Inżynierowie z kalifornijskiego startupu Mondo Robotics, w skład którego wchodzą specjaliści pracujący wcześniej dla takich gigantów jak DJI czy Tesla, wyszli z założenia, że w sumie można mieć takiego fotografa i kamerzystę na wyłączność. Oczywiście, nie człowieka, tylko maszynę. Stworzyli więc urządzenie o nazwie BENI – małego robota, który ma stać się naszym osobistym, bezobsługowym operatorem kamery.
Mały robocik z charakterem, który zawsze jest gotowy na robienie zdjęć
Patrząc na BENI, trudno nie uśmiechnąć się pod nosem. Twórcy świadomie zrezygnowali z surowego, bezdusznego wyglądu na rzecz estetyki, która nawiązuje do kultowych zabawek w stylu Sony Aibo. Robocik waży niespełna dwa kilogramy, ma urocze, cyfrowe oczy zmieniające kolor w zależności od nastroju, potrafi potakiwać głową, a do tego można go ubrać w miniaturowe czapeczki czy doklejane uszka.
To nie jest jednak tylko marketingowy bajer. W Mondo Robotics doskonale zrozumieli, że robota, który ma towarzyszyć nam w codziennym życiu, musimy po prostu polubić. Jeśli sprzęt wygląda uroczo i sympatycznie, znacznie chętniej zabierzemy go ze sobą na spacer, do parku czy na imprezę w ogrodzie.
Mimo niepozornej aparycji, pod obudową kryje się potężna inżynieria. BENI porusza się na cichych kołach, potrafi rozpędzić się do prawie 29 km/h, bez problemu pokonuje 25-centymetrowe przeszkody (np. krawężniki czy progi), a jeśli w ferworze akcji przewróci się na nierównym terenie – samoczynnie wstaje i natychmiast wraca do nagrywania. Zamiast statycznego obrazu dostajemy dynamiczne, pełne życia ujęcia z perspektywy gleby, których nie da się uzyskać tradycyjną kamerą trzymaną w dłoni.
Autentyczne emocje uchwycone bez Twojego udziału
Największą siłą tego malucha jest fakt, że nie wymaga on od nas ciągłej uwagi. Wystarczy założyć na nadgarstek lub przypiąć do torby magnetyczny lokalizator, a BENI sam ruszy za nami w trasę. Dzięki wbudowanym sensorom i sztucznej inteligencji, robot autonomicznie śledzi nasz ruch i wybiera najciekawsze kadry. Zna nawet kilka kinowych trybów: może jechać tuż za nami, poruszać się równolegle z boku, wyprzedzać nas i filmować naszą twarz od frontu albo krążyć wokół w płynnym, 360-stopniowym piruecie.
Kamera nagrywa w jakości 4K HDR, a hybrydowa, 4-osiowa stabilizacja dba o to, by obraz był idealnie gładki, nawet gdy robocik gna po żwirze czy trawie. Co niezwykle istotne w dzisiejszych czasach – cała sztuczna inteligencja i przetwarzanie obrazu działają lokalnie na urządzeniu, dzięki czemu nasze prywatne nagrania z domu czy ogrodu nie trafiają do chmury, chyba że sami zdecydujemy się użyć opcjonalnego, automatycznego montażysty AI, który z godzin surowego materiału wycina najciekawsze, dziesięciosekundowe perełki.

Jedna bateria zapewnia około 1,5 godziny ciągłej pracy. To mało, ale na szczęścią są też wymienne akumulatory, więc ten czas łatwo wydłużyć. Czy BENI zastąpi profesjonalnego fotografa na ślubie? Pewnie jeszcze nie. Ale jako dyskretny towarzysz codziennego życia, który pozwala uwiecznić autentyczny uśmiech dziecka, zabawy z psem czy wspólne gotowanie ze znajomymi bez konieczności sięgania po telefon – sprawdza się genialnie.
Wreszcie możesz po prostu być częścią własnych wspomnień
Moim zdaniem projekt BENI dotyka bardzo ważnego, społecznego problemu. Żyjemy w czasach, w których tak bardzo skupiliśmy się na dokumentowaniu każdej sekundy naszego życia, że przestaliśmy w nim w pełni uczestniczyć. Stoimy z boku z podniesionym smartfonem, patrzymy na świat przez kilkucalowy wyświetlacz i przegapiamy to, co najważniejsze.
Przesunięcie roli operatora na małego, autonomicznego robota przywraca właściwe proporcje. Możemy wreszcie schować telefon do kieszeni, zająć się rozmową, śmiechem i byciem „tu i teraz”, mając pewność, że w tle pracowicie działa mały pomocnik, który zadba o to, by żadna wartościowa chwila nie uciekła z domowego archiwum.
