Gdy nad moją przyszłością zawisły ciemne chmury, ku swemu zaskoczeniu odkryłem, że jeszcze bardziej cieszę się życiem. I wreszcie zacząłem robić postępy w moich badaniach – mówił sparaliżowany Stephen Hawking. – Nie bałem się śmierci, jednak nie spieszyłem się na spotkanie z nią. Miałem tak wiele do zrobienia. Mój cel był prosty: zrozumieć, czym jest wszechświat i dlaczego istnieje. Niepełnosprawność może obniżać poczucie własnej wartości, lecz równie dobrze zwiększać determinację w walce o niezależność, godność i uznanie – pisał w „Sensie życia” psycholog Alfred Adler. Decyduje to, co dzieje się w głowie. Mózg potrafi bowiem zrekompensować utratę jednego ze zmysłów wyobraźnią i wzmocnieniem pozostałych. Doskonałym przykładem jest Ludwig van Beethoven, który nigdy nie usłyszał swej IX Symfonii. Od 28. roku życia tracił słuch, porozumiewał się za pomocą notatek. Mógł się poddać, lecz tego nie zrobił, słyszał muzykę w wyobraźni i nadal komponował.

Erik Erikson, twórca teorii rozwoju psychospołecznego wykazał, że rozwój człowieka może być wzmacniany lub blokowany przez wpływ otoczenia. W przypadku osób o ograniczonej sprawności, zmuszonych do korzystania z pomocy, ten wpływ jest silniejszy niż w przypadku osób zdrowych i samodzielnych. „Jeśli otoczenie przejmie nad nimi pełną kontrolę i całkowicie od siebie uzależni, rozwinie w nich poczucie bezradności, przeświadczenie, że są nie tylko inni, lecz także gorsi” – pisze Erikson. Taki błąd często popełniają nadopiekuńczy rodzice. Tymczasem dla dobra dziecka niezbędne jest „zapewnienie doświadczeń życiowych możliwie najbardziej zbliżonych do doznawanych przez zdrowych rówieśników”. Tak zachowywali się rodzice Louisa Braille’a, pozwalając synowi bawić się klockami, rozmawiać z żołnierzami, którzy utracili wzrok, eksperymentować. Rodzice niewidomego Geerata Vermeija rozwijali jego zainteresowania biologią, zachęcając do znoszenia kamieni, muszli i innych znalezisk.

Matka Lwa Pantriagina, który stracił wzrok w wieku 14 lat, nie miała pojęcia o wyższej matematyce, ale czytała mu podręczniki, wymyślając dla nieznanych jej symboli opisowe nazwy. Jej syn w wieku 21 lat ukończył studia i został jednym z najwybitniejszych matematyków XX w. Mentorów zachęcających do rozwijania zdolności potrzebują nie tylko dzieci, ale też osoby, które straciły sprawność w dojrzałym wieku. Stephena Hawkinga z depresji po dramatycznej diagnozie wyprowadziła żona i promotor pracy doktorskiej. U schyłku życia nawiązał do tych wydarzeń, porównując w jednym z wykładów swój ówczesny stan do czarnej dziury: „Te obiekty nie są tak czarne jak do niedawna sądzono. Nie są wiecznym więzieniem, z którego nic nie może się wydostać. Dlatego jeśli czujesz, że znalazłeś się w czarnej dziurze, nie poddawaj się, jest z tego wyjście!”. Tę optymistyczną diagnozę potwierdza dr Marlena Kossakowska, wykładowca psychologii pozytywnej i psychologii zdrowia na Uniwersytecie SWPS. – Silny stres może powodować także pozytywne zmiany w psychice. Psychologowie Richard Tedeschi i Lawrence Calhoun określili ten proces jako wzrost posttraumatyczny. Polega on na przeformułowaniu dotychczasowego życia i nadaniu mu nowego sensu – wyjaśnia psycholożka. – Wzrost posttraumatyczny może zwiększyć poczucie własnej wartości i wiarę w swoje możliwości. To otwiera drogę do dobrego życia i odnoszenia sukcesów.

Oto wybitni niepełnosprawni naukowcy, których osiągnięcia zmieniły świat.

1.  STEPHEN HAWKING. MIAŁ TYLKO MÓZG

Jeśli jesteś niepełnosprawny, to zapewne nie z własnej winy. Jednak obwinianie o to świata albo oczekiwanie, że będzie się nad tobą litował, nic nie da. Trzeba wycisnąć jak najwięcej z sytuacji, w której się znalazło, a nauka jest świetnym polem działania dla osób niepełnosprawnych, gdyż wymaga głównie pracy umysłu” – powiedział Hawking w jednym z ostatnich wykładów wygłoszonym w londyńskim Royal Institute. On wycisnął więcej niż przewidywali najwięksi medyczni optymiści. Gdy w 1963 r. zdiagnozowano u niego stwardnienie zanikowe boczne (ALS), dawano mu pięć lat życia. Przeżył 55! Po usłyszeniu diagnozy załamał się. Był świetnie zapowiadającym się młodym naukowcem, jeździł konno, uprawiał wioślarstwo, przegotowywał się do ślubu. Nagle wszystko runęło. Z topionej w alkoholu depresji wyciągnęła go żona i promotor pracy doktorskiej prof. Dennis Sciama, który podsunął mu intrygujący temat i dopilnował, by się nim zajął. Chodziło o czarne dziury, wówczas jeszcze tak enigmatyczne, że publicznie nie wymieniano ich nazwy, gdyż kojarzyły się z pornografią.