W 2016 r. internet obiegła wiadomość, że w Gizie stały kiedyś nie trzy, a cztery monumentalne piramidy. Miały to pokazywać dawne ryciny i opisy. W dodatku jedna z piramid w Gizie, ta rzekomo zaginiona, miała się wyróżniać kolorem: była czarna. Jak zniknęła? Jakoby rozebrano ją w XVIII w., a pozyskany budulec zużyto na przedmieściach Kairu. Autorem tych sensacji był internetowy vloger Matthew Sibson, skądinąd zaangażowany w poszukiwania Atlantydy i kosmicznych cywilizacji.

Jego rewelacje łatwo było obalić. Geologia płaskowyżu w Gizie nie pozwala na dowolny układ budowli. Ograniczenie stanowi struktura terenu: stabilne i równe podłoże gwarantował jedynie skraj górnej części wapiennego pokładu zwanego Formacją Mokattam. A ten zagospodarowały już trzy główne piramidy w Gizie, otoczone dużo mniejszymi tzw. piramidami satelitarnymi oraz przyległe do nich nekropolie. Już ten fakt pozwalał zignorować pomysły o czwartej piramidzie w Gizie jako nierealne.

Sęk w tym, że z dawnymi rycinami i opisami… rzeczywiście coś było na rzeczy!

Piramidy w Gizie - co o nich wiadomo?

W latach 1737–1738 duński admirał, a przy tym utalentowany rysownik Frederic Louis Norden z polecenia króla Chrystiana VI Oldenburga odbył podróż badawczą po Egipcie i okolicach. Jej owocem były materiały zebrane w wydanym trzynaście lat po śmierci Duńczyka tomie „Voyage d’Egypte et de Nubie” (1755). Publikacja znana jest głównie z tego, że jako pierwsza przedstawiała Wielkiego Sfinksa realistycznie – bez nosa, który posąg utracił jeszcze w średniowieczu.

Norden rzeczywiście opisał w swym dziele „czwartą piramidę, która jest jeszcze o sto stóp mniejsza niż trzecia”. Zamieścił także rycinę, powielaną dziś w internecie, na której przedstawił rząd piramid w Gizie. Wbrew jednak dzisiejszym sensacyjnym teoriom opisywana przez niego piramida miała znajdować „poza linią pozostałych, nieco dalej na zachód”. Czyli, zdaniem samego podróżnika, nie stanowiła integralnej części kompleksu z Gizy. A skoro tak, to o jaką inną „czwartą piramidę” w Gizie chodziło w opisie Duńczyka?

Być może o piramidę Dżedefre, syna budowniczego Wielkiej Piramidy Cheopsa (Chufu) i jego nieznanej z imienia małżonki. Nigdy nie została w pełni ukończona, a wzniesiono ją w Abu Roasz, w północnej części nekropolii memfickiej, jakieś 8 kilometrów na północny zachód od kompleksu w Gizie.

Pierwotnie miała wysokość około 67 m, czyli zbliżoną do piramidy faraona Mykerinosa (Menkaure), trzeciej z głównych piramid w Gizie. Do dziś pozostało po niej niewiele: kikut wystający około 11 metrów ponad powierzchnię gruntu. Nie wiadomo dokładnie, w jakim tempie przebiegał proces degradacji budowli (jeszcze na początku XX w. pozyskiwano z niej materiał budowlany i dokonywano konsekwentnej rozbiórki), a więc w jakim właściwie stanie zastał ją Norden w XVIII w.

Nadużyciem jest też twierdzenie, że czwarta piramida w Gizie miała być czarna. Jak zauważył Jason Colavito, amerykański publicysta polemizujący z sensacyjnymi teoriami, Duńczyk stwierdził w oryginale jedynie, że jej budulec wydawał mu się ciemniejszy niż zwyczajny granit. Sam wstrzymywał się z opinią, o jaki kamień w istocie chodzi. Za czarny kolor piramidy odpowiedzialne było dopiero angielskie tłumaczenie dzieła Nordena z 1757 r.

Nie można wykluczyć, że w istocie Duńczyk opisał po prostu jedną z piramid satelitarnych przy piramidzie Mykerinosa, a internetowy „fake news” powstał z pomieszania tego faktu i informacji o rozbiórce piramidy Dżedefre.

To jednak tylko jedna odsłona długiej walki o prawdę o kompleksie piramid w Gizie. Już od czasów narodzin egiptologii jako dyscypliny naukowej w szranki z nią staje tzw. piramidologia. Czyli pseudonauka, która nie uznaje, że piramidy Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa to królewska nekropolia, o której mnóstwo już wiemy i której budowniczych znamy.

Kto zbudował piramidy w Gizie i w jakim celu?

Pierwszą osobą, która trafnie wskazała budowniczych piramidy w Gizie – czyli faraonów Chufu, Chafre i Menkaure, lepiej znanych pod zgrecyzowanymi imionami Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa – był piszący w V w. p.n.e. historyk Herodot. Co prawda podane przez niego okoliczności powstania piramid w Gizie mają charakter czysto legendarny (zły władca miał własną córkę umieścić w lupanarze, aby pozyskać środki na realizację planu), zaś techniczne szczegóły opisu budowy okazały się błędne, jednak akurat w kwestii tożsamości fundatorów grobowców Herodot się nie mylił. Powtórzył wiarygodną tradycję, co dużo później potwierdziła nowożytna egiptologia.

Tyle że przez ponad dwa tysiące lat prawie nikt w tej kwestii nie traktował Herodota poważnie. Już w I w. n.e. rzymski erudyta Pliniusz Starszy tak podsumował domysły różnych autorów: „nie są ze sobą zgodni, przez kogo rzeczywiście [piramidy – przyp. red.] zostały wzniesione: sprawiedliwym zrządzeniem losu w niepamięć popadły imiona twórców tych pomników próżności”. Współczesny Pliniuszowi żydowski historyk Józef Flawiusz uważał, że piramidy w Gizie zbudowali Hebrajczycy w niewoli egipskiej. Późniejsza tradycja chrześcijańska i islamska widziała w nich odpowiednio skarbce wiedzy tajemnej wzniesione przez królów-mędrców jeszcze przed potopem lub spichlerze zbudowane przez biblijnego patriarchę Józefa.

Do koncepcji, że były to jednak grobowce królewskie, powrócił dopiero w 1610 r. angielski poeta i podróżnik George Sandys. Lecz jego trzeźwy pomysł pozostał głosem wołającego na puszczy, bo popularność zaczynała zdobywać piramidologia – pseudonauka próbująca odnaleźć w proporcjach i wymiarach piramid zakodowane fantastyczne dane astrologiczne i numerologiczne. Piramidy zaangażowano nawet do walki z promowanym przez Francuzów systemem metrycznym. I tak publicysta John Taylor w XIX w. twierdził, że jednostki miar używane przez budowniczych piramid dokładnie odpowiadały standardom miar brytyjskich, więc to właśnie cal angielski ma boską i pradawną sankcję.

Udowodnienie rzeczywistego autorstwa i funkcji monumentów stało się możliwe dopiero po odczytaniu hieroglifów przez Jeana-Françoisa Champolliona (1822 r.) i rozpoczęciu regularnej eksploracji kompleksu piramid w Gizie, zapoczątkowanej przez Włochów: Giovanniego Battistę Caviglię i Giovanniego Battistę Belzoniego w I poł. XIX w. Ale nawet powstanie naukowej egiptologii nie zakończyło kariery piramidologów.

Piramidy w Gizie - ciekawostki i kontrowersje

Klasycznym już elementem teorii alternatywnych jest negowanie związku budowli z konkretnymi faraonami. Wypływa ono z faktu, że pierwsze oficjalne teksty religijne zaczęto umieszczać na ścianach piramid dopiero ok. 200 lat po Cheopsie. On sam nie mógł więc zostawić swego imienia na pamiątkę w Wielkiej Piramidzie. Spór o jej fundatora rozstrzygnęło jednak, jak się wydawało, odkrycie dokonane w 1837 r. przez brytyjskiego pułkownika Howarda Vyse’a.

Otóż od 1765 r. wiedziano, że nad Komorą Królewską znajduje się inna, pusta komora, której zadaniem było odciążenie stropu. Vyse, mając bardzo dobre przygotowanie inżynieryjne, prawidłowo obliczył, że jedna komora to za mało jak na tak duży ciężar bloków nad nią spiętrzonych, więc muszą istnieć kolejne. Aby się o tym przekonać, założył ładunek wybuchowy i spowodował eksplozję, która istotnie przebiła wejście wyżej. Powtórzył ten zabieg jeszcze trzy razy, gdyż okazało się, że komór odciążających, umiejscowionych jedna na drugiej, jest w sumie aż pięć.

Vyse odkrył w nich cały szereg graffiti namazanych na blokach podczas budowy piramidy w Gizie. Zawierały one nazwy brygad robotniczych, a w nich wyraźnie zapisane imię faraona – Chufu. Od czasów umieszczenia tych bloków na właściwym miejscu nie było żadnej szansy, by do komór dostał się ktokolwiek przed Vysem – bez pomocy dynamitu pozostawały niedostępne. Po raz pierwszy uzyskano więc naprawdę twardy dowód autorstwa piramidy w Gizie i ostateczne potwierdzenie przekazu Herodota.

Jednak w 1980 r. Zecharia Sitchin – jeden z najbardziej wpływowych, poza Erichem von Dänikenem, propagatorów tzw. paleoastronautyki postulującej istnienie kontaktów starożytnych cywilizacji z kosmitami – zarzucił Vyse’owi dopuszczenie się fałszerstwa. Według Sitchina to sam brytyjski pułkownik miał spreparować graffiti (popełniając przy tym rażący błąd w zapisie imienia faraona), a swego pomocnika, który o wszystkim wiedział, sterroryzował. Zresztą, czyż to nie dziwne, że napisy pojawiły się tylko w komorach otwartych przez Vyse’a, a nie było ich w pierwszej, znanej już wcześniej?

Po sprawdzeniu sensacyjnej wersji Sitchina szybko okazało się, że opowieść o zastraszonym asystencie, rzekomo wtajemniczonym w fałszerstwo, została wymyślona przez domniemanego wnuka ofiary. Zaś teza o popełnionym błędzie ortograficznym wynikała z niestarannych przerysów: dobrej jakości zdjęcia ukazują zupełnie prawidłowe pod względem filologicznym napisy. Co więcej, część z nich umieszczona jest w takich miejscach, do których żaden współczesny fałszerz nie miałby dostępu.

Gwoździem do trumny teorii fałszerstwa stał się fakt, że kolejne graffiti z nazwami brygad budowlanych i imionami – już nie tylko Cheopsa, ale i Mykerinosa – odnajdywano nadal długo po brytyjskim pułkowniku. Ostatniego takiego odkrycia dokonał w 2011 r. zaopatrzony w kamerę robot sondujący wąskie szyby Wielkiej Piramidy.

Informacje o piramidach w Gizie i zagadki egiptologii

Czy to znaczy, że nauka rozwiązała wszystkie zagadki kompleksu piramid w Gizie? Oczywiście nie. Na przykład od pewnego czasu podawana jest w wątpliwość teza, że Wielki Sfinks powstał za panowania Chefrena, syna Cheopsa, i nosił jego rysy twarzy. Rainer Stadelmann, zmarły w 2019 r. były dyrektor Niemieckiego Instytutu Archeologicznego w Kairze, po przeprowadzeniu badań ikonografii głowy posągu stwierdził, że odpowiada ona raczej stylowi charakterystycznemu dla czasów ojca, nie syna. Wskazał też, że to nie Sfinksa dopasowano do reszty kompleksu grobowego Chefrena, lecz kompleks grobowy tego faraona wybudowano tak, aby go dostosować do istniejącego już posągu.

Dlatego właśnie rampa łącząca piramidę ze świątynią grobową tego władcy omija nieckę, w której stoi Sfinks. Z kolei archeolog Vassil Dobrev w 2004 r. dowodził, że posąg powstał na rozkaz Dżedefre, przyrodniego brata Chefrena, chociaż miał upamiętniać Cheopsa. Tak czy inaczej niewykluczone, że twarz Sfinksa w istocie jest twarzą budowniczego Wielkiej Piramidy.

Badaczy zabytków z Gizy potrafi zresztą zaskoczyć nie tylko to, co na powierzchni. Wprawdzie między bajki należy włożyć popularne w kręgach ezoterycznych przekonanie, że pod piramidami znajdują się sekretne komnaty kryjące jakieś wstrząsające pradawne zapisy i proroctwa, jednak ciągle zdarzają się sensacyjne odkrycia.

Tak było w 1954 r. Odnaleziono wówczas tzw. barkę słoneczną Cheopsa – cedrową łódź, która miała symbolicznie transportować faraona w jego pośmiertnej wędrówce po niebie – a która zachowała się nietknięta od momentu pogrzebania w pobliżu piramidy. Z kolei w 1988 r. amerykański archeolog Mark Lehner odsłonił pozostałości obozu budowniczych piramid wraz z cmentarzem, na którym ich grzebano. Badania wykazały, że mieszkali w całkiem dobrych warunkach, byli dobrze odżywieni i cieszyli się fachową – jak na owe czasy – opieką medyczną.

Od 1999 r. trwają zaś badania enigmatycznej podziemnej struktury, nieco na wyrost nazywanej przez archeologów grobem szybowym Ozyrysa. Wejście do tych sztucznych podziemi znajdujących się bezpośrednio pod drogą procesyjną prowadzącą do piramidy Chefrena znano już w latach 30. XX w. Ich eksplorację uniemożliwiał fakt, że były prawie całkowicie zalane przez wody gruntowe. Dopiero po odprowadzeniu wody podjęto regularne badania pod kierunkiem Zahiego Hawassa, słynnego egipskiego archeologa i ówczesnego głównego inspektora archeologicznego Gizy.

Okazało się, że to imponujący podziemny kompleks grobowy. Składa się z trzech poziomów połączonych niemal pionowymi szybami i sięga ok. 35 m w dół. Co prawda jego wyposażenie nie pochodziło z czasu wznoszenia piramid w Gizie, lecz było o prawie dwa tysiące lat późniejsze, jednakże część znalezisk sugeruje, że zaczęto drążyć tę strukturę już dwieście–trzysta lat po Cheopsie.

Co więcej, Hawass przypomniał sobie pewien szczególik z opisu Herodota, uważany dotąd za nieprawdopodobny lub za efekt naiwności Greka. Otóż starożytny uczony w swoich „Dziejach” zasugerował, że mimo wybudowania piramidy, Cheops pragnął zostać pochowany nie w gigantycznej budowli, lecz w… jakichś podziemnych pomieszczeniach zalanych wodą. Może Hawass ma rację, sądząc, że Herodot widział zalany podziemny kompleks, zbadany dopiero pod koniec XX w., i wziął go za właściwy grobowiec władcy? Czyżby przez wieki lekceważony „ojciec historii” po raz drugi śmiał się z nas zza grobu?