Po niedawnych zmianach dotyczących wieku użytkowników czy obowiązkowych kasków dla części osób rząd rozważa kolejne regulacje, które mogą mocno wpłynąć na sposób korzystania z tych pojazdów. Na tapecie pojawiają się między innymi obowiązkowe ubezpieczenie OC, rejestracja hulajnóg oraz większa kontrola urządzeń niespełniających norm bezpieczeństwa.
Wypadków przybywa mimo obowiązujących przepisów
Obecne regulacje dotyczące hulajnóg elektrycznych obowiązują w Polsce od 2021 roku, ale trudno powiedzieć, by specjalnie szczegółowo zagłębiały się w sprawę. Przepisy określają między innymi maksymalną prędkość na poziomie 20 km/h, wymagają od młodszych użytkowników posiadania karty rowerowej i jasno wskazują, gdzie można poruszać się takim pojazdem. To raczej podstawowe kwestie.
Tymczasem rzeczywistość nie jest taka prosta i często jest daleka od idealnej wizji z przepisów. Na ulicach i chodnikach regularnie można spotkać hulajnogi odblokowane do znacznie wyższych prędkości, a także urządzenia o parametrach daleko odbiegających od tego, co przewidują przepisy. Kiedy połączymy to z użytkownikami, którzy traktują hulajnogi jak zabawkę, dostajemy naprawdę niepokojące policyjne statystyki. Tylko w zeszłym roku odnotowano 1158 wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych, w których ponad tysiąc osób zostało rannych, a 11 straciło życie. Rok wcześniej było ich 752. Widzicie więc, jak ogromny wzrost odnotowano?
Nie powinno więc nikogo dziwić, że w końcu zaczęto uważniej przyglądać się temu problemowi. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak przyznał w rozmowie z RMF FM, że resort analizuje różne sposoby uporządkowania rynku hulajnóg elektrycznych.
Ja jestem cięty na hulajnogi i e-hulajnogi, mówiąc bardzo kolokwialnie. Mówiąc już z punktu widzenia ministerstwa, zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób uregulować te kwestie związane z e-hulajnogami i hulajnogami – powiedział minister.

Pomysłów na rozwiązanie problemu jest sporo, a jednymi z nich jest wprowadzenie obowiązkowego OC oraz systemu rejestracji pojazdów, podobnego do tego, który funkcjonuje w przypadku samochodów czy motocykli. Na razie nie zapadły jeszcze konkretne decyzje, ale sam fakt prowadzenia takich analiz pokazuje, że rząd szuka nowych narzędzi do poprawy bezpieczeństwa. Co prawda samo to raczej gwałtownie nie zmniejszy wspomnianych statystyk, jednak na pewno pomoże trochę obniżyć liczbę wypadków.
Na tym oczywiście się nie kończy, bo ministerstwo chce także przyjrzeć się urządzeniom sprowadzanym spoza Unii Europejskiej. Chodzi przede wszystkim o bardzo mocne hulajnogi, które często pozwalają osiągać prędkości wielokrotnie wyższe od dopuszczalnych 20 km/h. Jak podkreśla Klimczak, temat pojawił się już podczas prac nad przepisami dotyczącymi homologacji pojazdów.
Już rozpoczęliśmy ten proces jakiś czas temu w ustawie dotyczącej homologacji, tak aby do Polski nie były sprowadzane wynalazki z państw trzecich. Nazwę to bardzo ogólnie – jakieś potwory elektryczne, które rozpychają, rozganiają wszystkich na chodniku – stwierdził minister.
Same przepisy mogą nie wystarczyć
Nie ma się co łudzić, nowe regulacje mogą pomóc, ale tylko wtedy, gdy będą skutecznie egzekwowane. Już dziś obowiązują ograniczenia prędkości, jednak wiele hulajnóg jest odblokowywanych, a użytkownicy rzadko podlegają kontrolom pozwalającym sprawdzić stan techniczny pojazdu czy zgodność z homologacją. A skoro tak, większość osób myśli, że ich działania są w porządku i mogą dalej robić, co chcą, stwarzając zagrożenie dla innych.
Dlatego najbliższe miesiące mogą przynieść nie tylko nowe przepisy, ale również dyskusję o tym, jak skutecznie kontrolować rynek hulajnóg elektrycznych. Zwłaszcza że wraz ze wzrostem popularności tych pojazdów rośnie również presja na poprawę bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu – zarówno użytkowników hulajnóg, jak i pieszych. Na pewno oprócz nowych przepisów i poprawy skuteczności ich egzekwowania, powinniśmy się skupić również na odpowiedniej edukacji. Ta z kolei nadal nie jest powszechna i trzeba coś z tym zrobić.
