Wielkie rzeczy – odpowie chemik. Przecież polietylen jest nietoksyczny! Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Okazuje się, że plastikowe drobiny wchłaniają ze środowiska związki, chociażby takie jak polichlorowane bifenyle (PCBs), mające silne działanie rakotwórcze. W ten sposób pozwalają toksynom kumulować się i krążyć w ekosystemach. Nikt tak naprawdę nie wie, jak długo może trwać rozkład plastiku – być może nawet tysiące lat! – więc dzięki niemu trucizny stają się praktycznie „wieczne”.

Jeszcze gorzej wygląda to w przypadku innych tworzyw sztucznych, zawierających toksyczne domieszki, np. polibromowe etery fenylowe (PBDEs), ftalany czy bisfenol A (BPA). Potrafią wywoływać w organizmie mnóstwo patologii, od uszkodzenia poszczególnych narządów po zaburzenia hormonalne. „Takie chemikalia są szczególnie niebezpieczne dla kobiet w ciąży i noworodków” – mówi dr Frederick vom Saal z University of Missouri.

TORBA – TWÓJ WRÓG!

Nikt więc już chyba nie próbuje dowodzić, że plastik jest nieszkodliwy. Nawet producenci „foliówek” przebąkują, że problemem jest raczej to, że ludzie wyrzucają torby byle gdzie.

Rzecz w tym, że proponowane rozwiązania zastępcze wcale nie są wiele lepsze. Cokolwiek by bowiem powiedzieć o torbach z polietylenu, są one i tak stosunkowo mało toksyczne w porównaniu ze śmieciami, które potrafi wytworzyć nasza cywilizacja. Z HDPE można z powodzeniem odzyskać energię, utylizując odpady w spalarniach (inna sprawa, że w Polsce jest tylko jeden taki zakład). Tworzywo to nadaje się również do recyklingu – po zmieleniu powstaje z niego granulat, który może posłużyć do produkcji folii budowlanych albo worków na śmieci.

Weźmy tymczasem pod lupę torby papierowe, powszechnie uznawane za ekologiczne. Co prawda nadają się do recyklingu jako makulatura, a porzucone gdzieś „w plenerze” po jakimś czasie się rozłożą. Jednak ich produkcja pochłania więcej energii i surowców niż w przypadku plastiku (co przekłada się na wyższą cenę samej torby). Na dodatek papier łatwo się drze, a więc wykonane z niego opakowania właściwie nie nadają się do powtórnego użytku.

Równie złym pomysłem może być zamiana zwykłej „foliówki” na taką, która po pewnym czasie ulegnie rozkładowi w środowisku. „Używanie ich sprawia, że ludzie czują się lepiej, ale nie powstrzymuje nikogo przed śmieceniem” – uważa Claire Wilton z organizacji Friends of the Earth. Co gorsza, „ekologiczna” reklamówka fruwająca po lesie czy pływająca w morzu może wyrządzić takie same szkody jak zwykła. W tym świetle forsowana w Polsce ustawa, która zezwala sklepom na bezpłatne rozdawanie tylko toreb biodegradowalnych, rozwiązuje tylko część problemu.

ZJADAMY NASZĄ PLANETĘ

Producenci plastikowych reklamówek żalą się, że kampania skierowana przeciwko ich produktom jest niewspółmierna do skali zagrożenia. Po części mają rację. „W Polsce co roku powstaje ok. 700 tys. ton odpadów opakowaniowych. Foliowe torby stanowią zaledwie 5–7 procent z nich” – wylicza dr Hanna Żakowska, kierownik Zakładu Ekologii Opakowań w Centralnym Ośrodku Badawczo- -Rozwojowym Opakowań. Jako śmieci są jednak bardzo widoczne, a więc stały się idealnym celem dla działaczy organizacji ekologicznych.Tak naprawdę problem leży nie w tym, jakie torby dostajemy, kupując coś sklepie. Chodzi przede wszystkim o to, że bierzemy ich – i potem wyrzucamy, bo z segregacją odpadów nadal jest w Polsce krucho – zdecydowanie zbyt wiele.

Naukowcy szacują tę liczbę na kilkanaście miliardów rocznie tylko w naszym kraju. Gdyby udało się ograniczyć to marnotrawstwo, skorzystałoby na tym nie tylko środowisko naturalne, ale i nasze portfele. Przecież za „darmowe” reklamówki płacimy i tak – tyle że ich koszt jest ukryty w cenach produktów ustalanych przez sklep. I taki też jest najskuteczniejszy klucz do rozwiązania problemu – finansowy właśnie. Kraje, które wprowadziły dodatkowe podatki od opakowań, takie jak Dania czy Irlandia, odnotowały spadek zużycia toreb jednorazowych nawet rzędu 90 proc. Jeśli konsument będzie musiał zapłacić za każdą „foliówkę” choćby i kilkadziesiąt groszy, dwa razy się zastanowi, zanim weźmie ich całą garść. W takiej sytuacji popularność zyskują natomiast torby wielorazowego użytku – i ten trend jest już widoczny w Polsce.

Zresztą taki wybór to nie tylko kwestia doraźnych korzyści. Plastik produkowany jest z ropy naftowej, której zasoby się wyczerpują, a ceny rosną. Papier i tworzywa podlegające kompostowaniu – z roślin, których też mamy na Ziemi coraz mniej. Tymczasem zwiększa się liczba zamieszkujących ją ludzi i ich apetyt na wszelkie dobra. Prof. Jared Diamond z University of California w Los Angeles wyliczył, że mieszkaniec kraju rozwijającego się konsumuje 36 razy mniej materiałów i energii niż obywatel USA czy Europy. Gdy jednak setki milionów biednych do niedawna ludzi zaczynają się bogacić – tak jak w Chinach czy Indiach – ów współczynnik konsumpcji gwałtownie rośnie. Dlatego do globalnej katastrofy ekologicznej nie trzeba wcale przeludnienia.