Powodzenie wyprawy psimi zaprzęgami za kołem podbiegunowym, zależy w dużej mierze od sprzętu.

- Bez odpowiedniego oświetlenia trudno jest rozbić namiot, zajmować się psami czy wykonać nawet najprostsze czynności. Trzeba pamiętać, że ze względu na format przedsięwzięcia, spora część podróży odbywa się nocą – mówi Krzysztof Nowakowski, kierownik wyprawy Laponia 2015.

Z polskich gór na lapońskie pustkowia   

Z tego powodu uczestnicy ekspedycji Laponia 2015, czyli największej polskiej wyprawy maszerskiej wzdłuż lapońskiego jeziora Inari, skorzystają przede wszystkim z latarek czołowych, będących oficjalnym wyposażeniem Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Czołówki dobrze sprawdzają się na mrozie i w warunkach dużej wilgotności. A warunki panujące za kołem podbiegunowym, potrafią być bardzo zmienne. W obszarze jeziora Inari, 6. pod względem wielkości w Europie i 1. w europejskiej części Arktyki, mogą występować temperatury sięgające nawet -30 stopni, co w połączeniu z huraganowymi wiatrami tworzy prawdziwie ekstremalną mieszankę. 

- Profesjonalny sprzęt jest tutaj niezbędny. Szczególnie czuła jest elektronika, która może źle znosić takie warunki – mówi Cyprian Lemiech, ekspert ds. oświetlenia w firmie Mactronic. - Powodzenie ekspedycji tego typu w dużej mierze zależy od drobnych elementów, a możliwość zapewnienia sobie mocnego i niezawodnego źródła światła, to podstawa tam, gdzie nawet w dzień może panować lekki półmrok.

Jak najdalej na Północ

Wyprawa Laponia 2015 to nie pierwsza arktyczna ekspedycja Krzysztofa Nowakowskiego. W 2010 roku, wraz z żoną Darią, jako jedyny i pierwszy Polak objechał lapońskie jezioro psimi zaprzęgami. W tym roku skala przedsięwzięcia będzie większa.

15 marca z wioski Inari wyruszy niemal 30 psów w 5 zaprzęgach, a celem będzie dotarcie, jak najdalej na Północ wzdłuż linii brzegowej jeziora. Po drodze, uczestnicy będą mieli okazję odwiedzić miejsca szczególnie ważne dla Saami, ludu pierwotnie zamieszkującego Laponię. Wyprawa zakończy się 22 marca, kiedy to po pokonaniu blisko 400 kilometrów, psie zaprzęgi dotrą z powrotem do miejsca startu.