Mimo że wizyta Niemki w Pałacu Elizejskim była właściwie formalnością, między politykami czuło się napięcie. Kiedy Merkel wysiadła z czarnej limuzyny, Sarkozy rzucił się, żeby ją powitać. Zignorował wyciągniętą do powitania dłoń i przyciągając panią kanclerz do siebie, wymusił pocałunek w oba policzki. Niemiecka polityk postawiła jednak na swoim. Po sekundzie ponowiła próbę uścisku dłoni. I Sarkozy się podporządkował. Polityczne qui pro quo? A może zderzenie dwóch kultur?

Analitycy mowy ciała twierdzą, że to było coś więcej – walka na sygnały władzy. „Zawsze przy spotkaniu ważnych polityków odbywa się powitalny rytuał. Tu widać, że Sarkozy chce być głównym rozgrywającym. Ale Merkel to twarda negocjatorka, więc nie zamierzała dać się zdominować” – mówi Judi James, brytyjska ekspertka od mowy ciała. Grażyna Białopiotrowicz, psycholożka, trenerka biznesu i specjalistka od marketingu politycznego, mówi, że w oficjalnych sytuacjach politycy i biznesmeni zazwyczaj witają się uściskiem dłoni, a nie pocałunekiem. „Inicjując taką formę powitania, Sarkozy chciał zapewne zademonstrować zażyłość z Angelą Merkel, prawdziwą bądź fasadową” – tłumaczy.

Jak to jest z powitaniami? To kwestia protokołu dyplomatycznego czy lokalnej kultury, spontaniczny gest czy gra na sygnały władzy? Od lat większość mediów analizę ważnych spotkań politycznych rozpoczyna od analizy języka ciała ich uczestników. Niektóre redakcje zatrudniają nawet ekspertów behawioralnych. Ważne jest wszystko: kto kogo mocniej obejmował, w którą stronę pozowano do zdjęć, czy były pocałunki, kontakt wzrokowy, szczere uśmiechy czy ich znaczący brak. Według tych sygnałów prognozuje się powodzenie negocjacji.

Po grudniowym szczycie przywódców UE w Brukseli światowe media obiegły zdjęcia ze sceny, w której Nicolas Sarkozy ostentacyjnie unika wyciągniętej ręki premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, a ten – zaczerwieniony i nieswojo uśmiechnięty – pragnąc zachować twarz, klepie go po ramieniu. „Sarkozy zlekceważył Camerona, nie podał mu ręki!” – krzyczały nagłówki brytyjskich tabloidów. W BBC, „The Guardian”, „Financial Times” czy „The Huffington Post” premiera Wielkiej Brytanii przedstawiano jako poniżonego i przegranego. Potem okazało się, że kilka minut przed słynnym zdjęciem panowie uścisnęli sobie dłonie w świetle fleszy. Ale przykre wrażenie pozostało. Kilka dni później francuskie i brytyjskie media pisały o ochłodzeniu stosunków między dwoma krajami. Pewnie pomógłby „kiss and make up” – jak pojednawczego buziaka nazywają Amerykanie. Tylko czy Sarkozy miałby ochotę ucałować Camerona?

Dłoń do szabli

Trudno doszukać się jednego źródła praktykowanych dziś form powitań. Pierwsze graficzne przykłady uścisków dłoni pochodzą ze starożytnej Grecji, z V wieku p.n.e. Na tzw. steli na Akropolu, znajduje się datowana na ten okres płaskorzeźba, przedstawiająca witające się boginie Herę i Atenę. Z kolei pocałunki prawdopodobnie pochodzą z Indii, sprzed około 1500 lat p.n.e. Praktykowano je jako przekazywanie pozytywnej energii przez oddech. Amerykański socjolog Peter Hall twierdzi, że wiele zwyczajów powstało ze względów bezpieczeństwa, na przykład powitalny uścisk dłoni można przypisać angielskim rycerzom średniowiecznym. Podczas spotkań podawali sobie ręce i potrząsali nimi, żeby pokazać, że w rękawie nie kryją miecza ani noża. W książce „Zasady socjologii” angielski filozof Herbert Spencer podaje jeszcze inne możliwe pochodzenie takiej formy powitania. Przytacza legendę o spotkaniu dwóch Arabów na pustyni. Każdy z nich chciał pocałować drugiego w rękę. A był to wówczas gest władczy, wręcz obraźliwy. Z szarpaniny, w której obaj próbowali uniknąć poddania się pocałunkowi, powstał gest kompromisowy – uściśnięcie dłoni. Z kolei przyjacielskie objęcia i uściski pochodzą prawdopodobnie ze starożytnego Egiptu. Witający się mieli w zwyczaju przeszukiwać swoje szerokie, przewiewne szaty, w których mogła kryć się broń.

Współczesne gesty powitalne nie wiążą się już z bezpieczeństwem, ale statusem społecznym i konwencjami grzeczności. Jak pokazuje przykład Sarkozy'ego i Camerona, język ciała jest tak samo ważny w budowaniu relacji, jak komunikacja werbalna. A może nawet ważniejszy. Naukowcy twierdzą, że naszą opinię o innych w większości budujemy dzięki bodźcom wizualnym. Psycholog Albert Mehrabian w serii badań dowiódł, że podczas bezpośrednich spotkań słowa przekazują tylko 7 proc. informacji, ton głosu – 38 proc., a ponad połowę komunikują zachowania niewerbalne. Inne badania pokazują, że przy tworzeniu opinii na temat nowo poznanej osoby istotne są pierwsze cztery minuty kontaktu. Amerykanie twierdzą nawet, że wystarczy 90 sekund! Podczas politycznych rozgrywek i negocjacji na wywarcie dobrego wrażenia przywódcy mają właśnie tyle czasu. Stąd tak ważny jest pierwszy uścisk dłoni. Nancy Henley, feministka i emerytowana psycholożka społeczna z Uniwersytetu Kalifornijskiego, twierdzi, że komunikacja niewerbalna to najważniejszy element w budowaniu relacji władzy, dominacji i przewagi. „Można mówić o wygranej, a ciałem pokazywać niepewność i słabość. W niewerbalnej walce o wpływy dużą rolę odgrywa też płeć. Kobiety, które podczas spotkań biznesowych i politycznych mało się uśmiechają, uznaje się za smutne, zaś mężczyzn za dominujących i charyzmatycznych” – tłumaczy Henley w książce „Polityka ciała”.