Według analiz organizacji pozarządowej Mind Share Partners, w przypadku Pokolenia Z, czyli ludzi mających od 18 do 22 lat, aż 75 proc. rzuciło pracę z powodu zaburzeń umysłowych. Dla porównania, w pokoleniu ich dziadków (55-73 lat) problem jest niemal nieznany – z tego samego powodu odeszło z pracy ok. 10 proc. Czy problemy pracowników ze Stanów Zjednoczonych przekładają się na polską rzeczywistość? Liczby każą sądzić, że tak.

Blisko co 4. dorosły Amerykanin zmaga się z problemami ze zdrowiem psychicznym, jak zaburzenia lękowe, donosi amerykański Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego. W Polsce, według szacunków Instytutu Psychiatrii i Neurologii na zaburzenia i różnego rodzaju problemy psychiczne cierpi w Polsce prawie 8 mln osób, czyli – podobnie jak w USA, prawie jedna czwarta społeczeństwa.

Według prof. dr. hab. med. Filipa Rybakowskiego z Kliniki Psychiatrii Dorosłych z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, olbrzymim problemem społecznym w Polsce jest ukryta depresja. Na seminarium ”Innowacje w psychiatrii” Rybakowski alarmował, że chodzi nawet o 7,5 mln osób. Co miesiąc 1,5 mln Polaków kupuje leki antydepresyjne. – To osoby, którym ich stan psychiczny uniemożliwia lub znacznie utrudnia podejmowanie ról społecznych: pracownika, rodzica, małżonka, przyjaciela – wyjaśnił w rozmowie z ”Gazetą Wyborczą”. 

Wspomniany wcześniej NGO, Mind Share Partners, doradza pracodawcom w Stanach Zjednoczonych w sprawach zdrowia psychicznego pracowników. Ocenia także wpływ problemów ze zdrowiem zatrudnionych na ich wydajność. Najnowsze dane pozyskał z badań ankietowych prowadzonych na 1500 osobach z firm zatrudniających ponad 11 osób.

Pytano ich o odczuwane symptomy zaburzeń psychicznych (np. przyśpieszone bicie serca, nadmierna potliwość, dreszcze, problemy żołądkowe, zawroty głowy i omdlenia), o wpływ tych objawów na ich wydajność w pracy oraz dostępną na miejscu pomoc psychiatryczną i wsparcie pracodawcy. – Millenialsi trzy razy częściej niż ich rodzice doświadczają w pracy stanów lękowych a ci w wieku 18-22 lata aż 4 razy częściej niż pracownicy starsi, mający ponad 55 lat – donosi CNBC

Miejsce pracy też ma znaczenie. Najczęściej (55 proc.) z problemami psychicznymi zmagać się muszą zatrudnieni w sektorze technologicznym. Jeżeli chodzi o produktywność, to stan umysłu aż w przypadku 61 proc. badanych przekłada się na jakość ich pracy. Z kolei 37 proc. wskazało, że atmosfera w miejscu pracy wpływa na ich stan emocjonalny. Ci czujący się najgorzej często ratują się biorąc L4 od psychiatry.

W 2010 r., informuje ZUS, z powodu zaburzeń psychicznych wydano w Polsce 696,6 tys. zwolnień lekarskich (4,1 proc. wszystkich druków L4), cztery lata później 5,5 proc., a w roku 2018 już 5,6 proc. ZUS-owskie koszty schorzeń psychicznych wzrosły z 4,5 mld zł w 2010 r. do 5,6 mld zł w 2016 r., kiedy to Polacy przebywali na zwolnieniach ”psychicznych” aż 19 mln dni, donosi ”Gazeta Wyborcza”. Najczęściej L4 od psychiatry przynoszą zatrudnieni w województwie mazowieckim (15 proc.), a najrzadziej ci z podlaskiego (1,6 proc.). 

- W 2016 r. wydatki na świadczenia z tytułu niezdolności do pracy spowodowane zaburzeniami psychicznymi i zaburzeniami zachowania były najwyższe i stanowiły 16 proc. ogółu świadczeń – wyborcza.pl cytuje Krzysztofa Cieszyńskiego z gdańskiego ZUS.

 

 

Od 1 stycznia 2022 roku będzie obowiązywała nowa klasyfikacja chorób Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Znajdą się w niej zapisy pozwalające lekarzom diagnozować wypalenie zawodowe i cierpiącym na nie osobom wystawiać zwolnienia lekarskie. Definiuje się w ten sposób m.in. poczucie obniżenia energii lub wyczerpania, zmniejszenie skuteczności zawodowej czy odczuwanie negatywnych emocji związanych z pracą.

Wydaje się jednak, że lepszym rozwiązaniem niż czekanie na łatwiejszą ucieczkę z pracy byłoby zapewnienie potrzebującym odpowiedniej opieki, w pracy i poza nią. W raporcie Eurostatu z 2018 Polska znajduje się na ostatnim miejscu wśród 16 państw UE pod względem liczby psychiatrów na każde 100 tys. mieszkańców. W Polsce przypada ich jedynie 9, podczas gdy w Europie liczba ta jest średnio dwa razy wyższa, a w Finlandii i Norwegii to 24 specjalistów.