Oczywiście nie po wszystkie, bo nasi przodkowie – mimo niewątpliwie dobrych chęci – najczęściej bazowali jedynie na sile sugestii, wspomaganej magicznymi rytuałami, mamrotaniem zaklęć i łączeniem ze sobą najdziwniejszych składników. Są jednak stare terapie, które przechodzą przez naukowe testy z sukcesem, dając pacjentom nową nadzieję. A że czasem budzą lekkie obrzydzenie – cóż, taką cenę warto chyba zapłacić, gdy w grę wchodzi zdrowie, a nawet życie.

 

1. Wirusy kontra bakterie

Czy brudna woda może uchronić nas przed jakimiś chorobami? Owszem. W 1896 r. Ernest Hanbury Hankin, brytyjski bakteriolog walczący z epidemią cholery w Indiach, zauważył, że ludzie, którzy piją wodę z Gangesu, nie chorują. Sprawa została wyjaśniona dopiero dwie dekady później, za sprawą mikrobiologa Félixa d’Herelle z Instytutu Pasteura w Paryżu, który odkrył wirusy zwalczające bakterie czerwonki.

Owe bakteriofagi (pożeracze bakterii) były stosowane w terapii różnych infekcji – oczywiście już nie w formie brudnej wody, lecz oczyszczonych preparatów – ale badania nad nimi zarzucono, gdy do użytku trafiły antybiotyki. Teraz bakteriofagi wracają do łask, bo coraz więcej mikrobów uodporniło się na znane medycynie leki. Przykładem mogą być wyjątkowo groźne szczepy gronkowca złocistego, salmonelli, prątków gruźlicy czy pneumokoków.

Bezpieczeństwo i skuteczność terapii z użyciem wirusów zostały potwierdzone badaniami klinicznymi przeprowadzonymi w 2009 r. w Tbilisi, w jednym z trzech ośrodków zajmujących się bakteriofagami na świecie (drugi znajduje się w Meksyku, trzeci – w Instytucie Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu). Oprócz wysokiej skuteczności mikroby te mają jeszcze jedną zaletę – w przeciwieństwie do antybiotyków zabijają tylko konkretne szczepy chorobotwórczych bakterii, nie szkodząc tym, które są korzystne dla naszego zdrowia.

Więcej: www.iitd.pan.wroc.pl/pl/OTF/

 

2. Specjalistki od wysysania

Starożytni medycy stosowali pijawki do leczenia wszelkich dolegliwości: od bólów głowy po nieżyt żołądka czy skurcze łydek. Przez lata wierzono również, że upuszczanie krwi leczy nadciśnienie. Takie poglądy pokutują do dziś w różnych gabinetach tzw. medycyny naturalnej, choć badania naukowe nie potwierdziły tych rewelacji. Pijawki przydają się natomiast chirurgom, ponieważ potrafią sprawnie odessać gromadzącą się krew i pobudzić układ krążenia.

Ślina tych stworzeń zawiera hirudynę – białko o silnych właściwościach przeciwzakrzepowych. Dlatego pijawki, oczywiście tylko te pochodzące ze sterylnych, ściśle kontrolowanych hodowli, są dziś wykorzystywane w szpitalach m.in. przy zabiegach rekonstrukcyjnych, takich jak przyszywanie uciętych palców. Jeśli w miejscu zespolenia pojawiają się problemy z krążeniem żylnym, przystawienie pijawek potrafi uratować sytuację. Chirurdzy zapewniają, że pijawki nie są dla nich metodą pierwszego wyboru, ale przyznają jednocześnie, że w sytuacjach awaryjnych, takich jak skomplikowane urazy, odmrożenia czy zakrzepy, często nie mają wyjścia – nic bowiem tak skutecznie nie pobudza natychmiast krążenia.

Na Zachodzie leczenie pijawkami (na przykład żylaków nóg) w wielu krajach podlega refundacji przez ubezpieczalnie. W Polsce chirurg z Kolbuszowej, który w 2008 roku dzięki przystawieniu pijawek uratował nogę pacjentowi, trafił przed Komisję Etyki Lekarskiej.