitw
w więzieniu w Dubaju nie mogłem wejść, gdyż mam tatuaż. Bracia muzułmanie jednak, którzy chwilę wcześniej spółkowali z kolegami, pędzili na modlitwę jak zwykle. Hipokryzja? Nie mnie to sądzić. W Emiratach do więzienia możesz pójść za „spojrzenie kobiecie w oczy”. Zastanawiałem się długo, dlaczego. Może dlatego, ze mąż idący obok niej jest zazdrosny, że nie patrzysz na niego.

W porze obiadu drzwi do celi otwierają się i wchodzi oficer. Patrzy mi przenikliwie w oczy. Nie rzuca jedzenia ani nie każe się odsuwać, nie krzyczy ani mną nie gardzi. Jest bez maski, bez rękawic. Taki wielki arabski byk. Zamyka cele bez huku. Nie mija jednak kilka minut, a wraca do mnie i ponownie otwiera drzwi. Trzyma w ręku reklamówkę z pastą do zębów, szczoteczka, mydłem, szamponem i proszkiem do prania. Pamiętam, że podziękowałem mu po arabsku. Podał mi rękę, nie bał się, nie brzydził. Uśmiechnął się tylko, skinął głową i zamknął cele na cztery spusty. Środki czystości podarowali mi więźniowie, którzy dowiedzieli się o mojej sytuacji, o tym braku poszanowania podstawowych praw człowieka. A wspomniany oficer – wbrew regulaminowi i ustaleniom – odważył się przekazać mi wszystko. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Miesiąc bez mydła, bez szczotkowania zębów, bez prysznica, bez czegokolwiek, co przypominałoby higienę
osobistą.