O tej porze roku na Grenlandii zazwyczaj pada śnieg, ale tym razem pogoda zaskoczyła. W ciągu dwóch dni – 14 i 15 sierpnia – rekordowe 7 mld ton wody spadło na szczyt lodowca wznoszący się na wysokość 3216 m n.p.m.

To pierwsze opady deszczu w tym miejscu, jakie zanotowano w czasie prowadzonych od 1950 roku obserwacji. Możliwe nawet, że pierwsze w całej nowożytnej historii. „Nie są znane wcześniejsze doniesienia o opadach deszczu na tej wysokości” – podają naukowcy z amerykańskiego Narodowego Centrum Badania Lodu i Śniegu w Boulder w Kolorado (NSIDC, National Snow and Ice Data Center).

W specjalnie wydanym oświadczeniu ekolodzy z NSIDC poinformowali, że ilość lodu utraconego w ciągu jednego dnia ostatnich opadów była taka sama, jak zazwyczaj średnia utrata lodu w ciągu tygodnia o tej porze roku. Szacunki pokazują, że w weekend stopniało 872 tys. km kwadratowych lodu.

Globalne ocieplenie niszczy Grenlandię

Na szczycie, na który spadły rekordowe ulewy, znajduje się stacja badawcza Summit Camp, nadzorowana przez National Science Foundation. Z pomiarów prowadzonych przez personel stacji wynika, że w miniony weekend temperatura na szczycie wzrosła powyżej zera – trzeci raz w ciągu minionej dekady.

Naukowcy uważają, że za wzrost temperatury i niespodziewane pojawienie się opadów deszczu odpowiada zjawisko atmosferyczne zwane antycyklonem. Antycyklon to układ wiatrów w postaci wiru, w którym cyrkulacja powietrza ma kierunek przeciwny do kierunku ruchu obrotowego Ziemi. Takie warunki umożliwiają utrzymywanie się wysokich temperatur na jednym obszarze przez długi czas i prowadzą do powstawania fal upałów.

Raport Międzynarodowego Zespołu ONZ ds. Zmian Klimatu (IPCC, Intergovernmental Panel on Climate Change), opublikowany w tym miesiącu, alarmuje, że jeśli nie podejmiemy natychmiastowych działań na rzecz dekarbonizacji, to Ziemia osiągnie krytyczny próg ocieplenia o 1,5 stopnia Celsjusza w ciągu najbliższych 20 lat.

Raport, który sekretarz generalny ONZ António Guterres określił jako „czerwony alarm dla ludzkości”, ostrzega, że w miarę ocieplania się planety coraz częstsze będą ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak fale upałów, susze i powodzie.

Woda z lodowców zatopi miasta

Choć rok 2021 jeszcze się nie zakończył, to już można ocenić, że dla Grenlandii okazał się niszczycielski. Już w lutym naukowcy ostrzegali, że pokrywa lodowa wyspy zbliża się do punktu krytycznego, po którego przekroczeniu nie powstrzymamy dalszego topnienia lodowców – nawet jeśli uda nam się powstrzymać globalne ocieplenie.

Z kolei w lipcu odnotowano rekordową dzienną utratę lodu. 28 lipca, gdy temperatura sięgnęła 20 st. Celsjusza (dwa razy więcej, niż średnia temperatura na Grenlandii latem) stopniało dwa razy więcej lodu niż wynosi średnia tygodniowa utrata w okresie letnim.

Ted Scambos z NSIDC powiedział, że wzrost temperatur i pojawienie się opadów są kolejnymi sygnałami alarmującymi, że Grenlandia ociepla się w najszybszym jak dotychczas tempie. – Przekraczamy progi, których nie notowano od tysiącleci i, szczerze mówiąc, to się nie zmieni, dopóki nie zmienimy tego, co robimy z atmosferą – mówi Scambos.

Według szacunków NSIDC, gdyby stopił się cały lód Grenlandii, globalny poziom mórz podniósłby się o około 6 metrów.

Źródło: NSIDC.