Odwołuję to! Zostaw mi to jedno wspomnienie! - krzyczy Joel, grany przez Jima Carreya bohater filmu „Zakochany bez pamięci”. Joel leży ze swoją dziewczyną Clementine na zamarzniętym jeziorze. Nagle wszystko zaczyna się rozmywać, a ona znika. Film opowiada o tym, jak Joel odkrywa, że jego była dziewczyna poddała się zabiegowi wymazania go z pamięci i postanawia zrobić to samo. Ale w trakcie całej operacji, tracąc wspomnienie po wspomnieniu, uświadamia sobie, że wciąż kocha Clementine, a zapominając o niej, utraci też cząstkę siebie. Dziewczyna, która przeszła już zabieg, też to czuje. „Boję się, jakbym powoli znikała” - zwierza się nowemu chłopakowi.

Wielu z nas o wielu rzeczach wolałoby zapomnieć. Tylko jak to zrobić? Twórcy filmu nie precyzują metody usuwania wspomnień. „Film jest ciekawy, ale z punktu widzenia nauki nie jest możliwe precyzyjne wymazanie tak dużej grupy wspomnień dotyczących jednej osoby” - mówi dr Ewelina Knapska, neurobiolog. Naukowcy wiedzą jednak, że złe wspomnienia da się osłabiać i usuwać. I wiedzą, jak to zrobić, stosując psychoterapię, ale także substancje chemiczne sprawiające, że wspomnienia znikają. Zanim jednak zapragniecie połknąć pigułkę zapomnienia, zastanówcie się, czy warto.

Zagraj to jeszcze raz, Sam

Pamięć jest zdecydowanie bardziej podatna na zmiany, niż sądzimy. Podobnie jak ja uważaliście wspomnienia za coś trwałego, czemu można w pełni wierzyć? Pocieszę was, według badań aż 63 proc. Amerykanów sądzi, że pamięć działa jak „nagranie wideo, które odtwarza dokładnie to, co widzieliśmy i słyszeliśmy”. Tymczasem przywoływanie wspomnień jest jak granie sztuki w teatrze, to za każdym razem trochę inny spektakl. Miliony nowojorczyków, ale i ludzi na całym świecie, zapamiętały widok samolotów wbijających się 11 września 2001 r. w wieże WTC. Gdzie wtedy byliście? Jak to pamiętacie? Te pytania zadali grupie uczestników tamtych wydarzeń William Hirst i Elizabeth Phelps. Nagrali wspomnienia badanych kilka tygodni po tragedii, rok po niej, trzy lata później. Następnie porównali opowieści. Już po roku zmianie uległo 37 proc. szczegółów wspomnień, a po trzech latach nie zgadzało się 50 proc. szczegółów. „Najbardziej zaskakuje to - zauważa Phelps - że ci ludzie byli kompletnie nieświadomi, że ich wspomnienia tak bardzo się zmieniły”.

Dr hab. Ewelina Knapska, kierownik Pracowni Neurobiologii Emocji w warszawskim Instytucie Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN, częstuje mnie kawą (kofeina wspomaga pamięć). I wyjaśnia, dlaczego pamięć jest mniej trwała, niż sądziłem, i jak można ją zmienić. Najważniejsze są dwa procesy związane z powstawaniem i odtwarzaniem wspomnień: konsolidacja i rekonsolidacja. Na poziomie chemicznym w mózgu każdego ssaka, także człowieka, gdy zaczyna się tworzyć nowe wspomnienie, uaktywniają się połączenia między konkretnymi neuronami (czyli synapsy). „Do utrwalenia pamięci potrzebne są zmiany strukturalne w mózgu, następuje synteza odpowiednich białek, która służy przebudowie synaps. Ten proces nazywa się konsolidacją wspomnienia” - tłumaczy dr Knapska. Gdy wspomnienie do nas wraca, nie odtwarzamy go jak filmu. „Ten proces nazywamy rekonsolidacją, ponieważ przywołanie wspomnienia jest na poziomie biochemicznym nieco inne od konsolidacji. Na nowo syntetyzują się białka, a wspomnienie jest za każdym razem nieco przebudowywane” - dodaje dr Knapska.

Po co nam to ciągłe rekonstruowanie wspomnień? Jak wyjaśnia prof. Joseph Le- Doux, badacz mechanizmów funkcjonowania pamięci, „niesie ona ze sobą mechanizm uaktualniający, dzięki któremu upewniamy się, że wspomnienia, które przechowujemy, są potrzebne”. Według dr Knapskiej wynika to z naszej potrzeby bycia spójnymi. „Mamy tendencję do dopasowywania wspomnień do ogólnego obrazu rzeczywistości. Te, które się z nim nie zgadzają, są przez nas bezwiednie modyfikowane” - tłumaczy neurobiolog.

Ten sam mechanizm naukowcy starają się wykorzystać, by pomóc nam zapomnieć o czymś, czego nie chcemy pamiętać. Bo choć większość * z nas umie żyć ze wspomnieniami, 10-15 proc. dezorganizują one życie. Złe wspomnienia z dzieciństwa prowadzą do rozwinięcia poważnych fobii, doświadczenia wojenne skutkują PTSD. Jak wyrzucić z głowy te specyficzne ślady pamięciowe? Pod koniec lat 90. to pytanie stało się przedmiotem zakładu dwóch neurobiologów w nowojorskim laboratorium.

Przeczyścić umysł i wyobraźnię

Stawką była butelka tequili, a uczestnikami zakładu prof. Joseph LeDoux i jego młody współpracownik Karim Nader. Nader chciał wymazać u szczurów pamięć, blokując syntezę specyficznych białek, do której dochodzi w procesie przywoływania wspomnień. Le- Doux twierdził, że blokada nie wystarczy, by trwale wymazać wspomnienia, że wrócą, gdy podana substancja przestanie działać. Przystąpiono do eksperymentu. Nader kilkakrotnie aplikował szczurom nieprzyjemny impuls elektryczny, odtwarzając przy tym konkretny dźwięk. Zwierzęta szybko zaczęły kojarzyć ów dźwięk z niemiłym doświadczeniem i reagowały lękiem, zamierając nieruchomo w klatce. Bały się nawet wtedy, gdy nieprzyjemny bodziec nie następował. Nader podał szczurom anizomycynę, która zablokowała syntezę „białek pamięci”, i ponownie puścił im stresujący dźwięk. Zwierzęta przestały się go bać.

Ślad pamięciowy, raz już utrwalony, w momencie rekonsolidacji na powrót staje się nietrwały i podatny na zmiany. Nader założył, że jeśli w tym momencie zablokuje syntezę odpowiednich białek, ślad się osłabi, aż w końcu zniknie. I tak się stało. „Negatywne wspomnienia związane z otrzymaniem nieprzyjemnego bodźca zniknęły u poddawanych doświadczeniom szczurów na dobre, a nie tylko na czas, kiedy działały leki blokujące produkcję białek” - mówi dr Knapska.