Właśnie na tym Nivea oparła swego czasu kampanię promującą perfumy. Marka zamknęła w butelce zapach swojego słynnego, uniwersalnego kremu. Tamten ruch okazał się absolutnym strzałem w dziesiątkę, bo chętnych na pachnienie czystością i pielęgnacyjną klasyką nigdy nie brakowało. Teraz tą samą, sprawdzoną ścieżką postanowiła pójść kolejna ikona naszej codzienności.
Biała kostka od Dove – ze swoim charakterystycznym, wytłoczonym ptakiem i nieśmiertelnym hasłem o „¼ kremu nawilżającego” – doczekała się wreszcie własnego, szklanego flakonu. Marka oficjalnie zaprezentowała swoje pierwsze w historii perfumy, Dove Original Fragrance, serwując potężną dawkę czystej nostalgii.
Wierność kultowemu zapachowi
Samo mydło ma na karku ponad sześć dekad rynkowej historii, bo zadebiutowało dokładnie 69 lat temu. Przez te wszystkie lata do skrzynki odbiorczej firmy spływały tysiące wiadomości od wiernych fanów, którzy wprost prosili o stworzenie zapachu, który można by rozpylić na skórze bez konieczności wchodzenia pod prysznica i intensywnego nacierania się mydłem. Dove wreszcie posłuchało swoich klientów.
Żeby nie było, nie ma tu mowy o pójściu na skróty, bo do stworzenia kompozycji zaproszono legendarne nazwisko – Ann Gottlieb. To nozdrza odpowiedzialne za sukces takich klasyków jak CK One od Calvina Kleina czy kultowe Daisy Marca Jacobsa. Sama Gottlieb zresztą nigdy nie ukrywała, że prywatnie jest wielką miłośniczką białej kostki Dove.
Podczas prac nad flakonem postanowiła lekko wygładzić najbardziej ostre, świeże akcenty oryginału i dodać im odrobiny kwiatowej miękkości oraz kremowości. Wszystko po to, by zapach pięknie układał się na ciele przez cały dzień, dając efekt skóry świeżo po kąpieli. Autorka kompozycji podpowiada też, że te perfumy można nosić nie tylko samodzielnie, ale też mieszać je ze swoimi ulubionymi, cięższymi zapachami. Trochę tak, jak normalnie, gdy wychodzi się spod prysznica, skóra pachnie już mydłem, a na to dodaje się perfumy.
Jaki kształt mógł mieć flakon? Odpowiedź jest tylko jedna
Nivea, gdy tworzyła perfumy o zapachu kremu, poszła w idealnym kierunku. W tej branży flakon ma ogromne znaczenie i większość firm decyduje się na wyraziste, odważne kształty. Marka postanowiła sięgnąć po to, co już znamy i jej zapach zamknięto w metalowym pojemniku z płaskimi bokami i okrągłym kształtem. Tak, wygląda on dokładnie jak puszka z kremem.
Dove miało nieco trudniejsze zadanie. Chociaż prostokąty z zaokrąglonymi rogami to dość popularny w perfumiarstwie fason flakonu, firma nie chciała być nudna. Postawiła więc na odrobinę szaleństwa. Niski, obły, wyprofilowany ze szkła korpus idealnie imituje kształtem wyjętą z pudełka kostkę mydła. Z kolei kultowy ptak, którego do tej pory znaliśmy z wzoru na kosmetyku, rozpościera swoje złote skrzydła na samej górze, tworząc piękną zatyczkę. W ten sposób, kiedy tylko spojrzymy na ten flakon na półce, od razu rozpoznamy markę, nawet bez czytania nazwy.

Nie ukrywam, że najbardziej podoba mi się jednak coś zupełnie innego, a mianowicie cena. Tutaj Dove też poszło śladem Niveii. Swoje pierwsze perfumy marka wyceniła na 19,57 dolara (czyli nieco ponad 80 złotych). To kwota, którą sporo osób zapłaci bez wahania i wyrzeczeń. Tylko że wcale nie chodzi jedynie o pieniądze, tylko o symbolikę.
Zabierzcie przecinek z tej liczby. Co pozostaje? 1957, czyli dok, w którym mydło po raz pierwszy pojawiła się na sklepowych półkach w Stanach Zjednoczonych. Świetny detal, który zapewne zniknie, gdy perfumy trafią do Polski, bo raczej nie spodziewam się, by Dove chciało sprzedawać nam je za 19,57 zł. Mimo to, musiałam o tym szczególe tu wspomnieć. Zresztą, nie ma nawet pewności, czy w ogóle dotrą one do naszego kraju.
Sprzedaż perfum ruszyła dzisiaj wyłącznie na stronie dovefragrance.com i… już cały nakład został wyprzedany. Niestety, wygląda na to, że powstała tylko jednorazowa, mocno limitowanej edycja, bez planowanych powtórek i uzupełniania zapasów. Istnieje więc bardzo duża szansa, że na perfumy o zapachu mydła będziemy mogli popatrzeć sobie tylko na zdjęciach.
Źródło: Dove
