I-Wei Huang to konstruktor robotów. Prowadzi niewielką pracownię Crab Fu w Kalifornii. Od innych podobnych zapaleńców różni go pewien szczegół: otóż wyspecjalizował się w robotach o napędzie parowym. Oczywiście taki napęd nie jest zbyt praktyczny, ale dodaje maszynom niecodziennego uroku. Szczególnie, że I-Wei Huang składa swoje roboty z fragmentów rozmaitych zabawek, sprzętu agd itp. Jego dzieła wyglądają i zachowują się, jakby miały własną osobowość. Równie blisko im do świata techniki jak do świata sztuki. O blaskach i cieniach napędu parowego porozmawialiśmy z kalifornijskim konstruktorem przez Internet.

„Focus”: Jak to się stało, że zaczął pan konstruować parowe roboty?

I-Wei Huang: To był przypadek. Po prostu lubię majsterkować i krok po kroku, bez żadnego projektu ani planu, doszedłem do tych robotów. Są one punktem wspólnym wszystkich moich hobby: starej techniki, sztuki i robotyki.

– Czy próbował pan zrobić jakiegoś robota w większej liczbie egzemplarzy, na sprzedaż?

– Razem z pracownią Klann Research and Development opracowaliśmy parowego pająka. Był pomysł, by sprzedawać go w formie zestawu do samodzielnego składania, ale okazało się, że taki zestaw byłby bardzo drogi, więc nie wiem, czy kiedykolwiek trafi na rynek.

– Skąd pan bierze silniki parowe do swoich robotów?

Nie mam odpowiednich umiejętności ani sprzętu, by samemu te silniki wytwarzać. Ale można je kupić, produkowane są przede wszystkim z myślą o hobbystach budujących modele statków parowych.

– Czy oprócz napędu parowego stosuje pan też zwykłe elektryczne zasilanie?

– W wielu moich parowych maszynach jest elektronika, np. układy do zdalnego sterowania. One są zasilane elektrycznie. Parowy silnik daje tylko napęd maszynie.

– Czym się różni konstruowanie robotów parowych od budowania zwykłych robotów?

– Bólem głowy. Robota parowego buduje się metodą prób i błędów. Niewiele uwagi poświęca się programowaniu, za to mnóstwo – mechanice. Roboty parowe są ciężkie i trudno je rozpędzić do zadowalającej prędkości. Bojler i silnik parowy rozgrzewają się i części plastikowe w ich sąsiedztwie mogą się stopić. Tych wszystkich kłopotów nie ma, gdy budujemy robota elektrycznego. Nie ma też kłopotów z jego uruchomieniem: po prostu włącza się zasilanie i już. W przypadku napędu parowego trzeba czekać, aż woda się zagotuje, nie będąc przy tym do końca pewnym, jak się zachowa kapryśny silnik. Z robotem parowym jest znacznie więcej roboty.