
W praktyce oznacza to, że Morze Śródziemne, często traktowane jak dobrze poznany, niemal domowy akwen – dorzuca do geologicznej układanki nowy, gorący element. I to dosłownie: wśród struktur rejestrowano aktywne, wrzące wypływy przekraczające 180°C.
Co dokładnie znaleziono pod Milos?
Na szelfie wokół Milos zidentyfikowano rozległy system hydrotermalny w zakresie ok. 30–230 metrów głębokości. Kluczowe jest tu słowo rozległy: to nie pojedynczy komin czy niewielkie pole bąbelków, tylko wieloobszarowa mozaika miejsc, w których gorące, bogate w gazy płyny wydostają się przez dno.
Wyróżniono trzy główne rejony aktywności: Aghia Kiriaki, Paleochori–Thiorychia oraz Vani. Każdy z nich ma własną scenografię, od piaszczystych obszarów z jasnymi nalotami mikrobiologicznymi po bardziej architektoniczne struktury kominów odgazowujących CO₂.
Najbardziej uderza wizualna różnorodność: miejscami widać intensywne uwalnianie gazów i rozległe maty mikroorganizmów, miejscami struktury przypominające kominy, które zdradzają długotrwałą, stabilną aktywność systemu. To nie incydent, to geologiczny mechanizm pracujący w tle.
Tu nie ma przypadku: pęknięcia sterują całym widowiskiem
W tego typu odkryciach zawsze pojawia się pytanie: dlaczego akurat tutaj? Odpowiedź w przypadku Milos jest wyjątkowo czytelna: układ pól hydrotermalnych pokrywa się z aktywnymi strefami uskoków. Pęknięcia w skorupie działają jak autostrady dla gorących płynów, im lepszy zjazd z głębi, tym większa szansa, że na dnie zobaczymy bąble i kominy.

Wiele odpowietrzeń grupuje się wokół ok. 130 m i ok. 180 m, a w jednym z rejonów pojawia się dodatkowy klaster w okolicach 210 m. Przyczyna takiego rozkładu nie jest jeszcze przesądzona, ale sam fakt, że natura rysuje wyraźne poziomy, podpowiada, że w tle może grać konkretny zestaw warunków: geologia, ciśnienie, drożność szczelin, a może chemia i fazy gazów.
Co ważne, mówimy o obszarze związanym z tektoniczną depresją (grabenem), która lokalnie wciąga dno nawet do ok. 230 m. To tłumaczy, czemu w jednym miejscu dostajemy płytkie dno i subtelne maty, a kilka kilometrów dalej, głębsze strefy z silniejszą, bardziej kominową aktywnością.
Wrzątek pod wodą i życie na granicy komfortu
Najmocniejszy detal, ten, który naprawdę zostaje w głowie, to informacja o aktywnie wrzących płynach i temperaturach przekraczających 180°C w głębszych strefach. W wodzie to brzmi nielogicznie, ale lokalnie przy odpowiednim ciśnieniu i składzie, takie warunki są możliwe, a to znak, że z głębi dociera energia naprawdę pierwotna.
Tam, gdzie jest energia i chemiczna pożywka, szybko pojawia się biologia. Rozległe maty mikroorganizmów, od białych nalotów na piaszczystym podłożu po grubsze, bardziej zwarte pokrycia w strefach głębszych, są czymś więcej niż ciekawostką. To gotowe laboratorium do obserwowania, jak ekosystemy układają się wokół źródeł chemicznej energii, a nie światła słonecznego.
Do tego dochodzi wątek gazów: w opisie pojawia się m.in. odgazowanie CO₂ i sygnały, że system jest zasilany procesami magmowymi. W praktyce Milos staje się miejscem, gdzie można jednocześnie badać geochemię, mikrobiologię i dynamikę skorupy, bez potrzeby wysyłania ekspedycji na środek oceanu.

Dlaczego to odkrycie zmienia mapę Morza Śródziemnego?
Hydrotermalne pola w oceanach są namznane, ale Morze Śródziemne przez lata częściej kojarzyło się z punktowymi, lokalnymi przejawami aktywności niż z czymś tak rozbudowanym na relatywnie dostępnych głębokościach. Tu nagle okazuje się, że w rejonie jednej wyspy mamy układ, który może być jednym z większych płytko- i średniogłębokościowych systemów hydrotermalnych w tej części świata.
Jest też aspekt praktyczny i mniej romantyczny: jeśli aktywne uskoki tak wyraźnie kontrolują ujścia, to każde przyszłe przemeblowanie tektoniczne, choćby seria trzęsień, może realnie przestawiać parametry systemu, od intensywności emisji gazów po pojawianie się nowych punktów wypływu. To ważne nie tylko dla geologów, ale też dla oceny ryzyk w regionie aktywnym wulkanicznie i sejsmicznie.
Nie bez powodu w planach badań pojawiają się kolejne cele w okolicy, w tym znany podmorski wulkan Kolumbo niedaleko Santorini oraz rejony związane z Nisyros. Im więcej takich punktów na mapie gorąca, tym wyraźniej widać, że południowa część Morza Egejskiego to nie pocztówka, to ruchomy system, który dopiero zaczynamy mapować z odpowiednią rozdzielczością.
Milos nie jest odludnym miejscem na końcu świata. To region, w którym turystyka, żegluga i infrastruktura spotykają się z aktywną geologią. Im lepiej rozumiemy, gdzie i dlaczego uciekają gazy oraz gorące płyny, tym lepiej potrafimy przewidywać zmiany i planować monitoring, a w świecie, w którym niespodzianki geologiczne potrafią być bardzo kosztowne, to ma realną wartość.