„Parentese” to określenie pochodzące od angielskiego „parents” czyli „rodzice”. Stosuje się je do opisania języka, jakim rodzice często intuicyjnie posługują się w rozmowach z małymi dziećmi. Język ten charakteryzuje się powolną, nieco przesadzoną wymową oraz używaniem wysokiego i radosnego tonu.

Eksperci kiedy rozpoczynali badania, zakładali, że taki sposób mówienia do dziecka ogranicza jego możliwość nauki mowy i jest przeszkodą w przyswajaniu właściwych form.

Tymczasem wyniki badań pokazały, że w rzeczywistości dzieci, do których mówiono w ten sposób, w wieku 18 miesięcy mówiły lepiej niż ich rówieśnicy nie mający kontaktu z „parentese”. Słowa, które znała największa liczba dzieci to „banan” (banana) i „pies” (dog).

Zdaniem autorów analizy, mówienie do dziecka powoli i w radosny sposób przyciąga uwagę malca i skłania go do większego zaangażowania w kontakt z rodzicem, a co za tym idzie – do naśladowania jego mowy.

Najważniejsze w nauce mowy jest reagowanie na zachowanie dziecka, a nie mówienie o wszystkim, co nas otacza. Należy zwracać uwagę na to, co w danej chwili przyciąga uwagę dziecka oraz odgadywać, co dziecko próbuje zakomunikować lub przekazać.

 

"Parentese", czyli "język rodzicielski"

W badaniach wzięło udział 71 dzieci w wieku sześciu miesięcy oraz ich rodzice. Spośród badanych losowo wybrano 47 rodzin, które pouczono na temat stosowania i znaczenia „języka rodzicielskiego”. Gdy dzieci skończyły 18 miesięcy, rodzice zostali poproszeni o wskazanie słów – z listy zawierającej 600 wyrazów – które znają ich dzieci.

Ci, którzy dowiedzieli się o „parentese” i używali go częściej, ocenili, że ich dzieci w wieku 18 miesięcy znały średnio nieco ponad 99 słów. Rodzice, którym nie udzielono wskazówek dotyczących rodzicielskiego języka, zaznaczyli średnio 64 słowa.

– Wierzymy, że „parentese” ułatwia naukę języka ze względu na prostszą strukturę językową i wyolbrzymione dźwięki – ocenia profesor Patricia Kuhl, współautorka badań z University of Washington w Seattle.

„Język rodzicielski” to nie to samo, co gaworzenie czy seplenienie i „pieszczenie”, które zazwyczaj nie ma nic wspólnego z poprawnością gramatyczną i nie odnosi się do prawdziwych rzeczy otaczających malucha.

„Parentese” używa właściwych słów i form gramatycznych, a jego wyjątkowość zawiera się raczej w sposobie mówienia – nieco przesadzonym, podwyższonym i oczywiście wolniejszym, niż w przypadku zwykłej rozmowy.

– „Parentese” działa, bo zawiera haczyk dla dziecięcego umysłu. Wysoki ton i wolne tempo zachęcają dziecko do odpowiedzi – podkreśla prof. Kuhl.

Badanie, opublikowane w czasopiśmie Proceedings of the National Academy of Sciences wykazało, że rodzice, którzy przeszli szkolenie na temat „parentese”, zwiększyli obecność tego języka w swoich rozmowach z 56,7 do 63,7 procent.

– W tym badaniu obserwujemy z pierwszej ręki, w jaki sposób język i zaangażowanie społeczne rodziców mogą promować początkowe reakcje dziecka, które stają się słowami, a następnie zdaniami – kształcąc niemowlęta w sztuce ludzkiej komunikacji – podsumowuje prof. Kuhl.