Niemcy okrzyknęli go wrogiem III Rzeszy, Hitler – wrogiem osobistym. W Rosji jest ikoną ludu. Do legendy przeszedł 30 stycznia 1945 roku. Jako kapitan podwodnego okrętu S-13 w akwenie na północ od Łeby wydał rozkaz storpedowania niemieckiego motorowca M/s „Wilhelm Gustloff”. Statek – według niemieckiej propagandy – miał być niezatapialny. 208-metrowy gigant, wyposażony w 9 pokładów, prywatne apartamenty Hitlera, baseny, teatry i kaplice, był jednocześnie bazą ćwiczebną morskich formacji nazistów. Na dno poszedł po trzeciej torpedzie. Śmierć poniosło 7–9,5 tys. niemieckich żołnierzy i cywilów, uchodźców z Prus Wschodnich i Pomorza Gdańskiego. W dziejach żeglugi nie było większej katastrofy. Literacko przetworzył ją noblista Günter Grass w powieści „Idąc rakiem”, która zaraz po wydaniu zimą 2001 r. rozpętała w RFN debatę o niemieckim cierpieniu czasów II wojny światowej.

Marinesko – wykonawca tego „ataku wieku” – w historii marynarki wojennej naszych wschodnich sąsiadów figuruje jako niedościgniony rekordzista. W czasie wojny zatopił jednostki przeciwnika o łącznej wyporności przekraczającej 40 tys. BRT (sam „Gustloff” – 25 tys. BRT). Zaledwie dziesięć dni po zagładzie „Gustloffa” komandor kazał zlikwidować transportowiec nie mniej znany – M/s „Steuben” (15 tys. BRT). Zginęło 3 tys. Niemców.

HEROS Z POCZTÓWKI